"Jestem bardziej złośliwa niż mój rak". Anna dostała wymarzony lek

2025-08-29 0:54

51-letnia Anna ponad trzy lata walczy z opornym na leczenie rakiem piersi. Pokazuje, że walka na każdym etapie choroby ma sens, a nawet najgorsza diagnoza i pozorny brak perspektyw wciąż nie musi oznaczać porażki. "Choćby na czworaka będę szła po nowy lek" - mówiła 1,5 roku temu. Dziś jest refundacja, a ona ma się dobrze, na ile to możliwe w chorobie.

Rak piersi
Autor: Maria Sonia Salvador Verdugo/ GettyImages "Jestem bardziej złośliwa niż mój rak". Anna dostała wymarzony lek
  • Po wyniszczającej chemii, latach bólu i lęku, Anna otrzymała wymarzony lek na zaawansowanego raka piersi.
  • 51-latka wierzy, że doczeka wnuków, a jej choroba przestanie kojarzyć się z  łysą głową i wymiotami.
  • Anna zdradza, co jej pomaga przetrwać i czego nie chcą słuchać chorzy od otoczenia.
Gadaj Zdrów EXTRA - Zaawansowany rak piersi

Leczenie zaawansowanego raka piersi typu HER2-low: refundacja nadeszła

Od 1 lipca 2025 r. obowiązuje najnowsze lista leków refundowanych, na której znalazło się aż 18 nowych terapii dla pacjentów onkologicznych.

Wśród nich wymarzony lek Ani: Trastuzumab derukstekanu, o który zaciekle, wraz z innymi pacjentkami i lekarzami, walczyła od miesięcy.

Program lekowy, co rzadko zdarza się w Polsce, wdrażany jest sprawnie. 51-latka już z niego korzysta, ciesząc się, ze wyszarpie jeszcze trochę życia.

Anna z pewnością nie jest osobą, która łatwo się poddaje, ale przyszło jej się zmierzyć się z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem: hormonozależnym rakiem piersi z niską ekspresją białka HER2.

Ten rodzaj nowotworu nie ma dobrego rokowania, ale na świecie od dłuższego czasu stosuje się nowoczesny lek, który pozwala wydłużyć życie kobietom. Teraz mogą go stosować także Polki.

Droga, jaką musiała pokonać Anna, żeby doczekać refundacji tej terapii, z pewnością nie była łatwa.

Poradnik Zdrowie: Gadaj Zdrów o raku piersi

Anna - czwarty rok walki z rakiem piersi

Większość chorych doskonale pamięta, w jakich okolicznościach dostało diagnozę, która dosłownie zwala z nóg. Nie inaczej jest z Anną:

To były moje imieniny, 26 lipca 2022 roku. Przed powrotem do pracy po dłuższej przerwie chciałam zrobić sobie komplet badań profilaktycznych. Wiedziałam, że później mogę nie znaleźć na to czasu. W lipcu umówiłam się na badanie USG piersi. Lekarz powiedział, że coś mu się w moim wyniku nie podoba i że koniecznie trzeba to jeszcze z kimś skonsultować. Skonsultowałam. Wykonano mi biopsje: najpierw cienkoigłową, potem gruboigłową. Wyniki badań potwierdzały zmianę nowotworową ukrytą głęboko pod gruczołami.

Potem, jak relacjonuje Anna, ruszyła cała machina.

Kobieta nie miała pomysłu, gdzie się leczyć, bo w jej otoczeniu nie było nikogo, kto by chorował na raka piersi. Nie wiedziała, jakiego lekarza wybrać, jakie badania zrobić.

Zarejestrowałam się w przychodni do pani onkolog. To od specjalistki dowiedziałam się, że oznacza się receptory. Dla mnie to była magia. Okazało się że mam hormonozależnego raka piersi z niską ekspresją białka HER2 – wtedy jeszcze na wyniku miałam opis że jest to HER2 ujemny rak piersi. Dziś już wiem, że jestem HER2-low.

Rak piersi: chemia ratuje i wyniszcza

Wykryta zmiana nie była duża (ok. 7 mm), ale naciekała mocno na okoliczne tkanki, był widoczny stan zapalny. Lekarze podjęli decyzję o mastektomii z rekonstrukcją jednoczasową.

Po mastektomii przeżyłam koszmar. Mój organizm tak jakby odrzucił implant. Miałam ciągłe stany zapalne. Ciągle lądowałam na chirurgii

- wspomina Anna i dodaje, że trudny proces gojenia miał wkrótce okazać się jeszcze trudniejszym.

Zabieg przeszła 26 października, a 10 grudnia trafiła na pierwszą chemioterapię. Chemia nie pomagała przy gojeniu.

Oczywiście, trudno się na nią nie godzić, kiedy nie ma innego wyjścia, ale to nie jest procedura bez konsekwencji i nie pomaga w nieskończoność:

Chemia nas wyniszcza. Każda kolejna chemia to jest dramat i marzy się leczenie po ludzku. Dziś jestem już na hormonoterapii, ale co będzie dalej, gdy nastąpi oporność i nawrót choroby? Chcę mieć jakąś opcję, która będzie dla mnie kolejną szansą, pakietem ubezpieczeniowym na dłuższe życie

- mówiła w styczniu 2024 roku, jeszcze bardzo niepewna swojej przyszłości.

Zobacz także: Od nastolatki do seniorki - badania, które zaleca ginekolog

Anna chora na raka piersi: jestem bardziej złośliwa niż on

Niełatwo było dotrwać do refundacji terapii. Anna była jednak zdeterminowana:

- Mam fantastycznego syna i cudownego partnera, na którego czekałam tyle lat! I nie wyobrażam sobie, jakbym miała go teraz samego zostawić. Ja bardzo dużo rzeczy teraz doceniam. I tak strasznie pragnę doczekać wnuków.

