Hawajski masaż leczniczy LOMI-LOMI

2018-12-06 10:44 Katarzyna Szroeder-Dowjat | Konsultacja: Julian Rok, terapeuta, nauczyciel masażu

Lomi-lomi, hawajski masaż leczniczy, rozprzestrzenił się na cały świat w II połowie XX wieku. Do Polski dotarł kilka lat temu. Dzielenie się oddechem i radością to jego sposób na zdrowie.  

W języku hawajskim “lomi-lomi” znaczy “naciskanie, ugniatanie, pocieranie, praca nad stroną zewnętrzną i wnętrzem". Drugie znaczenie: “dotyk miękkiej, aksamitnej łapy zadowolonego kota". Powtórzenie słowa wzmacnia jego znaczenie, tak więc podwójne “lomi” podkreśla siłę i jakość nacisku. “Nui” natomiast znaczy “ważny, duży, wyjątkowy". Lomi-lomi nui to zatem masaż intensywny, dający jedyne w swoim rodzaju uczucie błogości przenikające ciało i duszę. Możemy się przekonać na własnej skórze, że tak jest w istocie, dzięki temu, że tajniki lomi-lomi nui zostały ujawnione ludziom spoza Hawajów. Stało się to dopiero w drugiej połowie XX w. Do Polski dotarły kilka lat temu.

Masaż lomi-lomi - człowiek na ołtarzu

Stół do masażu w tradycji hawajskiej był kamiennym ołtarzem, a obrzęd lomi-lomi nui praktykowali w świątyniach kahuni, mistrzowie uzdrawiania. Ceremonia trwała wiele godzin, a nawet dni. Była połączona ze świętym tańcem hula i wielogłosowymi śpiewami. Rytuał służył duchowemu oczyszczeniu i pomagał człowiekowi w przełomowym momencie życia. Przygotowywał nowego władcę do objęcia tronu, podróżnika do dalekiej drogi, młodzież do wkroczenia w dorosłość, każdego człowieka do podjęcia ważnej decyzji.
To masaż całościowy w pełnym znaczeniu tego słowa. Uzdrawia ciało i duszę. Obniża napięcie mięśni, a także usuwa wewnętrzne blokady. W naturalny i łagodny sposób leczy psychikę, ponieważ w naszych mięśniach, ścięgnach, stawach zapisana jest pamięć dawnych przeżyć i uczuć. Na skutek różnych złych doświadczeń otaczamy się intuicyjnie skorupą, by się chronić przed światem, który jest źródłem naszych cierpień i problemów. Zaczynamy udawać, zamykać się. Poza tym wpojone nam zasady, co wolno, co wypada i co jest możliwe, nierzadko zagradzają nam drogę do szczęścia.

Masaż lomi-lomi zaspokaja potrzebę dotykania

Niemal wszyscy dziś prowadzimy nerwowy tryb życia. Stres to wprawdzie zjawisko normalne, a nawet potrzebne, mobilizujące, lecz gdy trwa zbyt długo, a po nim nie następuje odprężenie, jest szkodliwy dla zdrowia. Może być przyczyną różnorakich schorzeń, takich jak zaburzenia wydolności układu krążenia, bóle głowy i kręgosłupa, bezsenność, depresje, nerwice i wiele innych. Masaż uwalnia ciało od napięć. Zaspokaja też czasem potrzebę bliskiego kontaktu bez erotycznych podtekstów. Bo niektórym z nas bardzo brakuje dotyku.
Matki głaszczą swoje dzieci, zakochani trzymają się za ręce - w ten sposób okazujemy miłość. Ale zwykłe przytulenie to także znak przychylności, dobrych intencji, przyjaźni i wsparcia dla drugiego człowieka. Ludzie nie powinni sobie skąpić takich znaków. Ostatnio trudniej o nie niż kiedykolwiek, ponieważ w naszym kręgu kulturowym każdy gest może być odczytany jako molestowanie seksualne. W powietrzu wiszą niezdrowe podejrzenia i sami już nie wiemy, z jakim zamiarem kogoś przytulaliśmy. W tych chorych czasach zapominamy, że każdemu z nas należy się najzwyklejsze, niewinne, życzliwe dotykanie. Łaknie tego nie tylko nasza skóra, ale i psychika. Nic dziwnego, że masaże cieszą się takim powodzeniem.

