„Mniej jedz i więcej się ruszaj" - to nie jest leczenie
Zosia ma 12 lat. Na początku swojego wystąpienia przed Parlamentarnym Zespołem ds. Zdrowia Matki i Dziecka powiedziała coś, co lekarze słyszą od lat, ale co wciąż porusza: „Mam 12 lat i często w szkole mówili na mnie: gruba świnia, spuchnięty chomik, świnia na horyzoncie. Choruję na otyłość, wcześniej, przed leczeniem, mogłam jeść właściwie cały czas. Nie lubiłam siebie, rok temu w maju ważyłam najwięcej w swoim życiu. Odkąd przyjmuję leki i mam spotkania z dietetykiem, psychologiem, fizjoterapeutką i lekarzami z Programu Leczenia Otyłości CZD – schudłam ponad 10 kg. Jem mniejsze porcje i czuję, że jestem ładna. Nawet panie w szkole mi to mówią. Teraz zamiast podjadać, tańczę."
Historią Zosi posłanka Aleksandra Leo - przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka - otworzyła posiedzenie w całości poświęcone otyłości dziecięcej. Przy stole zasiedli eksperci kliniczni, przedstawiciele Partnerstwa na rzecz Profilaktyki i Leczenia Otyłości „Stop Otyłości", Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum prowadzącej kampanię społeczną „Na wagę zdrowia", a także reprezentanci Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Cel: opracowanie systemowej odpowiedzi na to, co uczestnicy zgodnie nazwali narastającym tsunami otyłości wśród najmłodszych.
Skala problemu - dane mówią same za siebie
Prof. Anna Fijałkowska z Instytutu Matki i Dziecka przedstawiła liczby, które nie pozostawiają złudzeń. Aż jedna trzecia ośmioletnich chłopców ma nieprawidłowo wysoką masę ciała, a około 15 tysięcy chłopców w tym wieku choruje na otyłość. Co istotne, za wzrostem tych wskaźników nie stoją geny - stoi środowisko: siedzący tryb życia, brak ruchu, dieta oparta na produktach wysokoprzetworzonych, codzienne spożywanie słodzonych napojów i zbyt krótki sen.
Z kolei prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, zwrócił uwagę na systemowy błąd w podejściu do tej choroby. „Dziecko z otyłością słyszy najczęściej tylko: »mniej jedz i więcej się ruszaj«, a rzadko otrzymuje kompleksową pomoc" - mówił podczas posiedzenia. I dodał: „Dziecko z otyłością ma znacznie większe ryzyko bycia osobą dorosłą chorującą na otyłość. Im dłużej trwa choroba, tym trudniej ją leczyć. Każdą chorobę powinno się leczyć w zarodku, tak jak to się dzieje w przypadku chorób onkologicznych. Więc otyłość też powinniśmy zacząć leczyć jak najszybciej. Późniejsze leczenie to większe ryzyko powikłań, większe koszty dla rodziców, społeczeństwa."
Otyłość bywa w remisji, ale bez leczenia wraca
Jednym z ważnych głosów podczas posiedzenia był głos prof. Pawła Matusika, prezesa Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej. Przedstawił model leczenia realizowany w Tychach i zapowiedział połączenie sił z Polskim Towarzystwem Leczenia Otyłości - bo, jak podkreślił, otyłość zaczyna się w dzieciństwie i jest mitem, że się tam kończy. Bywa w remisji i wraca w dorosłości, dlatego wspólne działania obu środowisk są konieczne.
Prof. Małgorzata Myśliwiec z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego nakreśliła model, który eksperci uznają za właściwy kierunek: rozpoznanie choroby na poziomie lekarza pierwszego kontaktu, skierowanie do wielospecjalistycznej poradni leczenia otyłości, a w trudniejszych przypadkach - do ośrodka referencyjnego zapewniającego też farmakoterapię. Dziś tymczasem pacjenci i ich rodziny często „odbijają się" od kolejnych gabinetów - diabetologów, endokrynologów - bez dostępu do skoordynowanej pomocy. Ekspertka podkreślała konieczność powołania wyspecjalizowanych ośrodków leczenia otyłości dziecięcej - docelowo co najmniej jednego w każdym województwie.
Kod pocztowy nie może decydować o leczeniu
Kluczowym wątkiem dyskusji była dostępność nowoczesnej farmakoterapii, czyli leków, które pomagają ograniczyć poczucie głodu i zwiększają skuteczność terapii dietetycznej i psychologicznej. Eksperci byli zgodni: dostęp do skutecznego leczenia nie może zależeć od zasobności portfela rodziców ani od miejsca zamieszkania dziecka.
„Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której kod pocztowy decyduje o tym, które dziecko będzie leczone, a które nie" - mówiła Marta Pawłowska, współinicjatorka Partnerstwa Stop Otyłości, nawiązując do wzorcowego programu 6-10-14 realizowanego w Gdańsku. Jego autorem jest prof. Michał Brzeziński z UCK Gdańsk, który przy tej okazji zapytał wprost, dlaczego w ministerialnych szufladach przepadł program KOS-Dzieci.
Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum, mówiła o leczeniu farmakologicznym w kategoriach inwestycji, nie kosztu: dzieci, które dziś otrzymają pomoc, mają szansę stać się zdrowymi dorosłymi, nie rozwinąć powikłań i w przyszłości wnosić wkład w gospodarkę - zamiast obciążać system. Dodała też, że to dorośli stworzyli środowisko sprzyjające otyłości i to na dorosłych spoczywa odpowiedzialność, by je zmienić - i by chronić dzieci przed nieetycznymi praktykami marketingowymi producentów żywności.
Środowisko, które tuczy, i psychika, która cierpi
Dużo czasu poświęcono tzw. środowisku obesogennemu: wszechobecnym reklamom niezdrowej żywności, promocjom produktów wysokoprzetworzonych i marketingowi skierowanemu wprost do dzieci. Eksperci przywoływali doświadczenia innych krajów - w Wielkiej Brytanii ograniczono dzieciom dostęp do reklam niezdrowych produktów również w internecie, w Szwecji stawia się na zmianę zachowań całych rodzin. WHO wskazuje, że przemysł spożywczy stosuje agresywne techniki marketingowe wywierające presję na dzieci i wpływające na ich wybory żywieniowe.
Równolegle mówiono o zdrowiu psychicznym. Dane są niepokojące: co czwarte dziecko z otyłością wymaga wsparcia psychologicznego z powodu traum, stygmatyzacji i przemocy rówieśniczej. Uczestnicy posiedzenia podkreślali wyraźnie - dzieci chorujących na otyłość nie wolno oceniać ani stygmatyzować. Potrzebują leczenia, wsparcia i ochrony.
System ma narzędzia, ale ich nie używa
Prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, zwróciła uwagę na paradoks: mimo finansowania bilansów zdrowia dzieci, system nie egzekwuje regularnego ważenia i mierzenia, nie prowadzi systematycznych działań profilaktycznych. Ekspertka wskazała na potrzebę wdrożenia elektronicznej książeczki zdrowia i większego wykorzystania roli pielęgniarek szkolnych.
Przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Aleksandra Płosińska przypomniała, że obowiązujący model leczenia otyłości łączy poziom POZ, opiekę specjalistyczną i programy zdrowia publicznego. Jako przykład sprawnie działającego podejścia wskazała program KOS-BAR, który objął około 9 tysięcy pacjentów. Program ten jest jednak w zawieszeniu - jak podkreśliła Elżbieta Brzozowska, pacjenci bardzo czekają na jego trwałe włączenie do koszyka świadczeń gwarantowanych. NFZ zaznaczył, że finansuje zarówno leczenie otyłości, jak i jej powikłań, a budżet uzupełniają środki z Funduszu Medycznego i wpływy z opłaty cukrowej.
Wzorcowym przykładem kompleksowego leczenia otyłości dziecięcej pozostaje warszawskie Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie skonsultowano już ponad 2 tysiące pacjentów z całej Polski. Eksperci podkreślali, że takich miejsc jest w Polsce zdecydowanie za mało.
Cztery postulaty i obietnica działania
Na koniec posiedzenia posłanka Aleksandra Leo wskazała cztery kluczowe postulaty: stworzenie jasnej ścieżki leczenia dla każdego małego pacjenta, powołanie ośrodków otyłości dziecięcej - na początek po jednym w każdym województwie, zapewnienie dostępu do nowoczesnej farmakologii (zwłaszcza dla dzieci z BMI powyżej 30) oraz ograniczenie środowiska obesogennego i wprowadzenie regulacji dla przemysłu spożywczego.
Posłanka zapowiedziała kolejne posiedzenie zespołu poświęcone tej tematyce. Posłanka Barbara Okuła z kolei zadeklarowała włączenie tematu do prac komisji ds. dzieci i młodzieży. Uczestnicy spotkania byli zgodni w jednej kwestii: leczenie otyłości dziecięcej to nie margines systemu ochrony zdrowia. To - jak powtarzano wielokrotnie - inwestycja w zdrowie przyszłych pokoleń dorosłych.
Źródło: Informacja prasowa Fundacji Zdrowie i Edukacja Ad Meritum