Syndrom Genovese, czyli umarła, bo nikt jej nie pomógł

2019-10-15 14:48 Patrycja Szeląg-Jarosz, Centrum Rozwoju Osobistego i Usług Psychologicznych BUSOLA

Syndrom Genovese często nazywany rozproszeniem odpowiedzialności to zjawisko psychologiczne, występujące w sytuacjach kryzysowych, w których uczestniczy więcej niż jedna osoba obserwująca. W uproszczeniu ukazuje ona następującą prawidłowość: im więcej osób obserwujących sytuacje kryzysową, wymagającą udzielenia komuś pomocy, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że w rezultacie ktoś podejmie działania pomocowe. Skąd wzięła się nazwa syndromu Genovese?

Syndrom Genovese wziął swoją nazwę od nazwiska Amrykanki - Catherine "Kitty" Genovese, która wracając z pracy do domu, pewnej nocy w 1964 roku w Nowym Jorku, nie miała szczęścia. A gdyby odpowiednio zareagowano, może udałoby się ją uratować.

Na czym polega syndrom Genovese?

29-letnia Kitty Genovese pracowała jako szefowa zmiany w jednym z barów w Nowym Jorku. Specyfika pracy wymagała wracania z niej w środku nocy. Tak też było 13 marca 1964 roku, gdy około 3 nad ranem kobieta skończyła swoją zmianę i udała się do domu. 

Jechała samochodem i musiała zatrzymać się na jednych ze świateł. Niestety wtedy zauważył ją Winston Moseley - z zawodu maszynista, ojciec trójki dzieci, człowiek, który akurat tego dnia postanowił, że kogoś zabije.

Pojechał za Kitty i zaatakował ją, gdy szła z samochodu do swojego mieszkania - miała do niego około 30 metrów, gdy napastnik zadał jej 2 ciosy nożem. Rodzina Genovese wspominała ją jako pewną siebie i odważną kobietę, nic więc dziwnego, że ta, próbując się ratować, zaczęła głośno krzyczeć. 

Wtedy pozapalały się światła w oknach u jej sąsiadów, jeden z nich krzyknął do napastnika, by zostawił kobietę w spokoju. Ten, spłoszony, odjechał. Innych reakcji brakowało: nikt nie próbował pomóc zaatakowanej kobiecie, wszyscy uznali, że cisza oznacza spokój. Kitty zdołała doczołgać się do narożnika budynku, w którym było jej mieszkanie, gdy Moseley po 10 minutach powrócił.

Krążył po okolicy i widział, że nic się nie dzieje, więc postanowił dokończyć zbrodnię. Zadał kobiecie kolejne ciosy nożem, a konającą - zgwałcił. Po zbrodni do Kitty zeszła sąsiadka, która została z nią do przybycia pogotowia godzinę po rozpoczęciu ataku. Cały atak trwał pół godziny. Kobieta zmarła w drodze do szpitala.

Dwa tygodnie po morderstwie w "New York Timesie" ukazał się artykuł mówiący o ogromnym pechu Genovese - o tym, że stała się ofiarą nie tylko Moseleya, ale i ludzkiej obojętności. Twierdzono, że aż 37-38 osób widziało atak na Kitty i nikt jej nie pomógł. Od jej nazwiska powstał termin "syndrom Genovese" (nazywany również dyfuzją odpowiedzialności). Terminu tego używa się na określenie postawy będącej wynikiem konformizmu, obojętności - gdy wiele osób, będących świadkami kryzysowej sytuacji, nie udziela pomocy jej ofierze, uznając, że pomoże ktoś inny bądź że "lepiej się nie mieszać".

Warto jednak zaznaczyć, że po wielu latach "New York Times" przyznał, że świadków wydarzenia było znacznie mniej, że żadna z osób nie widziała całego ataku i że znalazły się osoby, które zareagowały - ktoś krzyknął do mordercy, ktoś inny wezwał pogotowie i policję, sąsiadka podeszła do rannej Kitty - wszystkie te akcje odbyły się jednak za późno.  

Mordercę schwytano i skazano na dożywotnie więzienie - Moseley zmarł za kratkami w wieku 81 lat.

W późniejszych zeznaniach świadków, którzy pomocy nie udzielili, powtarzały się różne usprawiedliwienia.

Świadkowie powtarzali, że:

  • byli przekonani, że ktoś inny udzieli pomocy, wiec nie ma potrzeby angażowania się w zaistniałą sytuację;
  • twierdzili, że ktoś inny pewnie już dawno powiadomił policję, więc nie ma konieczności dzwonienia na numer alarmowy;
  • całe zajście to kłótnia kochanków, więc nie będą się mieszać;
  • właściwie to nie wiele widzieli, albo byli zmęczeni.

Okoliczności śmierci Kitty Genovese stały się przyczyną do przeprowadzenia głębszych badań wyjaśniających prawidłowości rządzące ludzką obojętnością czy rozproszeniem (dyfuzją) odpowiedzialności.

Dlaczego nikt nie pomógł Kitty?