Zdaniem eksperta
Małgorzata Olesińska, masażystka w salonie Galeria Fryzur 99 przy ul. Orlej 13 w Warszawie

- Masażu hawajskiego uczyłam się w Polsce, od Juliana Roka, który zgłębiał jego tajniki u źródeł. Na kursie odbywają się ćwiczenia łączące człowieka z elementami natury – ogniem, wodą, powietrzem, zwierzętami, roślinami itd. Każdy z uczestników musi sobie znaleźć kij - i wszędzie go ze sobą nosić. Ten patyk symbolizuje jego duszę. Trzeba go upiększać, rzeźbić, polerować. Nie zgubić. To proste ćwiczenie uświadamia człowiekowi, że dusza wymaga opieki i pielęgnacji tak samo jak ciało i że możemy ją nieświadomie okaleczać.
Zdarza mi się być spowiednikiem i psychoterapeutką. Pomagam w oczyszczaniu wewnętrznym i spojrzeniu w siebie. Po masażu pacjentki ogarnia uczucie wewnętrznej wolności. A wtedy stać je na zmiany w życiu. Mają odwagę, żeby ich dokonać. Ten masaż zupełne mnie nie męczy, bo cały czas przepływa przeze mnie energia. To bardzo przyjemna praca. Spotykam się z ludźmi i widzę, jak doznają ulgi.

Masaż lomi-lomi daje radość

Podstawowe zasady huny (czyli polinezyjskiej tradycji szamańskiej) mówią: “największym uzdrowicielem jest miłość, która oznacza dzielenie się oddechem i radością". Według tej filozofii mamy sami możliwość uzdrawiania, ponieważ cała moc pochodzi z wnętrza. Uzdrawiacz stwarza tylko do tego warunki.
Masażysta czyta w naszym ciele i uwalnia je od psychicznych urazów z przeszłości. Oddziałuje jednocześnie na wszystkie sfery - cielesną, umysłową i duchową. Powracamy w swych emocjach do stanu niewinności, kiedy znajdowaliśmy się w brzuchu matki, kiedy byliśmy kołysani do snu, a nasza dusza i ciało znajdowały się w doskonałej harmonii.
Filozofia huny mówi, że nasze myślenie ma moc sprawczą. Myśli to także energia. Doceńmy ich siłę. Myślmy dobrze o sobie i o innych. Wszystkim należy się serdeczna akceptacja. Do dziś na Hawajach wita się gości radośnie, z muzyką, wkładając im lei (wieńce z kwiatów) na szyję. To nie jest tani chwyt pod publiczkę, to mentalność tych ludzi. Oni tak czują naprawdę, dzieląc się aloha. Promieniują naturalną radością życia. Pomagają im taniec, śpiew, masaże i medytacje dające umiejętność wczuwania się w świat i siebie.

Od stóp do głów

Wielu z nas nie lubi swojego ciała. Zwykle mamy mu wiele do zarzucenia: za grube, za chude, pomarszczone, obwisłe, mało wysportowane, słabe, niekształtne, nieproporcjonalne... Mądrość hawajskich kapłanów-szamanów uczy, byśmy je akceptowali takim, jakie zostało nam dane. Ciało jest świątynią duszy, dzięki niemu możemy doświadczać zmysłowo piękna świata. Powinniśmy czule się z nim obchodzić, troszczyć się o nie, bo dusza go potrzebuje. Musimy je szanować i pielęgnować - tak samo jak swoje uczucia. Daje to naszej podświadomości szansę na samouzdrowienie. Gdy dobrze się czujemy we własnym ciele, lepiej dajemy sobie radę, jesteśmy szczęśliwi i dobrzy.

Jak u psychoterapeuty

Pomieszczenie, w którym będziemy masowani, powinno być miłe, nastrojowe i dobrze ogrzane, ponieważ przez 1,5-2 godziny pozostaniemy przykryci tylko ręcznikiem. Warto przed zabiegiem skorzystać z toalety. Zdejmujemy z siebie wszystko, łącznie z biżuterią.
Masaż jest poprzedzany rozmową. Nie musimy się zwierzać, ale opowiedzmy o swoich dolegliwościach.
Zadaniem masażysty jest ocena naszego stanu, odkrycie i usunięcie blokad emocjonalnych. Powiedzą mu o nich miękkość lub twardość mięśni, ruchliwość lub ograniczenia w stawach, kolor skóry, nawet rytm oddechu. Naszym zadaniem jest pozytywne nastawienie i zaufanie oraz koncentracja na jednej intencji - celu, który sobie stawiamy. Powinniśmy się zdecydować, co chcemy zmienić, co nowego rozpocząć. I na tym się skupić. Dzięki temu odzyskana w czasie zabiegu energia jest skierowana na to, co dla nas aktualnie ważne, a nie na sprawy minione.
Masażysta nie musi znać naszego celu. W czasie zabiegu będzie interpretował sygnały wysyłane przez nasze ciało. Jest bosy, przepasany kolorową chustą. Ręcznikiem przykrywa nas, odsłaniając tylko masowane miejsca. Okolice intymne są cały czas zakryte.
Kładziemy się na stole, który będzie śliski od olejków (co ułatwi masażyście wsuwanie rąk pod nasze ciało). Nic nie powinno nam przeszkadzać ani nas rozpraszać. Słyszymy tylko hawajskie pieśni tradycyjne lub muzykę relaksacyjną. Rytm i dźwięk dodają energii, kierują myśli w dobrą stronę. Zapominamy o kłopotach, pozbywamy się napięć i obaw, uwalniamy od dawnych schematów myślenia.

