Poczucie odpowiedzialności za cały świat - jak sobie z nim poradzić?

2007-05-09 3:23
Poczucie odpowiedzialności za cały świat - jak sobie z nim poradzić?
Autor: Thinkstockphotos.com

Narzekasz na nadmiar obowiązków, ale często myślisz, że bez twoich starań kosmos runąłby jak domek z kart postawiony w przeciągu? Jak Atlas czujesz jego ciężar? Jeśli nauczysz się, że nie odpowiadasz za cały świat, łatwiej będzie ci kochać innych i siebie. Radzimy, co robić, gdy poczucie odpowiedzialności nie daje ci normalnie żyć.

Nadmiar odpowiedzialności: Katarzyna, lat trzydzieści dziewięć

- Ciągle czuję się za coś odpowiedzialna. Nie mogę normalnie rozmawiać z ludźmi, bo zaraz mi się wydaje, że coś muszę dla nich i za nich zrobić. - Kasia przyznaje się do tego, że nawet w restauracji nie usiedzi spokojnie. Odruchowo wstaje, żeby pomóc kelnerce. Gdy w serialu komuś dzieje się krzywda, serce jej wali i nerwowo zmienia kanał. Atlasom bardzo trudno się odprężyć, choćby na chwilkę. Poleciła rodzicom Krynicę - „Jedźcie, to cudne miejsce!". A tam lało - natychmiast do nich zadzwoniła z przeprosinami. Kasia co rano budzi się z poczuciem, że „musi". Na liście zadań na dziś figuruje tylko jedna rubryka: „zrobić koniecznie!!!". Ale w tym nieustającym pędzie kobieta często czuje się zagubiona, a nawet zagrożona. Myśli, że nie podoła wszystkim powinnościom. Zdaje sobie sprawę, że jest jak duża Zosia samosia, ale nie umie zmienić swojego zachowania.

- Każdy błąd grozi jakimiś strasznymi konsekwencjami. To trochę tak, jakby świat czekał na stworzenie go od początku. Ale ja mam wrażenie, że dano mi na to nie siedem, tylko trzy biblijne dni. Z tego kieratu obowiązków Atlasa nie wyrywa nawet choroba. Kasia czuje, że nie ma prawa nawalić: - Po to mam mózg, żeby przewidzieć wszystkie okoliczności i odpowiednio się przed nimi zabezpieczyć! - mówi. I naprawdę w to wierzy. Coraz trudniej jest jej zachować zdrowy rozsądek i dystans do samej siebie. Takim osobom jak Kasia trudno jest cieszyć się z towarzystwa bliskich ludzi, bo ciągle czują odpowiedzialność za ich samopoczucie. To tak, jakby ktoś wciąż trwał w napięciu, gotowy do skoku. Prawie żadnej chwili wytchnienia, relaksu. Każda sprawa, każde zdarzenie staje się zarzewiem problemu.

Nadmiar odpowiedzialności: Teresa, emerytka 60+

Nie umie się uradować prezentem od przyjaciółki. „Kupiła mi strasznie drogi Leksykon malarstwa. Mój wymarzony. A ja zamiast skakać pod sufit, myślałam tylko, jak bardzo musiała się nabiegać w poszukiwaniu tej książki. Że wydała tyle forsy, za co ona kupi podręczniki?" No i jeszcze jedna myśl kołatała się jej po głowie: Koniecznie muszę zapamiętać, ile kosztował prezent, bym nie kupiła tańszego. Teresa obawia się, że mogłaby urazić przyjaciółkę, gdyby ta dostała od niej coś mniej drogocennego. Sama, od kiedy pamięta, zawsze wszystkim pomaga, tak jakoś wychodzi. Ktoś opowiada o swoich problemach i ona natychmiast ma pomysł, jak go rozwiązać. Przypomina sobie o całej chmarze ludzi, którzy mogą pomóc, zaradzić, wesprzeć. Jest jak wulkan. Jeśli w Kasi, Teresie widzisz siebie, może czas coś zmienić? Dlaczego nie miałabyś spróbować? I to zanim okaże się, że największym marzeniem jest jeden, jedyny dzień spędzony bez dudniącego w głowie: „muszę, bo jak nie, to..."

