Czeka nas kolejna fala zgonów, ale nie z powodu COVID-19

2021-11-18 7:42

Z powodu pandemii czeka nas jeszcze przynajmniej jedna fala zgonów - ale tym razem jej bezpośrednią przyczyną nie będzie infekcja COVID-19. Kardiolodzy przestrzegają, że coraz więcej osób będzie umierało z powodu chorób układu krążenia, dlatego konieczna jest profilaktyka, rozwój kompleksowej opieki nad chorymi oraz finansowanie nowych leków i technologii poprawiających rokowania pacjentów chorujących na serce.

Czeka nas kolejna fala zgonów, ale nie z powodu COVID-19
Autor: Getty Images

O zagrożeniach związanych z chorobami serca, szczególnie w trakcie trwającej pandemii, eksperci rozmawiali podczas debaty pt. "Kardiologia dla pokoleń".

Jak przypomniał prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, choroby układu sercowo-naczyniowego wciąż stanowią główną przyczynę zgonów Polaków - odpowiadają aż za 43 proc. wszystkich zgonów. Schorzenia te dominują jeśli chodzi o przyczyny skrócenia długości życia u mężczyzn w wieku do 65. roku życia.

„Jest to o tyle złe, że są to osoby w wieku produkcyjnym. Mamy nadumieralność tych osób, które mogłyby swoją pracą spowodować wzrost produktu krajowego brutto” – podkreślił prof. Mitkowski.

Poradnik Zdrowie: kiedy iść do kardiologa?

I zwrócił uwagę, że z powodu pandemii dodatkowo pogorszyły się wskaźniki umieralności z powodu chorób układu krążenia. W pandemicznym 2020 r. z przyczyn sercowo-naczyniowych zmarło w Polsce o 17 proc. więcej pacjentów niż rok wcześniej. Miało to związek m.in. z tym, że pacjenci ze strachu przed zakażeniem SARS-CoV-2 nie zgłaszali się do lekarzy w celach diagnostycznych, a nawet na zabiegi planowe.

Z danych, o których mówił prof. Mitkowski wynika m.in., że w okresie od 15 marca do 14 kwietnia 2020 r. w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 r. odnotowano spadek o 46 proc. liczby wszczepień urządzeń kardiologicznych i prawie o 80 proc. spadek ablacji (zabieg wykonywany w leczeniu zaburzeń rytmu serca).  Aż o 15 proc. (w porównaniu z 2019r) spadła również liczba świadczeń w ramach ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w zakresie. W przypadku lecznictwa szpitalnego spadek ten wyniósł 25 proc.

„To wszystko spowodowało, że pacjenci którzy trafiali do nas na początku bieżącego roku, byli w zdecydowanie bardziej zaawansowanych stadiach choroby, a wielu z nich zmarło. Tak powstał dług zdrowotny, który nam w tym roku bardzo trudno spłacić” – wyjaśnił prof. Mitkowski. Z tego powodu czeka nas jeszcze fala zgonów pacjentów z chorobami układu krążenia.

„Myślę, że współczesna kardiologia dysponuje odpowiednimi środkami - zarówno technologiami farmakologicznymi, jak i niefarmakologicznymi, które pozwalają zaoferować niebywałą diagnostykę i niebywałą poprawę rokowania” – podkreślił specjalista. Zastrzegł zarazem, że choć wdrażanie tych rozwiązań jest niezwykle ważne, to samo w sobie nie wystarczy. Konieczne jest jeszcze stworzenie programów kompleksowej opieki, na wzór programu KOS-zawał (kompleksowej opieki po zawale serca).

Z danych, jakie przedstawił prof. Mitkowski wynika, że program KOS-zawał, stworzony przez PTK we współpracy z Ministerstwem Zdrowia, przyczynił się do redukcji względnego ryzyka zgonu u pacjentów po zawale o 48 proc., w porównaniu do grupy kontrolnej. „To jest olbrzymia poprawa rokowania” – podkreślił ekspert.

Prof. Mitkowski powiedział, że PTK przygotowało kolejne programy kompleksowej opieki, między innymi nad chorymi z niewydolnością serca – program KONS. Został on oficjalnie zainaugurowany trzy lata temu, ale w praktyce nie ruszył - ocenił prezes PTK.