Syn Ani ma 32 lata. Podobnie jak partner, wspiera kobietę w walce z chorobą, a ona próbuje wspierać inne kobiety.

Tak, działam zarówno w Fundacji "Oko w Oko z Rakiem", jak i na internetowych grupach wsparcia. Trzeba wychodzić do ludzi. Uwielbiam chodzić na oddział i rozmawiać z pacjentkami. Tym dziewczynom potrzebna jest rozmowa, wymiana doświadczeń i porozmawianie, co kogo gryzie, kto czego się obawia. Wszyscy zastanawiają się, jak ja tam mogę chodzić i się nie załamywać, ale mnie to dodaje skrzydeł. To, że mogę robić coś fajnego, że ktoś mi dziękuje za moją obecność, to jest bezcenne.

Większość chorych kobiet, z którymi spotyka się Anna lub ma inny kontakt, jest mniej więcej w jej wieku, ale zdarzają się znacznie młodsze. Wymieniają się doświadczeniami, okazują sobie wsparcie.

Ważne, żeby mieć koło siebie kogoś kto nie pogłaszcze po głowie, gdy jest źle, tylko kopnie cię w tyłek i powie: "Ej! Co jest grane?" To głaskanie po głowie bardzo mnie przytłaczało w trakcie choroby. Ja potrzebowałam takiego "walnięcia w plery" i powiedzenia: "Anka, zasuwaj do przodu!".

Anna podkreśla, że kiedy ktoś jej mówił: "Będzie dobrze", denerwowała się i pytała, skąd może to wiedzieć. W jej ocenie większość pacjentek nienawidzi sformułowania "będzie dobrze". One tego nie wiedzą, nawet lekarze, to skąd może wiedzieć ktoś z boku?

Poradnik Zdrowie Google News

Zaawansowany rak piersi "to nie krzyżyk"

Anna marzy, żeby jej choroba przestała kojarzyć się Polkom "z łysą głową i wymiotami". To już nie są te czasy, a w każdym razie nie muszą być.

- Chcemy być matkami, żonami, babciami. Chcemy, żeby nasi bliscy widzieli nasz uśmiech, a nie nasz smutek i martwienie się, co przyniesie przyszłość - podkreśla 51-latka.

Zaawansowanego raka piersi można coraz skuteczniej leczyć:

My chcemy żyć jak inni ludzie i niech nikt nie stawia na nas krzyżyków. Całą chorobę powtarzałam mojemu chirurgowi: "Ja już przeszłam swoją żałobę i wypłakałam oczy. Doktorze, mój rak jeszcze nie wie, że jestem bardziej złośliwa od niego". Każda z nas zasługuje na to, żeby być skutecznie leczoną. Mamy świadomość, że medycyna nie stoi w miejscu, że możemy mieć kolejne linie leczenia. Chcemy jak najdłużej funkcjonować z naszymi rodzinami.

Rak piersi. O ten lek walczyła Anna i inne pacjentki

Pacjentki z zaawansowanym rakiem piersi nie mają wielu opcji leczenia, ale wciąż pojawiają się nowe rozwiązania, które przedłużają im życie i poprawiają jego jakość.

Zdaniem onkologów szansą na odmienienie losu pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi HER2-low, takim, jak u Anny, jest Trastuzumab derukstekan.

To przełomowy krok naprzód zarówno dla pacjentek, jak i środowiska klinicznego

 – mówiła dr n. med. Katarzyna Pogoda, onkolog kliniczny z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO-PIB i przewodnicząca sekcji raka piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, komentując wprowadzenie Trastuzumabu derukstekanu do refundacji w leczeniu zaawansowanego raka piersi typu HER2-low.

- Po raz pierwszy mamy możliwość skutecznego leczenia celowanego u chorych z nowo wyodrębnioną cechą – rakiem piersi HER2-low, definiowanym jako IHC 1+ lub IHC 2+ z ujemnym testem FISH. Dotychczas pacjentki te były kwalifikowane do grupy HER2-ujemnej, a tym samym pozbawione dostępu do leczenia anty-HER2– tłumaczyła ekspertka wkrótce po ogłoszeniu refundacji.

Skuteczność tej terapii została potwierdzona w międzynarodowym badaniu DESTINY-Breast04 przeprowadzonym wśród pacjentek z zaawansowanym rakiem piersi HER2-low. Wykazano, że trastuzumab derukstekan – koniugat przeciwciała z lekiem cytotoksycznym – znacząco wydłuża przeżycie całkowite i czas wolny od progresji choroby, przewyższając skutecznością standardową chemioterapię.  Do tej pory dostęp do koniugatów miały jedynie pacjentki z rakiem HER2-dodatnim oraz potrójnie ujemnym. Teraz jest to możliwe także dla pacjentek z rakiem HER2-ujemnym, które także stanowią liczną grupę.

Dzięki refundacji tej terapii doprowadziliśmy do sytuacji, w której każda pacjentka z zaawansowanym rakiem piersi – niezależnie od statusu HER2 – ma szansę na leczenie nowoczesnym koniugatem. To nie tylko krok milowy w kierunku personalizacji terapii, ale także sygnał, że system ochrony zdrowia coraz lepiej odpowiada na potrzeby chorych poprzez wdrażanie innowacyjnych rozwiązań o udowodnionej skuteczności. Jednocześnie stawia to przed nami nowe zadania, takie jak standaryzacja oceny ekspresji receptora HER2 oraz odpowiednie wdrożenie terapii w praktyce klinicznej, ale jestem przekonana, że dzięki współpracy całego środowiska medycznego osiągniemy kolejne sukcesy na drodze do coraz lepszej opieki nad pacjentkami 

– dodała dr Pogoda.