Mastektomia - operacja amputacji piersi, czyli kobiecość po przejściach

2013-05-14 9:19

Mastektomia - operacja amputacji piersi - okalecza ciało i duszę. Zrozpaczone kobiety często mówią: z powodu nowotworu przestałam być kobietą. Czy tak jest? Czy wartość twojego życia polegała tylko na posiadaniu kompletu narządów? Jak pogodzić się z amputacją piersi? O tym, jak mastektomia zmienia życie, opowiada psychoonkolog Mariola Kosowicz.

Mastektomia - operacja amputacji piersi, czyli kobiecość po przejściach
Autor: thinkstockphotos.com Mastektomia - operacja amputacji piersi - okalecza ciało i duszę. Zrozpaczone kobiety często mówią: z powodu nowotworu przestałam być kobietą. Czy tak jest? Czy wartość twojego życia polegała tylko na posiadaniu kompletu narządów? Jak pogodzić się z amputacją piersi? O tym, jak mastektomia zmienia życie, opowiada psychoonkolog Mariola Kosowicz.

Spis treści

  1. W sytuacjach kryzysowych zachwianie relacji ze światem i najbliższymi jest naturalne
  2. Odnaleźć piękno w sobie
  3. – Trudno oczekiwać pozytywnego odbioru naszej kobiecości, kiedy same źle siebie traktujemy – stwierdza Mariola Kosowicz
  4. Wiele kobiet po mastektomii chce zmienić swoje życie

- Mastektomia, utrata piersi jest bardzo często porównywana przez kobiety do utraty kobiecości – mówi Mariola Kosowicz, psychoonkolog. – W jakimś sensie jest to zrozumiałe, gdyż od wieków pierś stanowiła atrybut kobiecego ciała. W dzisiejszym świecie kobiety prześcigają się w operacjach piersi i niektóre nie wyobrażają sobie, jak wcześniej można było żyć bez takiej możliwości. No i same wyrządzamy sobie krzywdę, bo przecież kobiecość nie składa się z piersi i jajników. Kobiecość to coś delikatnego, nieuchwytnego. Jej kształt, czy może bardziej obraz, zależy od tego, czego o roli kobiety uczymy się od najmłodszych lat.

Wielki wpływ na budowanie tożsamości kobiety ma rodzinny dom, środowisko i obszar kulturowy, w jakim dojrzewa. Do niedawna za kobiecą była uważana dziewczyna pełna ciepła, troski o bliskich, zadbana, pozbawiona wulgarności. Dziś ma być przebojowa, radzić sobie ze wszystkim, zarabiać pieniądze, atrakcyjnie wyglądać. Takiej kobiety chce współczesny świat, ale to nie znaczy, że paniom to odpowiada.

W sytuacjach kryzysowych zachwianie relacji ze światem i najbliższymi jest naturalne

Ciężka choroba, ale także każda inna trudna sytuacja, odziera nas ze złudzeń. Pokazuje nie tylko, na kogo można liczyć, ale również jak do tej pory żyłyśmy. Kryzys, który pojawia się z powodu choroby, śmierci bądź odrzucenia, weryfikuje dotychczasowe życie. Jedne z nas mobilizuje do działania, a inne przytłacza. Zwykle jest tak, że przyczyn kłopotów szukamy na zewnątrz, a nie w sobie. Tak jest o wiele łatwiej.

Ważne

Odnaleźć piękno w sobie

Amputacja piersi ma nie tylko wymiar fizyczny, ale też psychiczny. Pamiętamy swoje ciało sprzed choroby i potrzebujemy czasu na zaakceptowanie zmian. Pojawia się wiele trudnych emocji, kłębiących się myśli, jak to się skończy. Jedne kobiety adaptują się do nowej sytuacji, nie odtrącają bliskich, bardziej o siebie dbają, a inne pozostają w roli „tej wybrakowanej” i ciągle porównują się z innymi lub żyją wspomnieniami, jak było kiedyś. Problem w tym, że nie zawsze to „kiedyś” było takie dobre, jak chcemy w to wierzyć. Budowanie swojej wartości wyłącznie na atrakcyjnym wyglądzie, koncentracja na ciele nie sprawdzają się w życiu, ponieważ rodzą wiele frustracji. Ale żeby się o tym przekonać, nie trzeba mieć raka. Kiedy zrozumiemy, że piękno i atrakcyjność to nie tylko gładka buzia, proporcjonalna sylwetka, odnajdziemy siebie. A stąd już prosta droga do zadowolenia i wierności swoim ideałom. Żeby móc w pełni przeżywać radość ze swojej kobiecości, trzeba pozwolić sobie na jej pełne odczuwanie – także w aspekcie psychicznym.