Kochaj siebie całego

Masaż może być wykonywany przez dwie, a nawet trzy osoby. W trakcie zabiegu słyszymy cały czas głębokie, regularne oddechy. Dzięki nim terapeuta dostraja się do nas. Porusza się tanecznym krokiem. W ciągu co najmniej półtorej godziny w pełnym skupieniu wykona setki precyzyjnych ruchów.
Wszystko polega na odpowiednim nacisku na określone punkty i rejony ciała i uruchamianiu po kolei wszystkich stawów – przez obroty, rozciąganie, potrząsanie, zginanie i prostowanie. Wykorzystuje się nie tylko otwarte dłonie i ich poduszki, ale także zgięte palce, opuszki, całą powierzchnię rąk: nadgarstki, przedramiona, łokcie i barki. Terapeuta głaszcze nas nimi, obejmuje, uciska, pociera, muska, kołysze, huśta, unosi na rękach, porusza naszymi nogami i rękami. Ani na chwilę nie przerywa kontaktu z naszą skórą.
Emanuje przy tym życzliwością, nie ocenia nas, lecz obdarza. Czując jego przychylność, sami się otwieramy. Zapadamy w błogi półsen. To nie masażysta nas tuli - jesteśmy tuleni przez... wszechświat? Pramatkę? Ale możemy też pod wpływem uwolnionej pamięci ciała poczuć przypływ spontanicznych emocji - ogarnie nas wtedy spazm czy szloch, popłyną łzy. Nie wstydźmy się tego. To oczyszcza.
Masaż kończy się rozmową. Możemy poznać spostrzeżenia masażysty - gdzie wyczuwał największe napięcia i brak elastyczności, co sygnalizował nasz oddech.

Dusza razem z ciałem

Wracając do domu, czujemy się jak nowo narodzeni. Uwolniliśmy się od stresu, przygnębienia, zmęczenia, nadpobudliwości. Przepełnia nas spokojna radość, mamy poczucie spełnienia, oczyszczenia. Wyostrzyły się nasze zmysły, lepiej pracują mięśnie i stawy. Idziemy lekko i swobodnie. W domu weźmy ciepłą kąpiel, by pomóc dalszemu oczyszczaniu i wesprzeć nasz nowy, pełen akceptacji stosunek do ciała. Dodajmy do wody łyżkę stołową soli lub kilka kropli olejku do aromaterapii.
Pijmy dużo wody mineralnej, która przyspiesza usuwanie produktów przemiany materii.
Popatrzmy w lustro. Na pewno się sobie spodobamy. Człowiek wymasowany czuje się młodszy i zdrowszy i od razu lepiej wygląda. Masaż odpręża i pobudza krążenie, a dobre ukrwienie czyni nas pięknymi. Przekonamy się, że z naszych rysów zniknęły bezwiedne grymasy smutku, zniechęcenia, rozczarowania, zwątpień. Jesteśmy gotowi do działania i rozwiązywania problemów. Lepiej wyczuwamy własne potrzeby, bo odzyskaliśmy kontakt z własną naturą. Teraz możemy troszczyć się o siebie, o to, co dla nas najlepsze - a nie tylko wykonywać obowiązki.
Masaż lomi-lomi nui usuwa zakorzenione negatywne poglądy i schematy myślenia, coś nam w głowie otwiera. Zapamiętajmy ten stan jak najdłużej. Jakże często dręczą nas nie nasze problemy, mamy skłonność do tego, by sobie niepotrzebnie utrudniać życie. Im bardziej ulegamy wpływom lub nadmiernie krytykujemy siebie, tym mniej mamy energii. I wtedy możemy chorować.
Co teraz? Czy wykorzystamy szansę, jaką dało nam oczyszczenie, odzyskanie niewinności, czy powrócimy do swoich uprzedzeń, żalów, obaw, starych wzorców zachowań i znów się usztywnimy?

miesięcznik "Zdrowie"

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 11/2019 "Zdrowia": padaczka odczarowana, dla kogo przeszczep nerki, e-papieros - nowa plaga, cera wolna od przebarwień, porażka źródłem sukcesu, lunchbox wegetarianina. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 11/2019
KOMENTARZE
Suszona_sliwka
|

Ktoś moze wie gdzie w okolicach trójmiasta jest wykonywany taki masaż?