Edukacja zdrowotna obowiązkowa, ale z wyjątkiem
Edukacja zdrowotna, która zastąpiła wychowanie do życia w rodzinie, weszła do szkół w roku szkolnym 2025/2026 jako przedmiot nieobowiązkowy. Nauczana jest w szkołach podstawowych w klasach IV–VIII (w wymiarze jednej godziny tygodniowo w każdej z tych klas, przy czym zajęcia w klasie VIII realizowane są tylko w pierwszym semestrze) oraz w szkołach ponadpodstawowych (w wymiarze jednej godziny tygodniowo przez dwa lata).
Do końca marca ministra edukacji Barbara Nowacka miała ogłosić, czy przedmiot stanie się obowiązkowy. Ostateczną decyzję przekazała w czwartek na antenie TVN24.
Edukacja zdrowotna będzie obowiązkowa od nowego roku szkolnego, ale bez części seksualnej – poinformowała.
Podział na dwa moduły
Jak wyjaśniła ministra, przedmiot zostanie podzielony na dwie części.
– Edukacja zdrowotna tak naprawdę ma składać się z dwóch przedmiotów – w głównej części uczniowie dowiedzą się o higienie, ruchu czy zdrowiu psychicznym, a druga część będzie poświęcona zdrowiu seksualnemu – przekazała.
Moduł dotyczący zdrowia seksualnego nie będzie obowiązkowy. To rodzice zdecydują, czy ich dziecko weźmie w nim udział. Jak zaznaczyła Nowacka, ta część ma stanowić niewielki fragment programu – jedną lub dwie lekcje w ciągu roku.
To efekt politycznego kompromisu
Jak wynika z ustaleń, wydzielenie tej części to kompromis, który miał umożliwić uzyskanie większości dla projektu w Sejmie.
To właśnie treści związane ze zdrowiem seksualnym od początku wywoływały największe kontrowersje wokół nowego przedmiotu.
Ekspert: „to edukacja z wyciętym sercem”
Rozczarowania takim rozwiązaniem nie kryje Paweł Mrozek ze stowarzyszenia Akcja Uczniowska.
– To edukacja zdrowotna z wyciętym sercem, czyli bez komponentu edukacji seksualnej i nie oszukujmy się. Wszyscy wiemy, dlaczego tak się stało – powiedział w rozmowie z Radiem Eska.
Jak dodał, decyzja ma jego zdaniem podłoże polityczne.
– To klasyczne uginanie się pod presją i kolejna decyzja podjęta po to, by uniknąć konfliktu politycznego. Zapowiadano ochronę szkoły przed polityką, ale jak widać, nie do końca się to udało – ocenił.
Program przygotują eksperci
O tym, co dokładnie znajdzie się w programie edukacji zdrowotnej, zdecyduje zespół ekspertów powołany przez ministerstwo.
– Będą to lekarze, specjaliści i nauczyciele, którzy pomogą dobrze ułożyć program – zapowiedziała Nowacka.
Ministra podkreśliła jednocześnie, że będzie zachęcać rodziców do zapisywania dzieci na zajęcia dotyczące zdrowia seksualnego.
– Wiedza o zdrowiu seksualnym jest tak samo ważna jak wiedza o każdym innym fragmencie zdrowia – zaznaczyła.
Spór polityczny wokół przedmiotu
Nowy przedmiot od początku budził duże emocje. Pierwotnie miał być obowiązkowy, jednak na początku ubiegłego roku pojawiły się sprzeczne sygnały ze strony polityków.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz zapowiedział, że edukacja zdrowotna nie będzie obowiązkowa, a premier Donald Tusk wskazywał, że w tej kwestii lepsza jest dobrowolność niż przymus.
Sama ministra edukacji tłumaczyła wcześniej, że decyzja o nieobowiązkowym charakterze przedmiotu wynikała z napięć społecznych i potrzeby ochrony szkoły przed konfliktem politycznym. Przyznała też, że były to decyzje o charakterze politycznym.
Protesty i sprzeciw części środowisk
Przeciwko obowiązkowej edukacji zdrowotnej opowiadały się m.in. organizacje społeczne, w tym Koalicja na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, która złożyła w tej sprawie petycję do MEN.
Sprzeciw wyrażała również Konferencja Episkopatu Polski, wskazując na konstytucyjne prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami.
W różnych miastach organizowano także protesty przeciwko wprowadzeniu przedmiotu w obowiązkowej formie.
Niewielkie zainteresowanie uczniów
Z danych ministerstwa wynika, że w obecnym roku szkolnym w zajęciach z edukacji zdrowotnej uczestniczy około 30 proc. uprawnionych uczniów.
Największy odsetek jest w szkołach podstawowych – ponad 40 proc. W szkołach ponadpodstawowych zainteresowanie jest znacznie niższe.