Psy zmniejszają ryzyko alergii u dzieci

2017-04-14 1:00 dr R. Brett Finlay, dr Marie-Claire Arrieta - fragment książki "A niech się brudzą!"

Z badań epidemiologicznych wynika, że dzieci, które mają kontakt z psami we wczesnym okresie życia, rzadziej chorują na astmę i alergie. Odpowiedzialny za to jest prawdopodobnie przynoszony przez psy do domu gatunek pożytecznych bakterii zmniejszających podatność na choroby autoimmunologiczne.

Niektórzy ludzie mają zwierzęta w domu ze względów użytkowych, ale we współczesnym społeczeństwie koty i psy najczęściej trzymane są dla towarzystwa. Może to wymagać odrobinę zachodu, ale ich lojalna przyjaźń, zabawy i bezwarunkowa miłość zwykle są tego warte. Posiadanie zwierzęcia może wnieść wiele oczywistych zalet do naszego życia: trzymanie psa sprzyja aktywności fizycznej, ułatwia nawiązywanie kontaktów towarzyskich, a także po prostu nas uszczęśliwia. Jakby tego było mało, zaczynamy się właśnie dowiadywać, że zwierzęta domowe, a zwłaszcza psy, przysparzają nam również zdrowia, wnosząc do domu świat zewnętrzny. Tak, te wszystkie ślady brudnych łap na podłogach, dywanach i meblach oraz smrodliwe zapachy, których nie daje się usunąć, mają swoją wartość – w całym tym brudzie znajdują się miliony mikrobów, dzięki którym nasze wysterylizowane życie znacznie przybliża się do natury.

Wpływ psów na naszą mikrobiotę został niedawno udokumentowany w dwóch badaniach, w których stwierdzono, że posiadanie psa (ale nie kota), który bryka na dworze, zmienia skład i różnorodność ludzkiej mikrobioty. Pierwsze badanie wykazało, że mikrobiota poszczególnych członków rodziny jest bardziej zbliżona w domach, w których jest pies, niż w domach bez psa. W tym samym badaniu okazało się również, że mikrobiota skóry właścicieli psów zawiera gatunki bakterii występujące również w psich pyskach oraz w ziemi. Analogie mikrobiologiczne między psami i ich właścicielami były tak uderzające, że naukowcy potrafili dopasować psa do jego właścicieli wyłącznie na podstawie analizy próbek ich mikrobioty.

Posiadanie psa zmienia skład i różnorodność ludzkiego mikrobiomu.

W drugim badaniu naukowcy zauważyli, że obecność psa jest powiązana z większą różnorodnością drobnoustrojów w domowym kurzu i że wiele gatunków drobnoustrojów występujących w tym kurzu żyje również w jelitach właścicieli psa. Wygląda na to, że wnosząc świat zewnętrzny do domu oraz liżąc wszystkich i wszystko, co tylko się da, psy stanowią swoisty system zaopatrzenia w mikroby, który ujednolica mikrobiotę w gospodarstwie domowym.

Z obu badań wynika również, że koty nie wpływają zbytnio na mikrobiotę swoich właścicieli, co prawdopodobnie jest wynikiem różnic w zachowaniu tych dwóch gatunków. Psy lubią bawić się i tarmosić z ludźmi i wszystko liżą. A koty? Owszem, zdarza się im to, ale tylko wtedy, gdy uznają, że akurat zasługujemy na ich uwagę. Koty nie proszą też, by zabrać je na spacer, a ze względu na skłonność do znikania na wiele dni nie są tak często wyprowadzane na zewnątrz jak psy. Jedne i drugie są przemiłymi zwierzakami, ale pod względem mikrobów, jakimi obdarzają swoich właścicieli, psy są bezkonkurencyjne. Lepsza codzienna porcja mikroorganizmów glebowych niż od czasu do czasu zdechła mysz na wycieraczce...

