- W Szpitalu Południowym w Warszawie wykryto poważne nieprawidłowości, które stały się podstawą prokuratorskich śledztw i licznych kontroli.
- Mimo kryzysu, zaufanie pacjentów do placówki nie spadło, a miejskie władze zapewniają o szybkich działaniach i transparentności.
- Sprawa skłania do refleksji nad funkcjonowaniem wszystkich podmiotów leczniczych, a miasto deklaruje odbudowę nadszarpniętego zaufania mieszkańców.
Kryzys, nie afera: Co naprawdę wydarzyło się w Szpitalu Południowym?
W warszawskim Szpitalu Południowym wyszły na jaw szereg poważnych nieprawidłowości, które wstrząsnęły lokalną społecznością i wywołały falę kontroli. Doniesienia medialne, które opisał portal Zero.pl, wskazują między innymi na gigantyczne zarobki jednego z lekarzy, wynoszące 1,6 mln zł w ubiegłym roku podczas specjalizacji, a także na potencjalne preferencyjne traktowanie polityków Koalicji Obywatelskiej.
Sprawa jest na tyle poważna, że prokuratura wszczęła już dwa śledztwa, a kolejne instytucje intensywnie sprawdzają funkcjonowanie placówki. Wiceprezydent Warszawy Izabela Marcewicz-Jendrysik, odpowiedzialna za zdrowie w stołecznym ratuszu, podkreśla, że choć sytuacja jest trudna, określenie "kryzys" jest znacznie trafniejsze niż "afera". - Chciałabym zacząć od samego słowa "afera". Znacznie bliższe jest mi określenie "kryzys".
Rzeczywiście mamy do czynienia z kryzysem i dobrze, że ujrzał on światło dzienne. W okresach pozornej stabilizacji łatwo o uśpienie czujności, zarówno w organizacjach, jak i w wielu innych obszarach życia - powiedziała Marcewicz-Jendrysik w rozmowie z PAP.
Z jej informacji wynika, że mimo medialnych doniesień, oddział ratunkowy (SOR) Szpitala Południowego odnotował nawet większą liczbę pacjentów niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, co wiceprezydent uznaje za ważny sygnał niezachwianego zaufania.
Zarzuty, audyty i prokuratorskie śledztwa
Centralną postacią w doniesieniach medialnych był lekarz i były radny KO, Dawid Kacprzyk. Jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym miał zarobić 1,6 mln zł w trakcie specjalizacji z anestezjologii. Dodatkowo, dziennikarze portalu Zero.pl ujawnili, że na oddziale kierowanym przez Kacprzyka politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania wykonywano im niemal natychmiast po rejestracji.
Oprócz tego audyt zlecony przez miasto wykazał nieprawidłowości dotyczące m.in. czasu pracy poza kontrolą, dyżurów trwających 72 godziny bez przerwy oraz rozliczania pracy jednocześnie w dwóch miejscach. Reakcja władz była błyskawiczna. Izabela Marcewicz-Jendrysik zapewnia, że mobilizacja i reakcja instytucji państwowych i samorządowych była właściwa, bezzwłoczna i sprawna.
W szpitalu trwają liczne kontrole prowadzone przez:
- prokuraturę (wszczęto dwa śledztwa: pierwsze dotyczy oszustwa na kwotę ponad pół miliona złotych, drugie nadużycia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego),
- biuro audytu urzędu miasta,
- Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ),
- Ministerstwo Zdrowia,
- Państwową Inspekcję Pracy (PIP).
Prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, przedstawił już wyniki audytu miejskich szpitali, z którego wynika, że najwięcej nieprawidłowości stwierdzono właśnie w Szpitalu Południowym.
Wiceprezydent podkreśla, że wnioski z tych kontroli są kluczowe dla podejmowania dalszych działań. Wcześniejsze kontrole, które nie wykazały podobnych nieprawidłowości, nie były nierzetelne, lecz obejmowały inny zakres. - Każda kontrola ma jasno określony zakres i cel, dlatego czynności sprawdzające koncentrują się na konkretnych zagadnieniach.
Szpital jest złożoną organizacją, w której procesy nie zawsze są powtarzalne i zerojedynkowe - wyjaśniła Marcewicz-Jendrysik. Zaznaczyła, że obecne kontrole skupiają się na obszarach, które wcześniej mogły nie być przedmiotem szczegółowej analizy. Jednocześnie współpraca z organami kontrolnymi jest niezwykle wymagająca dla personelu, który musi jednocześnie zapewniać ciągłość leczenia i przyjmować pacjentów.
Naganne praktyki, ale dzierżawa chłodni - czy zawsze zła?
Jednym z poruszanych problemów jest kwestia dzierżawienia przez szpitale chłodni do przechowywania zwłok prywatnym zakładom pogrzebowym. W kontekście Szpitala Południowego, gdzie stwierdzono, że wykorzystywano w ten sposób nadmierną liczbę komór chłodniczych, pojawiły się pytania o potencjalne wymuszanie na rodzinach wyboru konkretnej firmy pogrzebowej.
Wiceprezydent wyjaśniła, że nowe szpitale, takie jak Szpital Południowy, często posiadają więcej komór chłodniczych, niż wynika to z ich własnych potrzeb, podczas gdy inne placówki w ogóle ich nie mają.
Dzierżawa części miejsc firmom zewnętrznym nie jest sama w sobie niczym niewłaściwym, pod warunkiem, że odbywa się na jasnych zasadach. - To, z czym mieliśmy do czynienia w Szpitalu Południowym, to absolutnie naganna praktyka i dobrze, że zostało to już zidentyfikowane, ukrócone i zamknięte. Jednak sama w sobie dzierżawa firmom zewnętrznym nie jest niczym niewłaściwym.
Kluczowe znaczenie mają zasady współpracy, zapisy umowy oraz sposób wyboru podmiotu. Niedopuszczalne są jakiekolwiek naciski dotyczące wyboru zakładu pogrzebowego - podkreśliła Marcewicz-Jendrysik. Bardzo istotne jest także jasne informowanie rodziny zmarłego, że szpital nie pośredniczy w wyborze firmy pogrzebowej, gwarantując im pełną swobodę decyzji.
Odbudować zaufanie: Wizja przyszłości warszawskiej służby zdrowia
Wiceprezydent Warszawy wyraża przekonanie, że warszawska ochrona zdrowia stoi na bardzo wysokim poziomie, skupiając wybitnych specjalistów i będąc systematycznie rozwijana oraz dobrze finansowana przez miasto. - Mam pełne przekonanie, że to, co się wydarzyło w ostatnim miesiącu w Szpitalu Południowym, jest zdarzeniem jednostkowym, które oczywiście może się wydarzyć także w innych placówkach, ale na pewno nie powinno budować obrazu i odbioru podmiotów leczniczych oraz ochrony zdrowia w Warszawie - zaznaczyła Izabela Marcewicz-Jendrysik.
Jeżeli zaufanie mieszkańców zostało nadszarpnięte, wiceprezydent deklaruje podjęcie wszelkich działań, aby je odbudować. Obejmie to promowanie dobrych stron miejskiej ochrony zdrowia oraz prowadzenie otwartej i zrozumiałej komunikacji z mieszkańcami.
Zaznacza jednak, że mówienie o sukcesach nie może oznaczać zamiatania problemów pod dywan. - Trzeba otwarcie powiedzieć, że wydarzyło się coś złego, wyciągnąć z tego wnioski i konsekwentnie wprowadzać zmiany, które pozwolą uniknąć podobnych sytuacji - podsumowała Marcewicz-Jendrysik, zapewniając o determinacji w dążeniu do poprawy i transparentności.