Urynoterapia: czy picie moczu daje zdrowie?

2016-06-13 13:16

Urynoterapia, czyli leczenie moczem, zaliczana jest do praktyk medycyny niekonwencjonalnej. Choć brak dowodów naukowych na uzasadnienie jej skuteczności, urynoterapia wciąż stosowana jest przez ludzi w wielu schorzeniach. Co leczymy moczem? Kiedy może pomóc urynoterapia?

Urynoterapia to bardzo kontrowersyjna metoda leczenia, która korzeniami sięga medycyny ludowej, niekonwencjonalnej. Już w starożytnym Egipcie, Chinach oraz Indiach wierzono, że moczem można leczyć niemal wszystko – od stanów zapalnych skóry, poprzez przeziębienia, aż do poważnych chorób, takich jak nowotwory. Urynoterapia polega na stosowaniu w niektórych schorzeniach moczu – z reguły własnego (autourynoterapia). Według tej teorii urynę można aplikować w różny sposób: zewnętrznie – przez nacieranie, moczenie, płukanie, okłady, czy irygację, wewnętrznie – picie, czy nawet wstrzykiwanie. Choć w naszej kulturze myśl o wypiciu własnego moczu jest raczej obrzydliwa, gdzie indziej – np. w Indiach, Meksyku – jest czymś całkowicie naturalnym.

Za i przeciw urynoterapii

Urynoterapia ma grono zwolenników, którzy podkreślają, że mocz zawiera mnóstwo witamin i mikroelementów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W dodatku jest płynem sterylnym, naturalnym i w 100% bezpiecznym. Po ponownym wprowadzeniu go do organizmu, w ustroju zaczynają wytwarzać się przeciwciała, przez co podnosi on swoją odporność. Niektórzy twierdzą wręcz, że toksyczne substancje, które z powrotem dostaną się do organizmu, zyskują właściwości lecznicze. Jest jeszcze teoria mówiąca, że gdy organizm jest narażony na działanie czynników chorobotwórczych, zaczyna wytwarzać antygeny, które przedostają się także do moczu. Urynoterapeuci uważają, że skoro w moczu obecne są np. antygeny konkretnych odmian raka oraz przeciwciała produkowane przez organizm w celu zwalczania choroby, to warto ponownie wprowadzić je do organizmu.

Przeciwnicy urynoterapii zauważają, że mocz jest to produkt przemiany materii, w którym znajdują się składniki odrzucone przez organizm nie dlatego, by z powrotem je przyswajać. Owszem, znajduje się w nim pewna niewielka ilość cennych substancji, ale chyba są inne – przyjemniejsze i pewniejsze – źródła ich pozyskania? Ponadto, mocz poza pęcherzem przestaje być sterylny, a wręcz narażony jest na kontakt z groźnymi bakteriami, które np. po wypiciu dostaną się do organizmu.

Kto ma rację? Niestety nie wiadomo, ponieważ brak jest wiarygodnych badań potwierdzających skuteczność urynoterapii, jak również takich, z których wynikałoby, że jest ona niewiele warta czy wręcz niebezpieczna dla zdrowia. Jednak ciężko dziwić się osobom, które nie znajdując pomocy w medycynie konwencjonalnej, zaczynają szukać jej gdzie indziej – zwykle walcząc przy tym z samym sobą i przełamując obrzydzenie.

Co wiemy o moczu?

Według definicji z podręcznika biologii, mocz jest to płyn wydalany z organizmu, składający się z produktów przemiany materii bezużytecznych lub szkodliwych dla ustroju. W 95% jest to woda, 2,5% stanowią azotowe produkty przemiany materii – w tym mocznik – a reszta to minimalne ilości innych substancji, np. barwnik, glukoza, aminokwasy. Mocznik, który wydaje się tu być głównym sprawcą zamieszania, to produkt powstający podczas przemiany m.in. białek. Jest to związek chemiczny odpowiedzialny za prawidłowe nawodnienie warstwy rogowej naskórka – dlatego znalazł zastosowanie w kosmetykach, np. nawilżających balsamach do ciała i kremach do twarzy. Pierwszy krem z mocznikiem wyprodukowano w 1943 r. – dopiero, bo związek ten znano już ponad sto lat wcześniej. Jak można się domyślać, zaważyła tu kwestia jego pochodzenia, aczkolwiek trzeba zauważyć, że mocznik znajdujący się kosmetykach jest otrzymywany syntetycznie.

