- 40 szpitali powiatowych w Polsce stoi na krawędzi bankructwa, co wywołuje obawy o przyszłość opieki zdrowotnej.
- Dyrektorzy placówek biją na alarm, wskazując na rosnące zadłużenie i brak wystarczających środków na bieżące funkcjonowanie.
- Czy pacjenci mają powody do obaw? Sprawdź, co oznacza ta sytuacja dla polskiej służby zdrowia i jak może wpłynąć na dostępność leczenia.
Czarny tydzień w szpitalach powiatowych. Co się dzieje?
Od poniedziałku w szpitalach powiatowych w całej Polsce trwa „Czarny tydzień" – protest zorganizowany przez Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych (OZPSP). Akcja potrwa do 24 kwietnia. Placówki uczestniczące w proteście zostały oflagowane, a personel założył czarne koszulki. W środę przed szpitalami zaplanowana jest minuta ciszy.
Prezes OZPSP Waldemar Malinowski zapewnił jednak, że pacjenci nie odczują żadnych utrudnień. – Jesteśmy odpowiedzialnym stowarzyszeniem, więc pacjent nie będzie miał żadnych utrudnień. Będzie informowany przez personel, plakaty, jak wygląda sytuacja danego szpitala – mówił w RMF24. Wszystkie świadczenia medyczne mają być realizowane normalnie, a dyrektorzy i zespoły szpitalne będą informować pacjentów o przyczynach akcji.
40 szpitali na skraju bankructwa
Skala problemu jest alarmująca. Jak wynika z raportu przygotowanego przez Związek Powiatów Polskich – który zostanie omówiony podczas konferencji OZPSP, ZPP i organizacji pacjenckich – kilkadziesiąt placówek może upaść. Waldemar Malinowski po analizie tego dokumentu nie pozostawia złudzeń: przynajmniej 40 szpitali powiatowych jest poważnie zagrożonych.
– Finanse szpitali powiatowych są w coraz gorszym stanie – powiedział PAP prezes OZPSP. Związek podkreśla, że „obecna polityka finansowania ochrony zdrowia doprowadza (...) placówki do załamania i realnie zagraża bezpieczeństwu pacjentów". Zdecydowana większość szpitali powiatowych kończy rok stratą, a skumulowane wyniki w skali kraju sięgają miliardów złotych.
Co konkretnie niszczy szpitale? Brakujące miliardy i nowe zasady rozliczeń
OZPSP wskazuje kilka bezpośrednich przyczyn kryzysu: brak rozliczeń za 2025 rok, ograniczanie finansowania tzw. nadwykonań oraz zaniżone wyceny świadczeń. Do tego dochodzą nowe, wprowadzone w kwietniu zasady rozliczania badań diagnostycznych – m.in. tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii i kolonoskopii.
Wprowadzone zostały tzw. stawki degresywne. Za każdą kolonoskopię i gastroskopię wykonaną powyżej wartości określonej w umowie Narodowy Fundusz Zdrowia płaci placówkom jedynie 60 proc. standardowej wyceny. Związek alarmuje, że „szczególnie groźne są nowe zapowiedzi NFZ dotyczące ograniczenia finansowania AOS i rehabilitacji oraz zmiany zasad rozliczania badań TK, RM, gastroskopii i kolonoskopii".
Tło finansowe jest dramatyczne: w budżecie NFZ na 2026 rok (łącznie 221 mld zł) luka finansowa została oszacowana najpierw na 23 mld zł, a obecnie resort zdrowia mówi o brakujących około 18 mld zł.
Szpitale kliniczne też biją na alarm
Głos w sprawie zabrała również Polska Unia Szpitali Klinicznych. Jej przedstawiciele napisali, że „obserwowane w ostatnich tygodniach działania Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia powodują, że jako odpowiedzialni za zarządzanie szpitalami klinicznymi w Polsce wyrażamy swój niepokój i sprzeciw wobec szukania krótkowzrocznych oszczędności w systemie ochrony zdrowia przy jednoczesnym zaciąganiu gigantycznego długu zdrowotnego w społeczeństwie, którego nie da się odrobić bez skokowego zwiększenia za kilka lat nakładów finansowych na ochronę zdrowia".
Organizacja zaapelowała o „rewizję założeń cięć finansowych w ochronie zdrowia oraz podjęcie pilnej, rzetelnej dyskusji na temat zwiększenia nakładów na ochronę zdrowia w sposób, który umożliwiałby zachowanie standardów leczenia w Polsce co najmniej na obecnym poziomie, bez szkody dla zdrowia pacjentów i promowania patologii w systemie ochrony zdrowia celem dopasowania się do mechanizmów finansowania przez płatnika świadczeń – NFZ".
Przeregulowany system. Co trzeba zmienić?
Malinowski nie ogranicza się do diagnozy – wskazuje też konkretne rozwiązania. Jego zdaniem system ochrony zdrowia jest dziś sparaliżowany nadmiarem przepisów. – Jest przeregulowany, już teraz organizacyjnie nie do przejścia, za chwilę otoczenie prawne spowoduje, że prowadzenie działalności będzie niemożliwe – stwierdził. Za kluczowe rozwiązanie uznaje nową ustawę o działalności leczniczej.
Prezes OZPSP apeluje też o budowanie ponadpartyjnego porozumienia i długofalowej strategii dla zdrowia. – Po pierwsze, wreszcie niech politycy pójdą po rozum do głowy, bo jeżeli nie będzie porozumienia ponad podziałami i dziesięcioletniej strategii, nietykalnej – przynajmniej dziesięciu punktów, to zapomnijmy, że coś się zmieni – mówił. Krytycznie ocenił też dotychczasowe podejście kolejnych rządów: – Nie może być tak, że co cztery lata mamy wywrócenie systemu do góry nogami, a tak jest przez te dwadzieścia sześć lat.
Jego zdaniem na bazie porozumienia zawierającego 10 punktów strategicznych „należy napisać praktycznie wszystko od nowa". – Uprościć ten system, skoordynować opiekę medyczną na poziomie powiatu, a później pójdzie dobrze – podkreślił.
Co robi rząd? Reforma i miliard na konsolidację
Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że jego działania to odpowiedź na realia demograficzne i konieczność uszczelnienia finansów. We wrześniu ubiegłego roku weszła w życie ustawa reformująca szpitalnictwo, która daje placówkom możliwość konsolidacji oraz przeprofilowania oddziałów bez ryzyka utraty kontraktu z NFZ. Prace nad ustawą trwały kilkanaście miesięcy.
Według MZ konsolidacja świadczeń przyniesie korzyści pacjentom – wyższą jakość leczenia, kompleksową opiekę, krótszy czas oczekiwania oraz lepszy dostęp do nowoczesnej diagnostyki. Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda przekazała w połowie kwietnia, że rząd przeznaczy 1,149 mld złotych na konsolidację lecznic.
Związek szpitali powiatowych traktuje jednak te działania jako niewystarczające i zbyt wolne wobec skali kryzysu, który dotyka już dziesiątki placówek w całej Polsce.
Źródło: PAP