– Obniżona samoocena pojawia się u kobiet, które przed chorobą nie dopuszczały do siebie myśli, że mają prawo do marzeń, radości – mówi Mariola Kosowicz. – Dopiero przed terapeutą wyznają, że wbrew sobie godziły się na złe traktowanie, niegodne zachowania wobec siebie. Jedna z moich pacjentek opowiadała, że po powrocie ze szpitala usłyszała od męża: „Nie zostawię cię, bo byłbym ostatnim draniem, ale musisz się zgodzić, że będę też z inną kobietą”. Ze strachu przed samotnością, odrzuceniem przystała na tę propozycję. Czas mijał, a ją dręczyły koszmary, z depresji wpadała w depresję. Przyszła na terapię, żeby dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje. „To pewnie przez raka” – usprawiedliwiała tę toksyczną sytuację. Nie identyfikowała swojego stanu emocjonalnego i położenia, w jakim się znalazła, z sytuacją, na którą zgodziła się przed laty. Już kiedyś nie reagowała, gdy w codziennym życiu odbierano jej godność. W trakcie spotkań uświadomiła sobie, że choroba i brak piersi nie mają związku z jej frustracjami. Przyznała, że sama siebie stawiała na przegranej pozycji, bo godziła się na rozwiązania, które nie mieściły się – nazwijmy to – w granicach dobrych obyczajów. Kiedy po 2 latach kończyłyśmy terapię, powiedziała: „Odzyskałam równowagę, poukładałam sobie wszystko, wreszcie czuję się prawdziwą kobietą. Boję się nowego, ale nie chcę już wracać do kobiety, którą byłam”.

Na kobiecość składa się wiele elementów – budowanie ciepła, bliskości, delikatność, zaradność i zgoda na słabość, macierzyństwo, seks, dbanie o wygląd, praca, którą wykonujemy, ale także świadomość tego, jakie chcemy być, czy mamy na siebie pomysł.

– Trudno oczekiwać pozytywnego odbioru naszej kobiecości, kiedy same źle siebie traktujemy – stwierdza Mariola Kosowicz

– Często od kobiet słyszę: jestem gruba jak świnia, mam obwisłe cycki, w tym wieku nie muszę się podobać. Łapię się wtedy za głowę. Co to jest? Pytam, gdzie podziała się delikatność, szacunek dla samej siebie. I kiedy zdecydowanie sprzeciwiam się takiemu postrzeganiu siebie, na twarzach kobiet widzę zdziwienie. Pierś można zrekonstruować, protezę nosić w ładnym biustonoszu, ale nie to stanowi o kobiecości.

Ciało jest piękne nie dlatego, że jest młode, gładkie, ale dlatego, że emanuje pięknem, które wypływa z naszego wnętrza. Akceptując swoją kobiecość, jesteśmy zadbane nawet w domu przy kuchni, chce się nam uśmiechać, wykonujemy swoje codzienne zadania nie dlatego, że musimy, ale dlatego, że taki jest nasz wybór. Potrafimy cieszyć się nie tylko pięknymi przedmiotami, ale także tym co najzwyklejsze i powszechne. Umiemy również cieszyć się swoim ciałem, a bliskość z mężem czy przyjacielem nie jest obowiązkiem, lecz pięknym i głęboko przeżywanym doświadczeniem.

Wiele kobiet po mastektomii chce zmienić swoje życie

Przez pryzmat choroby wszystko widzimy ostrzej. Inaczej patrzymy na pracę, nieżyczliwe koleżanki, na funkcjonowanie domu, relacje ze znajomymi. Oceniamy wartość tych kontaktów. Czasem trzeba się przyznać, że źle zainwestowałyśmy uczucia, przyjaźń, znajomości. To bywa bolesne, ale pozwala odzyskać równowagę. Jest i tak, że w chorobie odkrywamy inną, lepszą twarz człowieka, z którym pozornie niewiele nas już łączyło, który wydawał się obojętny i zdystansowany. Teraz, w chwili ciężkiej próby, kiedy najbardziej potrzebujesz wsparcia, jest przy tobie. Bez spektakularnych dowodów miłości, ale zwyczajnie, po ludzku. Proste, codzienne gesty wyrażają niezwykle istotną myśl – jestem z tobą, bo jesteś dla mnie ważna, jestem tu, bo lubię z tobą rozmawiać, milczeć, śmiać się. I wcale nie jest dla mnie ważne, ile masz piersi. To nie choroba nas niszczy! Niszczymy same siebie, nie zabiegając codziennie o dobre relacje z samą sobą i innymi ludźmi. Choroba tylko ujawnia prawdę o nas i o więzach łączących nas ze światem.

miesięcznik "Zdrowie"