- Oddział położniczy w szpitalu wojewódzkim w Olsztynie w tym roku musiał skierować blisko 30 ciężarnych kobiet do innych placówek z powodu braku miejsc.
- Mimo to pacjentki otrzymały pełną opiekę, a problem wynika z rosnącej liczby porodów w placówce oraz zamykania mniejszych oddziałów w regionie.
- Narodowy Fundusz Zdrowia zapewnia o równomiernym dostępie do opieki, ale statystyki ujawniają znaczące różnice w obłożeniu porodówek.
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Olsztynie w tym roku, od początku stycznia do końca sierpnia 2026 roku, skierował 28 ciężarnych kobiet do innych placówek w mieście. Powodem był chwilowy brak wolnych miejsc na oddziale ginekologiczno-położniczym. Mimo tej konieczności, rzeczniczka prasowa szpitala, Marta Gołąb-Kocięcka, zapewnia, że bezpieczeństwo pacjentek nie było zagrożone.
"Żadna z tych 28 kobiet nie została pozbawiona opieki, trafiła do innego szpitala w Olsztynie, gdzie w prawidłowy sposób została zaopiekowana" - powiedziała Marta Gołąb-Kocięcka, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Olsztynie. Dodała, że szpital odsyła wyłącznie kobiety z fizjologicznym przebiegiem ciąży, czyli bez komplikacji. Placówka, jako szpital z III poziomem referencyjności, priorytetowo traktuje pacjentki z ciążami wysokiego ryzyka. "Przede wszystkim podejmujemy opiekę nad pacjentkami, których ciąże przebiegają z komplikacjami. Takich pań nie odsyłamy" - zaznaczyła Gołąb-Kocięcka.
Wzrost liczby pacjentek: Skąd ta presja na oddział położniczy?
Problem z brakiem miejsc w olsztyńskim szpitalu wojewódzkim jest bezpośrednio związany z rosnącym obciążeniem placówki. Dane pokazują, że w pierwszej połowie 2026 roku do szpitala trafiło o 66 pacjentek więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Ta tendencja wynika przede wszystkim z zamknięcia oddziałów położniczych w mniejszych miejscowościach Warmii i Mazur.
Kobiety z tych regionów, zamiast korzystać z lokalnych usług, są teraz zmuszone do podróży do większych ośrodków, a szpital wojewódzki w Olsztynie jest dla wielu z nich pierwszym wyborem.
Największą grupę pacjentek, bo aż 1152, stanowią mieszkanki powiatu olsztyńskiego. To właśnie tam, w miejscowości Biskupiec, w 2025 roku zamknięto oddział ginekologiczno-położniczy z powodu braków kadrowych.
Podobna sytuacja miała miejsce w powiecie ostródzkim, skąd do Olsztyna przyjechało 275 pacjentek - tamtejszy oddział został zamknięty w 2024 roku ze względu na niską liczbę porodów. Również z Nowego Miasta Lubawskiego do olsztyńskiej placówki trafiło 56 ciężarnych, po tym jak i tamtejszy oddział przestał funkcjonować z podobnych przyczyn.
Czy w regionie Warmii i Mazur brakuje porodówek?
Według Narodowego Funduszu Zdrowia, w regionie Warmii i Mazur funkcjonuje obecnie 13 oddziałów ginekologiczno-położniczych. Rzeczniczka prasowa warmińsko-mazurskiego NFZ, Magdalena Mil, przekazała, że Fundusz uważa, iż są one rozmieszczone "w sposób zapewniający pacjentkom bezpieczny i równomierny dostęp do opieki medycznej".
"Liczba ta jest adekwatna do aktualnych potrzeb demograficznych regionu" - podkreśliła Magdalena Mil, rzeczniczka prasowa warmińsko-mazurskiego NFZ. Dodała, że w 2025 roku we wszystkich szpitalach w regionie odnotowano 7460 porodów, a w 2026 roku do końca sierpnia - 4515 porodów. Te dane, choć z pozoru uspokajające, nie oddają pełnego obrazu regionalnych dysproporcji.
Gdzie w regionie rodzi się najwięcej dzieci, a gdzie porodówki walczą o przetrwanie?
Szpital wojewódzki w Olsztynie, mimo swoich wyzwań, pozostaje regionalnym liderem pod względem liczby porodów, notując statystycznie 4 porody dziennie. Te dane utrzymują się na niezmienionym poziomie w porównaniu z rokiem ubiegłym, co świadczy o jego kluczowej roli.
Inne większe ośrodki, takie jak Elbląg, odnotowują średnio 3,3 porodu dziennie (spadek z 3,4), a szpital miejski w Olsztynie - 2,7 porodu dziennie (spadek z 2,9).
Jednak sytuacja wygląda dramatycznie w mniejszych placówkach. Szpitale w Szczytnie, Piszu i Bartoszycach notują najniższe wskaźniki porodów, wynoszące 0,5 lub mniej porodu na dzień. W praktyce oznacza to, że w tych szpitalach zdarzają się dni, a nawet tygodnie, kiedy nie ma ani jednego porodu.
Tak niska aktywność rodzi pytania o rentowność i zasadność utrzymywania tak małych oddziałów, co było również przyczyną zamknięcia porodówek w Ostródzie i Nowym Mieście Lubawskim. To właśnie te dysproporcje obciążają duże placówki i stawiają pod znakiem zapytania deklaracje o równomiernym dostępie do opieki.