Naukowcy przeanalizowali dane ponad 17 tys. osób. Średnia wieku wynosiła 57 lat. Uczestnicy przez tydzień nosili urządzenia mierzące aktywność fizyczną, a dodatkowo wykonywali test wysiłkowy, który pozwalał oszacować ich wydolność.
150 minut ruchu tygodniowo to dobry początek, ale nie maksimum korzyści
Później ich stan zdrowia śledzono średnio przez 7,8 roku. W tym czasie odnotowano 1233 zdarzenia sercowo-naczyniowe, w tym zawały, udary, niewydolność serca i migotanie przedsionków.
Osoby, które osiągały zalecane 150 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności tygodniowo, miały o około 8–9 proc. niższe ryzyko problemów sercowo-naczyniowych. To korzyść, ale znacznie mniejsza niż ta obserwowana u osób ruszających się dużo więcej.
Naukowcy wskazują konkretną liczbę. To nawet 9–10 godzin tygodniowo
Największą różnicę widać dopiero przy znacznie wyższym poziomie aktywności. Z obniżeniem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych o ponad 30 proc. wiązało się 560–610 minut umiarkowanego lub intensywnego ruchu tygodniowo. To mniej więcej 9–10 godzin w ciągu tygodnia. Nie chodzi przy tym wyłącznie o intensywne treningi. Do analizowanej aktywności zaliczano również szybki marsz, bieganie czy jazdę na rowerze.
Taką ilość ruchu osiągało jednak tylko 12 proc. badanych. Wyniki sugerują więc, że popularne 150 minut tygodniowo rzeczywiście ma znaczenie, ale może być raczej minimalną dawką ruchu niż poziomem, przy którym korzyści dla serca są największe.
Słabsza kondycja? Możesz potrzebować trochę więcej ruchu
Badacze sprawdzili też, czy znaczenie ma wyjściowa sprawność organizmu. Okazało się, że tak.
Osoby o najniższej wydolności potrzebowały około 30–50 minut aktywności tygodniowo więcej, aby osiągnąć podobne zmniejszenie ryzyka jak osoby w najlepszej formie.
Dobrym przykładem jest próg 20-procentowego spadku ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. U osób o słabszej kondycji wiązał się on z około 370 minutami ruchu tygodniowo, natomiast u najbardziej sprawnych z około 340 minutami.
– Wynik ten pokazuje, że osoby o słabszej kondycji stoją przed większym wyzwaniem – podkreślają autorzy badania.
To jeden z powodów, dla których naukowcy zwracają uwagę, że jednakowe zalecenia dla wszystkich nie zawsze muszą być najlepszym rozwiązaniem. W przyszłości ilość rekomendowanego ruchu mogłaby w większym stopniu zależeć od kondycji konkretnej osoby.
Czy trzeba teraz ćwiczyć 10 godzin tygodniowo?
Z badania nie wynika, że każdy powinien od razu zwiększać aktywność do 600 minut tygodniowo. Po pierwsze, 150 minut ruchu nadal przynosi korzyści i pozostaje rozsądnym minimum. Po drugie, było to badanie obserwacyjne. Naukowcy wykazali zależność między większą aktywnością a niższym ryzykiem chorób serca, ale nie mogą na tej podstawie stwierdzić, że to właśnie dodatkowe godziny ruchu bezpośrednio odpowiadają za mniejszą liczbę zawałów czy udarów.
– Przyszłe zalecenia mogą wymagać rozróżnienia między minimalną ilością umiarkowanej lub intensywnej aktywności potrzebną do uzyskania podstawowej ochrony a znacznie większą ilością konieczną do optymalnego ograniczenia ryzyka sercowo-naczyniowego – zaznaczają naukowcy. Są też inne ograniczenia. Uczestnicy badania mogli być zdrowsi i sprawniejsi niż przeciętna populacja, ich wydolność została oszacowana, a analiza nie uwzględniała czasu spędzanego w pozycji siedzącej ani aktywności o małej intensywności.
Najważniejszy wniosek jest więc prostszy: 150 minut aktywności tygodniowo nie jest magiczną granicą, po której ruch przestaje dawać dodatkowe korzyści. W tym badaniu znacznie większa ilość umiarkowanego lub intensywnego wysiłku wiązała się z dużo niższym ryzykiem problemów sercowo-naczyniowych.