Lecznicze działanie urynoterapii

Według propagatorów urynoterapii mocz jest antidotum niemal na wszystkie choroby, m.in.:

  • korzystnie wpływa na problemy z cerą – enzymy, witaminy i składniki mineralne zawarte w moczu pomagają pozbyć się trądziku, łuszczycy oraz infekcji o podłożu grzybiczym czy bakteryjnym oraz walczą z rozstępami oraz bliznami; entuzjaści leczniczych właściwości uryny dolewają jej odrobinę do szamponu, co ma korzystnie wpływać na wygląd włosów, lub do toniku do twarzy, co ma poprawić elastyczność, nawilżenie i jędrność skóry;
  • leczy zapalenia zatok oraz migreny – by uzyskać ten efekt należy wcierać odrobinę moczu w okolice zatok lub skroni;
  • odkaża rany, leczy stany zapalne, działa antyseptycznie – tu także stosujemy urynę zewnętrznie;
  • przeciwdziała paradontozie, leczy zapalenie gardła – w postaci płukanek do ust;
  • pomaga walczyć z nowotworami – na zasadzie oczyszczania organizmu z toksyn i wzmacnianiu jego ogólnej odporności;
  • ułatwia zasypianie, leczy astmę, przeziębienia, cukrzycę, boreliozę, hemoroidy, depresję, wrzody żołądka, kandydozę, a nawet AIDS i niepłodność.

Przeciwwskazania do urynoterapii

  • picie alkoholu
  • chemioterapia
  • radioterapia
  • przyjmowanie leków psychotropowych, przeciwdepresyjnych, a także przeciwbólowych oraz antybiotyków

Urynoterapia: przebieg kuracji

Profilaktycznie zaleca się wypijanie szklanki świeżego, porannego moczu dziennie. Bardziej wrażliwi mogą go rozcieńczać wodą lub innym napojem, np. sokiem. Leczniczo wypija się cały dzienny mocz plus 1,5 l wody dziennie, przy czym stosuje się głodówkę. Taki post, trwający kilka dni, należy przeprowadzać wyłącznie pod okiem doświadczonego urynoterapeuty, najlepiej w sprawdzonym ośrodku medycyny naturalnej. W niektórych przypadkach stosuje się także iniekcje podskórne z uryny.

Ważne

Ziarnko prawdy o urynoterapii

Brak dowodów naukowych na zasadność zastosowania urynoterapii w wyżej wymienionych przypadkach nie oznacza, że tak naprawdę nie jest to metoda skuteczna lub, że to wręcz zabobon. "Brak dowodów" oznacza jedynie, że nikt nie przeprowadził odpowiednich badań klinicznych. Trzeba jednak wiedzieć, że te badania są niesamowicie kosztowne. Stać na nie jedynie duże koncerny farmaceutyczne. A te z kolei nie zrobią ich, bo po co? Nawet gdyby badania potwierdziły wartość leczniczą moczu, firmy by na tym nie zarobiły, gdyż nie można opatentować naturalnie występującego w przyrodzie związku chemicznego. Zatem, to się po prostu nie opłaca. Natomiast faktem jest, że niejedna mama idąc do LEKARZA PEDIATRY – nie do żadnego znachora – usłyszała, że pleśniawki najszybciej wyleczymy pocierając je pieluszką nasączoną... moczem dziecka. Na świecie żyją ludzie (i nie jest ich wcale mało), którzy na co dzień stosują urynoterapię, lub którzy są przekonani, że właśnie dzięki tej metodzie pokonali bardzo groźną chorobę, i dziś cieszą się pełnią zdrowia.

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.