- Doniesienia o podejrzeniu dżumy płucnej w Rosji wywołały obawy o jej ewentualne rozprzestrzenienie do Polski.
- Polscy eksperci uspokajają - ryzyko przywleczenia tej groźnej choroby do Europy jest znikome.
- Specjaliści wyjaśniają, dlaczego dżuma, choć budzi strach, nie stanowi realnego zagrożenia dla naszego kontynentu.
Dżuma w Rosji? W Polsce nie ma powodów do obaw
W obliczu pojawiających się w mediach doniesień o niepotwierdzonym przypadku dżumy płucnej w Federacji Rosyjskiej, wiele osób zadaje sobie pytanie, czy ta groźna choroba może dotrzeć do Polski. Bakteriolog, profesor Aleksandra A. Zasada, kierownik Zakładu Badania Surowic i Szczepionek w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH-PIB, kategorycznie uspokaja: nie ma absolutnie żadnych podstaw do obaw.
"Nie ma zupełnie żadnych podstaw do obaw. Po pierwsze, dzięki wysokiemu poziomowi higieny w Europie dżuma nie występuje, ani wśród zwierząt, ani wśród ludzi" - zapewniła profesor Zasada. Ekspertka podkreśla, że w ostatnich stuleciach na Starym Kontynencie praktycznie nie odnotowywano zachorowań na dżumę. W Polsce ostatni raz mieliśmy do czynienia z tą chorobą, zwaną "czarną śmiercią", w XVIII i na początku XIX wieku.
Zabezpieczenia dotyczą nawet newralgicznych punktów, takich jak porty. Dzięki rygorystycznym procedurom gryzonie - będące głównym rezerwuarem bakterii dżumy - przypływające na statkach z obszarów endemicznych nie są w stanie przedostać się na ląd. Profesor Zasada zaznacza, że gdyby nawet ktoś zachorował na dżumę płucną na innym kontynencie, ryzyko dotarcia bakterii do Polski jest obecnie żadne.
"Ta choroba jest bardzo zakaźna, bardzo szybko przynosi objawy i jeśli nie jest leczona, umiera się na nią w ciągu 1-3 dni" - oceniła ekspertka. Szybki przebieg oznacza, że zakażone osoby są szybko identyfikowane i izolowane, co minimalizuje ryzyko dalszego rozprzestrzeniania się choroby.
Co to jest dżuma? Rodzaje, objawy i leczenie
Dżuma to choroba odzwierzęca, którą wywołują bakterie z gatunku Yersinia pestis. U ludzi najczęściej rozwija się ona po ukąszeniu przez pchły, które wcześniej żerowały na zakażonych gryzoniach. W ten sposób dochodzi do zachorowania na dżumę dymieniczą, będącą jedną z trzech głównych postaci choroby.
"Możemy mieć także do czynienia z postacią płucną, o której w tej chwili jest tak głośno, bądź też z postacią septyczną" - wyjaśniła profesor Zasada. Podkreśliła, że dżuma dymienicza, w przeciwieństwie do płucnej, charakteryzuje się znacznie ograniczoną zakaźnością z człowieka na człowieka, a jej przebieg jest zazwyczaj łagodniejszy.
Mimo groźnego charakteru, wszystkie trzy postaci dżumy można skutecznie leczyć antybiotykami, pod warunkiem szybkiego ich podania - najlepiej w ciągu 24 godzin od wystąpienia pierwszych objawów. Niestety, do dziś nie udało się opracować trwałej i skutecznej szczepionki. Dostępne preparaty zapewniały odporność na maksymalnie pół roku.
Gdzie dżuma stanowi zagrożenie i co wydarzyło się na Syberii?
Ogniska dżumy występują w obszarach endemicznych, takich jak Azja, Afryka czy zachodnie stany USA, głównie wśród populacji gryzoni. Zdarzają się także w azjatyckiej części Rosji. Ostatnie oficjalnie potwierdzone zakażenie dżumą w Rosji miało miejsce w lipcu 2016 roku, kiedy to w Republice Ałtaju zachorował 10-letni chłopiec, który pomagał w oprawianiu mięsa świstaka.
Chłopiec przeżył dzięki szybkiej diagnozie i leczeniu, jak podał niezależny rosyjskojęzyczny portal "Meduza.io".
Niedawno pojawiły się medialne doniesienia o kolejnym, niepotwierdzonym przez rosyjskie władze przypadku zachorowania na dżumę na Syberii. Według lokalnych mediów, cytowanych przez amerykański serwis Axios, 25 września Daria Szipiłowa, 28-letnia laborantka z instytutu badawczego w obwodzie irkuckim zajmującego się dżumą, przypadkowo rozbiła probówkę zawierającą patogen dżumy płucnej.
Cztery dni później kobieta trafiła do szpitala w Szelechowie z objawami ciężkiego zapalenia płuc i zmarła w nocy z 1 na 2 października.
Po jej śmierci władze wprowadziły w szpitalu kwarantannę z powodu podejrzenia "szczególnie niebezpiecznej infekcji" u jednego z pacjentów, co potwierdził mer rejonu szelechowskiego Maksim Modin. Te doniesienia szybko stały się pożywką dla fałszywych narracji krążących w sieci, sugerujących m.in. trwającą epidemię dżumy czy wykorzystywanie jej bakterii jako broni biologicznej.
W tego typu treściach często odwoływano się do wydanej w lipcu 2026 roku książki Annie Jacobsen "Biological War: A scenario", która opisywała fikcyjny incydent laboratoryjny z dżumą na Syberii.
Polskie służby sanitarne i WHO uspokajają
Polskie służby sanitarne aktywnie monitorują sytuację epidemiologiczną zarówno w kraju, jak i na świecie. W komunikacie Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH - PIB podkreślono, że na chwilę obecną ani oficjalne źródła rosyjskie, ani międzynarodowe organizacje zdrowia publicznego nie opublikowały informacji potwierdzających wystąpienie przypadków dżumy u ludzi na terenie Federacji Rosyjskiej.
Również Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), analizując dostępne nieoficjalne informacje dotyczące śmierci w Szelechowie, oceniła, że ryzyko dla zdrowia publicznego ogółu populacji jest niskie.