Żyję z boreliozą: “Byłam przeszczęśliwa. Wysyłałam smsy do synów, że wiem, co mi jest”

2022-05-26 16:04

Borelioza to choroba odkleszczowa, która przez wiele lat może nie dawać żadnych objawów. W przypadku pani Iwony objawy pojawiły się szybko, ale diagnoza zajęła kilkanaście lat. W kolejnym odcinku cyklu “Żyję z…” pokazujemy, czym jest mierzenie się z boreliozą.

Jak zaczęła się pani “przygoda” z boreliozą? 

Dowiedziałam się, że mam boreliozę z badań. 15 lat temu zaczęłam mieć objawy typu bóle mięśni, stawów, zmęczenie, bezsenność, takie wewnętrzne rozbicie. Przeważały u mnie bóle stawów, więc poszłam do reumatologa. Na trzeciej wizycie doktor stwierdziła fibromialgię. Dostałam leki, które na jakiś czas pomogły, więc wróciłam do życia i do pracy. Po 3 latach znów przyszedł taki ciężki etap, i to tak wracało.

Jak wygląda leczenie boreliozy w Polsce?

U mnie ta choroba bardzo długo była utajona i przewlekła. Zniszczyła mi wątrobę, nerkę, głowę, wzrok i część serca. Najgorsza jest neuroborelioza. Miałam brak czucia w dużej części ciała, paraliże, długo mi nie pracowały ręce i ciągle miałam przykurcze. 

Jak się jest osobą, która odpowiada za utrzymanie rodziny to diagnoza przewlekła i jak się szuka, co ci jest to doprowadza to do skrajnego ubóstwa. Ja mam tak wpisane w opiece społecznej. Człowiek robi wszystko, żeby znaleźć przyczynę i móc normalnie funkcjonować. Lekarze na NFZ nie znają boreliozy i wyszukują inne schorzenia. Ja miałam wpisane, że mam Parkinsona, epilepsję mam od młodych lat, ale mam ok. 40 chorób wpisanych.