Jak podkreślił ekspertm zamiast tego powstały: Narodowy Program Chorób Układu Krążenia oraz sieć kardiologiczna. „Ten program jeszcze nie ruszył. Mamy nadzieję, że wkrótce ruszy w pilotażowej wersji w jednym województwie, ale chcielibyśmy, żeby on jak najszybciej objął kraj” – powiedział prof. Mitkowski.

Kardiolog zwrócił również uwagę na konieczność finansowania nowych terapii lekowych i technologii medycznych. Jak powiedział, dostępne są już nowe leki dla chorych z niewydolnością serca, które zmniejszają ryzyko zgonu i ryzyko hospitalizacji, co ma znaczenie w kontekście czwartej fali pandemii. „Im mniej chorych trafia do szpitala, tym mniejsze ryzyko zakażenia koronawirusem i lepsze rokowania. Wiadomo, że śmiertelność wśród chorych zakażonych SAR-CoV-2, którzy mają przewlekłe choroby układu sercowo naczyniowego, jest kilkukrotnie wyższa niż w populacji ogólnej” – tłumaczył.

Wśród nowych wyrobów medycznych, na których refundację czekają pacjenci i kardiolodzy, wymienił m.in. kamizelkę defibrylującą, czy stymulatory bezelektrodowe.

Podczas konferencji wypowiadała się również m.in. dr Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa ds. kardiologii dziecięcej. Ekspertka podkreśliła, że dbanie o zdrowie układu krążenia zaczyna się już w okresie wczesnodziecięcym, a właściwie od momentu przyjścia dziecka na świat.

Przypomniała, że kardiologia dziecięca zajmuje się dwiema grupami pacjentów. Są to: dzieci z wadami wrodzonymi serca oraz znacznie większa liczebnie grupa dzieci, które są zdrowe lub mają inną chorobę, ale występują u nich czynniki ryzyka rozwoju chorób sercowo-naczyniowych w wieku dorosłym.

Zdaniem ekspertki w Polsce nie ma systemu kompleksowej opieki nad dziećmi z wrodzonymi wadami serca. W skład zespołu opiekującego się tymi pacjentami powinni wchodzić, nie tylko kardiolog, kardiochirurg, ale też psycholog, czy doradca zawodowy. „Takiego systemu opieki w Polsce nie ma i to jest jedna z najpilniejszych spraw jeśli chodzi o kardiologię dziecięcą” – powiedziała dr Miszczak-Knecht. Dodała, że od wielu lat wiadomo, iż dobrze zaprojektowana opieka nad pacjentami z wadą wrodzoną serca zdecydowanie przekłada się na długość ich życia.

„Dzieci z czynnikami ryzyka chorób sercowo-naczyniowych w wieku dorosłym to jest ta grupa, o którą powinniśmy się zatroszczyć już w okresie wczesnodziecięcym” – pokreśliła kardiolog.

Wśród najważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka chorób układu krążenia wymieniła otyłość i nadwagę, nadciśnienie tętnicze, a także stężenie lipidów we krwi. Z badań wynika, że obecnie 25 proc. polskich dzieci w wieku szkolnym ma nadwagę, a pięć proc. ma otyłość, i odsetki te ciągle rosną.

Dr Miszczak-Knecht powiedziała, że prostym narzędziem pozwalającym na kontrolę czynników ryzyka, którym dysponują pediatrzy i lekarze rodzinni, są badania bilansowe dzieci. Podczas tych badań dokonuje się pomiarów masy ciała i wzrostu. Jeśli chodzi o pomiar ciśnienia krwi to można wykonać je pierwszy raz na bilansie 4-latka, ponieważ we wcześniejszym wieku jest to trudne do realizacji.

Zgodnie zaleceniami pomiary stężenia lipidów (tłuszczów) we krwi powinno się wykonać między 9. a 11. rokiem życia, a ponownie między 17. a 18. rokiem życia. „To się wpisuje w terminy bilansów 10-latka czy 18-latka” – podkreśliła specjalistka. Dodała, że u dzieci z rodzinnym ryzykiem chorób układu krążenia badania te powinno się rozpocząć już w 2. roku życia.

Dr Miszczak-Knecht zaznaczyła też, że wraz z wiekiem spada aktywność fizyczna dzieci. „Tu jest duży obszar, w którym musimy działać i budować świadomość społeczeństwa” – powiedziała. Dodała, że chodzi o tworzenie takich rozwiązań, które zaowocują lepszym zdrowiem młodego pokolenia.