Karetka bez sprzętu do ratowania życia. Oskarżona lekarka stanęła przed sądem

W transporcie pacjenta w stanie krytycznym liczy się nie tylko czas, ale też dostęp do aparatury ratującej życie. 59-letnia pielęgniarka chora na COVID-19 zmarła po przewiezieniu z Kozienic do Warszawy. Prokuratura zarzuca lekarce, że skierowała ją do szpitala karetką bez niezbędnego sprzętu. Teraz sprawę rozstrzygnie sąd.

Pielęgniarka w maseczce bada pacjenta w słabo wyposażonej karetce. O procesie lekarki przeczytasz na Poradnik Zdrowie.
Autor: AI/ Wygenerowane przez AI AI wygenerowany obraz do artykułu
  • Przed sądem ruszył proces lekarki oskarżonej o narażenie na niebezpieczeństwo życia pielęgniarki, która zmarła na COVID-19 w początkach pandemii.
  • Sprawa dotyczy tragicznego transportu medycznego sprzed ponad sześciu lat, który według prokuratury był źle zabezpieczony.
  • Werdykt w tej sprawie może mieć istotne konsekwencje dla odpowiedzialności personelu medycznego w trudnych warunkach epidemii.

Tragiczne początki pandemii: choroba pielęgniarki z Kozienic

Proces lekarki z kozienickiego szpitala rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Kozienicach, rzucając światło na bolesne wydarzenia z pierwszych miesięcy pandemii COVID-19. Małgorzata G., lekarz z wieloletnim doświadczeniem, jest oskarżona o narażenie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu 59-letniej pielęgniarki, która była jej pacjentką i ostatecznie zmarła z powodu zakażenia koronawirusem.

Jeśli sąd uzna jej winę, lekarce grozi kara do pięciu lat pozbawienia wolności, co podkreśla ogromną wagę odpowiedzialności, jaka spoczywa na medykach, szczególnie w obliczu ogólnokrajowego kryzysu zdrowotnego. Historia ma swój początek w kwietniu 2020 roku, w szczycie pandemii, kiedy to świat mierzył się z nieznanym dotąd wirusem, a system opieki zdrowotnej działał pod olbrzymią presją.

Pielęgniarka pracująca w szpitalu w Kozienicach, sama zmagając się z objawami COVID-19, trafiła na oddział wewnętrzny. Jak informowała wówczas kozienicka placówka, badania na obecność koronawirusa wykonano jej trzykrotnie. Dopiero ostatni z wyników okazał się pozytywny.

Pomimo początkowo prawidłowo prowadzonego leczenia w Kozienicach - co stwierdzili biegli powołani przez prokuraturę - stan zdrowia pacjentki pogarszał się z dnia na dzień. W obliczu tej sytuacji podjęto decyzję o konieczności przetransportowania chorej do specjalistycznej kliniki w Warszawie.

Poradnik Zdrowie - Mity medyczne i zaufanie do lekarzy

Karetka, która nie była gotowa na kryzys?

Kluczowym momentem w całej sprawie okazał się feralny transport pacjentki. Według śledczych, lekarka Małgorzata G. wyraziła zgodę na przewiezienie chorej do Warszawy karetką, która była słabo wyposażona i nieodpowiednia do stanu pacjentki. Problemy pojawiły się już w trakcie trwającego około 50 minut transportu z Kozienic do stolicy. W momencie, gdy 59-latka dotarła do kliniki MSWiA, jej stan był krytyczny.

Natychmiast podjęto reanimację, która trwała blisko godzinę, jednak niestety nie przyniosła rezultatu - kobieta zmarła. Krótko po tych wydarzeniach zawiadomienie do prokuratury złożył zastępca dyrektora do spraw medycznych warszawskiej kliniki, sygnalizując wątpliwości dotyczące przebiegu transportu.

Zarzuty prokuratury: niewłaściwa ocena stanu i brak sprzętu

Prokuratura ocenia, że lekarka Małgorzata G. błędnie zleciła transport chorej karetką bez odpowiedniego zabezpieczenia medycznego. Zdaniem śledczych, w momencie podejmowania decyzji o przewiezieniu pielęgniarki do Warszawy, jej samopoczucie było już złe, a pacjentka miała poważne problemy z oddychaniem. Tymczasem karetka, którą przewożono chorą, nie była wyposażona w niezbędne urządzenia.

Brakowało między innymi:

  • sprzętu do wentylacji mechanicznej,
  • urządzeń do monitorowania parametrów życiowych,
  • aparatury do pomiaru saturacji krwi tlenem,
  • możliwości zapisu elektrokardiograficznego,
  • urządzeń do pomiaru ciśnienia tętniczego krwi.
W ocenie biegłych, którzy analizowali sprawę, gdyby z pacjentką postępowano w trakcie transportu w sposób prawidłowy, istniałyby większe szanse na jej uratowanie.

To właśnie ta ekspertyza stanowi filar aktu oskarżenia.

Proces sądowy i nieprzyznanie się do winy

W trakcie pierwszej rozprawy przesłuchano oskarżoną lekarkę. Jak przekazała sędzia Renata Król, wiceprezes Sądu Okręgowego w Radomiu, Małgorzata G. nie przyznała się do winy, ale złożyła obszerne wyjaśnienia w swojej sprawie. Kolejna rozprawa w tej trudnej i delikatnej sprawie odbędzie się w grudniu.

Warto zaznaczyć, że prokuratura prowadziła wcześniej śledztwo również w sprawie drugiej lekarki z kozienickiego szpitala oraz ratownika medycznego, którym początkowo postawiono zarzuty. Ostatecznie jednak śledczy nie dopatrzyli się w ich działaniach popełnienia przestępstwa, umarzając postępowanie wobec tych osób.

To stawia Małgorzatę G. w centrum uwagi jako jedyną oskarżoną w tym tragicznym zdarzeniu, a wynik procesu będzie miał znaczenie nie tylko dla niej, ale i dla całego środowiska medycznego.

Podcasty o zdrowiu. Poleca Poradnik Zdrowie
Nadciśnienie tętnicze. Posłuchaj jakie są objawy, przyczyny, leczenie i dieta. To materiał z cyklu DOBRZE POSŁUCHAĆ. Podcasty z poradami