- Nowe terapie na chorobę Alzheimera dają realną szansę na spowolnienie jej postępu, ale pod jednym warunkiem: wczesnej diagnozy.
- Polscy neurolodzy alarmują, że obecny system opieki zdrowotnej nie jest przygotowany do skutecznego i szybkiego rozpoznawania tego schorzenia.
- Kluczowe zmiany obejmują edukację społeczną, przygotowanie lekarzy rodzinnych oraz stworzenie sprawnych ścieżek diagnostycznych i leczniczych.
Nowa era w walce z Alzheimerem wymaga wczesnej diagnozy
Mamy początek nowej ery w walce z chorobą Alzheimera - to opinia prof. Haliny Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, której słowa przypadały na dzisiejszy Światowy Dzień Mózgu. Po latach, kiedy medycyna mogła jedynie łagodzić objawy otępienia, pojawiły się terapie zdolne spowalniać postęp choroby.
To ogromna nadzieja, ale jednocześnie potężne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia, ponieważ skuteczność tych nowoczesnych leków zależy od jednego kluczowego czynnika - wczesnej diagnozy. Nowe leki działają bowiem wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi lub w początkowej fazie otępienia, i to pod warunkiem potwierdzenia obecności patologicznych złogów beta-amyloidu, które odkładają się w mózgu.
Jeżeli pacjent trafia do specjalisty, gdy otępienie jest już zaawansowane, możliwości zastosowania tych innowacyjnych terapii niestety przepadają. Wczesne rozpoznanie to również szansa na wdrożenie niefarmakologicznych metod wspierających chorych. Niestety, obecnie większość pacjentów otrzymuje diagnozę zbyt późno, często dopiero, gdy zaburzenia pamięci i myślenia wyraźnie utrudniają codzienne funkcjonowanie.
Jak przyspieszyć diagnozę? Rola lekarzy rodzinnych i społeczeństwa
Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, a także odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów - oceniła prof. Sienkiewicz-Jarosz. Lekarze rodzinni są pierwszym kontaktem dla wielu pacjentów i to oni mogą zauważyć subtelne zmiany, które mogą świadczyć o początku choroby.
Warto pamiętać, że w ramach programu "Moje Zdrowie" osoby w wieku 60 lat lub starsze mają przewidzianą ocenę funkcji poznawczych. To pozwala lekarzowi rodzinnemu na wczesne wychwycenie problemów i skierowanie pacjenta do dalszej diagnostyki. Program ten jest dostępny dla wszystkich ubezpieczonych osób: w wieku 20-49 lat badania kontrolne przysługują co pięć lat, a od 50. roku życia - co trzy lata.
Rewolucja w diagnostyce: badania krwi zamiast płynu mózgowo-rdzeniowego?
Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo zaawansowanej tomografii PET. Ta ostatnia to specjalistyczne badanie obrazowe, które pozwala zobaczyć zmiany metaboliczne w mózgu, w tym obecność blaszek amyloidowych. Oba te badania nadal są podstawą diagnostyki, a potwierdzenie obecności blaszek amyloidowych jest konieczne do wdrożenia nowych terapii.
Jednak coraz większe znaczenie zyskują biomarkery oznaczane we krwi, czyli wskaźniki biologiczne świadczące o chorobie. Szczególnie obiecujące jest badanie fosforylowanego białka tau, zwłaszcza p-tau217. "To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do zastosowania u większej liczby pacjentów" - wyjaśniła prof. Sienkiewicz-Jarosz.
Ważne jest jednak, aby pamiętać, że te biomarkery są badaniem dodatkowym, nie zastępują oceny klinicznej i nie rekomenduje się ich sprawdzania u osób zdrowych, bez zaburzeń pamięci. Natomiast u osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, badania biomarkerów krwi mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny, pozwalając na szybsze i mniej obciążające dla pacjenta rozpoznanie.
Polska neurologia przed wyzwaniem: potrzebne zmiany systemowe i więcej specjalistów
"Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby oraz wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostycznej - od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia" - tłumaczyła prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.
Drugim ogromnym wyzwaniem pozostają kadry.
Według dostępnych danych w Polsce jest nieco ponad cztery tysiące neurologów, a około jedna trzecia pracujących specjalistów osiągnęła już wiek emerytalny. "Rosnąca liczba pacjentów z chorobami otępiennymi i innymi schorzeniami neurologicznymi będzie wymagała nie tylko większej liczby lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, logopedów, fizjoterapeutów, terapeutów zajęciowych i pracowników socjalnych" - wymieniała specjalistka.
Podkreśliła, że nowoczesna opieka neurologiczna musi być zespołowa i kompleksowa. Ogromne znaczenie ma również zabezpieczenie odpowiednich środków na diagnostykę i leczenie chorób neurologicznych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jest to warunek tego, aby pacjenci mogli w pełni korzystać z możliwości współczesnej medycyny, podsumowała prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.