Co ślina na dywan przyniesie

(...) Sporadycznie zdarza się, że psy przenoszą jakąś chorobę na dziecko (lub kogoś innego), ponieważ mogą być siedliskiem różnego rodzaju robaków (nicieni sercowych, tasiemców, glist itp.) oraz patogennych bakterii i wirusów. Jednak choroby te bardzo rzadko występują u zwierząt, które są zadbane i mają zapewnioną regularną opiekę weterynaryjną. Oczywiście, jeśli pies wygląda na chorego, ma biegunkę lub wysypkę bądź strupy na skórze, dobrze byłoby zabrać go do weterynarza zamiast pozwalać dziecku na turlanie się z kudłatym przyjacielem. Natomiast ryzyko zarażenia się chorobą zakaźną od psa pozostającego pod dobrą opieką jest bardzo niskie.

Dzieci, które mają kontakt z psami we wczesnym okresie życia, rzadziej chorują na astmę i alergie.

Co więcej, posiadanie psa, któremu pozwala się biegać na dworze i bawić z dziećmi, korzystnie wpływa na ich zdrowie. Z badań epidemiologicznych wynika, że dzieci, które mają kontakt z psami we wczesnym okresie życia, rzadziej chorują na astmę i alergie. W 2013 roku w „Journal of Allergy and Clinical Immunology” ukazał się artykuł podsumowujący rezultaty dwudziestu jeden badań poświęconych czynnikom rozwoju alergii dziecięcych. Okazało się, że kontakt kobiety z psem w czasie ciąży lub w pierwszym roku życia dziecka zmniejsza o 30 procent ryzyko rozwoju atopowego zapalenia skóry.

W kilku innych badaniach stwierdzono, że obecność psa (ale znów nie kota) powiązana jest także z niższym o mniej więcej 20 procent ryzykiem zachorowania na astmę. Te rewelacje zaskoczyły alergologów na całym świecie, którzy przez lata zalecali pozbywanie się zwierząt z domu w celu złagodzenia alergii (...) U wielu osób rzeczywiście pojawia się uczulenie na zwierzęta domowe, a obecność psa może nasilić alergię dziecka na coś innego. W takim wypadku warto zastanowić się nad znalezieniem zwierzęciu innego domu. (...) Rodzice i dziadkowie wszystkich krajów, pamiętajcie jednak o jednym: kupno psa tylko po to, aby zmniejszyć ryzyko zachorowania dziecka na astmę, nie jest wystarczająco mocnym argumentem za posiadaniem zwierzęcia. Pies to wielkie zobowiązanie, zwłaszcza gdy w domu jest maleńkie dziecko. Psy wymagają uwagi, szkoleń, spacerów i pieniędzy. Jeśli nie macie ochoty brać na siebie tej dodatkowej odpowiedzialności, może lepiej wstrzymać się na razie z decyzją o zakupie zwierzęcia i zamiast tego pozwolić dziecku na zabawę z psem u kogoś z rodziny lub znajomych...

Dlaczego psy zmniejszają ryzyko alergii i astmy u dzieci?

Silny związek między posiadaniem psa a mniejszym ryzykiem zachorowania na astmę i alergie rodzi oczywiście pytanie, co takiego specjalnego mają w sobie psy. Sugerowaliśmy, że chodzi o drobnoustroje zawarte w ziemi i brudzie, które pies przynosi do domu, jednak część naukowców pozostaje sceptyczna, twierdząc, że może chodzić o jakąś substancję wytwarzaną przez psy (dobry przykład tego, o jakiego rodzaju rzeczy lubią spierać się uczeni!). Szalę na korzyść teorii mikrobów zawartych w brudzie przechyla badanie przeprowadzone przez dr Susan Lynch z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco. Wystawiono w nim myszy na kontakt z próbkami kurzu zebranymi z domów z psami i bez psów i okazało się, że u myszy, którym dano kurz z domów z psami, wystąpiło mniejsze prawdopodobieństwo zachorowania na astmę.