Przyczyny nadmiernego poczucia odpowiedzialności

Kilka lat temu pewna mała dziewczynka usłyszała od rodziców, że przez nią spadł na podłogę porcelanowy wazon. To ona była winna temu, że młodszy braciszek uderzył się w rączkę, a kot zjadł sznurówki od wyjściowych butów taty. Dzień po dniu rodzice małej dawali jej do zrozumienia, że wszystko, co się dzieje, jest z nią związane. Byli bardzo wymagający. Uważali, że grzeczne dziecko do wszystkiego zgłasza się na ochotnika. Powinno się dopytywać, czy czegoś nie trzeba zrobić. Samo ma wiedzieć, że tatuś jest w złym humorze i trzeba mu zrobić herbatę. Dziewczynka starała się kontrolować świat, żeby nie dać dorosłym pretekstu do złości. Ale okazało się, że cokolwiek zrobi, i tak będzie źle. Bliscy od rana do nocy na nią fukali: „Co tak siedzisz bezczynnie!", krytykowali i przeganiali z miejsca na miejsce.

Inny mały chłopiec miał rodziców, którzy nigdy nie dorośli. Pili, byli alkoholikami wymagającymi ciągłego zainteresowania i opieki. Ich pociechy stały się nadmiernie odpowiedzialne. Nie miały czasu być dziećmi, bo ciągle musiały myśleć o innych. To zbyt duży ciężar dla malucha przyprowadzić z baru pijanego ojca.

Trudnym rodzicem jest też matka, która nigdy nie dojrzała. Na zawsze została nieporadną i rozkapryszoną dziewczynką. Dlatego tak się ucieszyła, kiedy urodziła się jej córeczka. Nareszcie będzie miała pokrewną duszę! Bo które czteroletnie dziecko zniesie opowieści o życiu erotycznym swojej mamy? A takie historie też się zdarzają. Można mieć więcej lat, na przykład dziesięć albo piętnaście, i ratować matkę z próby samobójczej. Przez długi czas dziecku pozostanie zwyczaj opiekowania się matką i chronienia jej przed złym światem. To wszystko sprawia, że tak wiele osób przyjmuje odpowiedzialność za cały świat. A to nieuchronnie kończy się porażką. Nie da się mieć samych sukcesów. Jest to niewykonalne, nawet dla perfekcjonisty. Każda wpadka sprawia, że jeszcze bardziej się starają i stresują. Mają coraz większe poczucie winy. I tak w koło Macieju.

Ważne

Jakie fajne... wady

  • Lenistwo (zmusza do odpoczynku przynajmniej raz dziennie).
  • Egoizm (pozwala odmawiać, kiedy ktoś chce cię wykorzystać).
  • Słomiany zapał (porzucasz projekty niewarte zachodu).
  • Uciekanie od problemów (cóż, niektóre trzeba po prostu zostawić).
  • Brak powagi (jest tyle śmiesznych rzeczy - na przykład twoje problemy).
  • Ospałość (zanim się weźmiesz do roboty, ktoś zrobi to za ciebie).

Nadmierna odpowiedzialność utrudnia relacje z innymi

Najgorzej jest z tworzeniem bliskich związków z ludźmi. Trudno się zaprzyjaźnić i kochać, jeśli masz wrażenie, że ty i tylko ty odpowiadasz za związek. Przyjaciółka zaprasza cię na kawę, starasz się ją zabawiać historyjkami o szkole, zamiast powiedzieć, że miałaś straszny dzień i nie chce ci się gadać. A kiedy idziesz na randkę, od pierwszej chwili w duszy świeci się czerwona lampka. Zamiast się cieszyć, jaki kochany i pachnący jest twój przystojniak, myślisz o jego samopoczuciu. Jeśli najmniejszy drobiazg sugeruje, że coś jest nie tak, próbujesz to zmienić, bo to na pewno twoja wina. Ciągle analizujesz drobne gesty. Jeśli ktoś bliski wygląda na zmartwionego, czujesz strach: „co ja znowu zrobiłam?" Wpadasz w pułapkę, bo chodzisz na palcach dookoła swojego faceta, żeby go tylko nie zdenerwować. Nigdy nie odmawiasz, nawet w nocy można do ciebie zadzwonić po pomoc. - Telefony zaczynają dzwonić po dwudziestej drugiej - opowiada Joanna, właścicielka małej agencji reklamowej. To przyjaciółka wzywa ją do szpitala ze szlafrokiem, to matka każe dorosłej córce opowiadać, jak spędziła dzień. A zdarza się, że sąsiad z końca osiedla przychodzi pożyczyć 100 złotych. - Już się łapię na tym, że czuję się winna, bo on nie ma pracy, może mu ją załatwić. - Joanna mówi to z uśmiechem. Ale znacznie łatwiej jest samej z siebie się pośmiać, niż zmienić przyzwyczajenia. Często starasz się naprawić to, co się wcale nie zepsuło.