Psy przenoszą pożyteczne bakterie, dzięki którym ludzie są mniej podatni na choroby autoimmunologiczne.

Co więcej, w badaniu przyglądano się rodzajowi bakterii w próbkach kurzu i znaleziono konkretny gatunek, Lactobacillus johnsonii, powiązany z ochroną myszy przed astmą. Kiedy naukowcy rozmnożyli tę bakterię w laboratorium i podali ją myszom już bez kurzu, okazało się, że obniżyło to ryzyko astmy, dowodząc, że odpowiedzialny za to obniżenie jest ten gatunek (oraz być może inne gatunki) pożytecznych bakterii, a także psy, które przynoszą je do domu. Badania takie mają istotne implikacje. Jeśli psy przenoszą bakterie, dzięki którym ludzie są mniej podatni na chorobę autoimmunologiczną, oznacza to, że psy roznoszą probiotyczne gatunki, korzystne dla zdrowia ludzkiego. Jakie są to gatunki? Czy można wyhodować je w laboratorium i podawać dzieciom? Musimy dowiedzieć się jeszcze dużo więcej w tej dziedzinie i naukowcy z pewnością nad tym pracują. Już dziś jasne jest jednak, że psy i ludzi łączy szczególna relacja, która wykracza poza ich lojalną przyjaźń. Dzięki psom jesteśmy brudniejsi, a jak się przekonaliśmy, dzieciom służy tego rodzaju kontakt z brudem we wczesnym okresie życia.

To ci się przyda

Książka "A niech się brudzą!" dra R. Bretta Finlaya i dr Marie-Claire Arriety (Wydawnictwo Feeria, Łódź 2017) poświęcona jest roli, jaką pożyteczne mikroby odgrywają w rozwoju dzieci. Autorzy opisują, co dzieje się z organizmem kobiety w ciąży w kontekście jej mikrobioty i jak wpływa to na jej dziecko przez całe życie. Następnie omawiają z mikrobiologicznej perspektywy proces porodu, karmienie piersią, wprowadzanie pokarmów stałych i pierwsze lata życia dziecka. Zajmują się też kwestiami związanymi z codziennym życiem (Czy powinniśmy kupić zwierzaka? Co zrobić ze smoczkiem, który upadł na ziemię?) oraz stosowaniem antybiotyków. Druga część książki zawiera rozdziały poświęcone chorobom, które gwałtownie rozprzestrzeniają się w naszym społeczeństwie, oraz mikrobom, które – jak się zdaje – mają na to wpływ. Do chorób tych należą otyłość, astma, cukrzyca, schorzenia jelit, zaburzenia zachowania, zaburzenia psychiczne, takie jak autyzm.

okladka_A-niech-sie-brudza.jpg
Autor: archiwum poradnikzdrowie.pl
O autorze
dr B. Brett Finlay, dr Marie-Claire Arrieta

Dr B. Brett Finlay jest kanadyjskim mikrobiologiem. Od lat analizuje wpływ bakterii na powstawanie chorób i stan zdrowia ludzi, a także opracowuje nowe środki do walki z infekcjami. Jest jednym z czołowych światowych ekspertów w dziedzinie badań nad sposobami infekowania organizmów przez bakterie. Pracował nad szczepionkami przeciwko SARS i E. coli O157:H7. Obecnie skupia się na pracy nad patogenami E. coli i salmonelli, a także bada rolę mikroflory w infekcjach, astmie i niedożywieniu.

Dr Marie-Claire Arrieta wykłada na University of Calgary w Kanadzie. Od 10 lat zajmuje się mikroflorą jelitową i immunologią. Jej badania łączące astmę u bardzo małych niemowląt z brakiem podstawowych gatunków bakterii jelitowych uznaje się za przełomowe, a jej artykuły ukazują się w najważniejszych czasopismach naukowych.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.
KOMENTARZE