Zrezygnuj z odpowiedzialności za cały świat

Może chłopak po prostu ma dość korków, tłumu i tego miasta? I dlatego nie chce mu się rozmawiać? Może przyjaciółka chciałaby być potrzebna, daj jej szansę! Poproś o pomoc, kiedy jesteś w dołku. Przy takim nawale obowiązków potrzebujesz „schronu", gdzie możesz nic nie robić przez dziesięć minut. Jeśli przenosisz swój nadmiar odpowiedzialności w związki z innymi, nie masz takiego miejsca, w którym możesz się odprężyć. A szkoda. Warto nauczyć się być blisko z ludźmi. Wtedy człowiek ma siłę, żeby walczyć ze światem. Łatwiej się cieszyć miłością czy przyjaźnią, kiedy nie węszysz wszędzie problemów i podstępów. Jeśli nauczysz się myśleć, że nie wszystko jest twoją winą, że nie odpowiadasz za cały świat, łatwiej ci będzie kochać innych i siebie. Z czasem zaczniesz widzieć tylko problemy, które naprawdę są ważne. Reszta będzie po prostu radością, miłością i przyjaźnią. Warto spróbować.

Zrób to koniecznie

Terapia odwykowa, czyli jak z tym skończyć

  • Nie odpowiadasz za cudze życie. Kiedy dasz potrzebującemu wędkę i pokażesz, jak łowić ryby, nie musisz już dalej się nim opiekować. Nie trzeba każdej „zagubionej owieczce" organizować randek, doradzać w środku nocy, być na każde zawołanie wszystkich dookoła. Pomaganie ma swoje granice: przecież robisz tyle,  na ile cię stać.
  • Znajduj rozwiązania i... zapominaj o nich. Wymyśl 30 sposobów, jakimi twój szalony brat mógłby sam wybrnąć z kłopotów. Nie pomagaj więcej w tej sprawie. Chodzi o to, byś wiedziała, że są także inne rozwiązania problemów niż twoja interwencja.
  • Zdradzę ci tajemnicę - nie jesteś niezastąpiona. Czas przyjąć do wiadomości, że nie znajdujesz się w centrum galaktyki. Jeśli nie zorganizujesz kinderbalu znajomym dzieciakom, z powodzeniem zrobią to ich rodzice i przedszkolanki.
  • Możesz też nauczyć się... zwalać winę na innych. Nieprawda, że to brzydko. Grzeczne dziewczynki potulnie zbierają ciosy? Nonsens. Po co masz dostawać wycisk za innych?
  • Zaszalej. Zrób coś bez zastanowienia. Jeśli ci się nie spodoba, nie powtórzysz tego więcej, ale może warto zobaczyć, jak to jest? Na przykład wejdź do sklepu  i kup pierwszą rzecz, która wpadnie ci w oko. Nie zastanawiaj się, czy właśnie tego potrzebujesz. Kup, jeśli masz na to ochotę.
  • Na koniec opróżnij swoją półkę z większości poradników. Szczególnie tych, które mówią, że sama jesteś odpowiedzialna za wszystkie zdarzenia. Na przykład: jeśli spadnie ci na głowę meteoryt, to widocznie dlatego, że źle myślałaś o swojej pani z przedszkola.
miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.