W konsekwencji przeprowadzono wiele badań, podczas których uczestnicy eksponowani byli na różnorodne sytuacje, wymagające podjęcia decyzji o udzieleniu obcej osobie pomocy. Czasem była to symulacja drobnej kradzieży, innym razem udawany atak choroby lub utraty przytomności. Niezależnie od charakteru wydarzenia naukowcy zauważyli pewne prawidłowości:

  • obecność dużej liczby osób zmniejsza skłonność do pomagania,
  • obserwator zwykle przerzuca odpowiedzialność za udzielenie pomocy na inne osoby,
  • brak reakcji pomocowej ze strony innych świadków wydarzenia dowodzi, że nie ma potrzeby udzielania pomocy.

Mało która osoba ma jasność, co powinna zrobić w sytuacji kryzysowej, zwłaszcza wymagającej udzielenia pomocy osobie trzeciej. Nie wie, jakie podjąć działania i jak poradzić sobie z dużym napięciem emocjonalnym w sytuacji ekstremalnego stresu, podejmując właściwe działania.

Większość społeczeństwa nie jest w żaden sposób przygotowana do odpowiedniej reakcji w sytuacji kryzysowej. Dlatego też, kiedy ma już ona miejsce, jeden człowiek najczęściej obserwuje, co robią inni. To waśnie reakcja otoczenia stanowi w ogromnej mierze wyzwalacz do podjęcia działania lub wstrzymania się od niego.

Zwykle jednak osoby otaczające nas w takiej sytuacji również nie wiedzą jak się zachować. Same w tym czasie obserwują i analizują reakcje grupy, żeby podjąć decyzję. Tym sposobem potencjał do udzielenia wsparcia wielu osób zostaje zamrożony, co w konsekwencji pozostawia ofiarę wydarzenia na pastwę losu.

Dlatego też, jeżeli niebezpieczna sytuacja obserwowana jest przez trzy i więcej osób, szanse na otrzymanie wsparcia maleją drastycznie. Większe prawdopodobieństwo uzyskania pomocy występują, jeżeli świadkiem sytuacji jest jedna lub dwie osoby. W takich warunkach trudniej jest wytłumaczyć się przed sobą samym, z niezareagowania na cudza krzywdę. Świadomość, że jeżeli ja nie pomogę to nikt nie pomoże, może skuteczniej zachęcić do akcji niż pozornie bezpieczne warunki, gdy obserwatorów jest więcej.

Co robić, gdy znajdziesz się w sytuacji zagrożenia?

Jeżeli chcemy zwiększyć skuteczność prośby o pomoc, warto pamiętać o kilku prawidłowościach:

1. Poproś o pomoc konkretną osobę. Wskazując na konkretną osobę lub dwie, zwiększamy szanse na otrzymanie wsparcia. Łatwo jest nie zareagować, kiedy jest się anonimowym członkiem tłumu obserwatorów, dużo trudniej jest odmówić komuś pomocy, kiedy ta osoba zwraca się z prośba bezpośrednio do nas.

2. Pożar! Czyli zagrożenie dla wszystkich. Kiedy w sytuacji zagrożenia krzyczymy: "Ratunku! Pomocy!", ułatwiamy zadanie rozproszeniu odpowiedzialności. Jeżeli jednak chcąc skutecznie zwrócić uwagę na sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, musimy wskazać na zagrożenie, które może dotkną nie tylko nas, ale całej społeczności.

Okrzyk: "Pożar!" może być bardziej skuteczny. Pożar, którego konsekwencje mogą dotknąć wszystkich potencjalnych świadków sytuacji, daje na szansę na zwrócenie uwagi osób w naszym pobliżu i zwrócenie się z prośbą o pomoc do konkretnej osoby.

3. Przygotuj się. Niezależnie od tego, czy w sytuacji zagrożenia jesteśmy zdani sami na siebie, czy mamy szansę posiłkować się pomocą innych osób, zawsze warto podjąć próbę przygotowania się na zagrożenie. Kurs samoobrony, szkolenie z pierwszej pomocy, czy warsztaty przygotowujące nas i naszych najbliższych do prawidłowego zachowania się w trudnej sytuacji, mogą w kryzysowym momencie okazać się niezwykle przydatne.

Niezależnie od moralnego osądu konsekwencji rozproszenia odpowiedzialności czy przekonania na własny temat mówiącego, że w sytuacji kryzysu na pewno zachowamy się jak należy, prawdą jest, że przykład śmierci Kitty Genovese pokazuje jak łatwo ulegamy procesom społecznym. Poznając jednak prawidłowości rządzące naszym umysłem, mamy szansę świadomie przeciwstawić się nim, kiedy sytuacja będzie tego wymagała.

O autorze
Patrycja Szeląg-Jarosz
Psycholog, coach, trener rozwoju osobistego. Doświadczenie zawodowe zdobywała pracując w zakresie wsparcia psychologicznego, interwencji kryzysowej, aktywizacji zawodowej oraz coachingu.

Specjalizuje się w obszarze life coachingu, wspierając klienta w podnoszeniu jakości życia, wzmocnieniu poczucia własnej wartości i aktywnej samooceny, zachowaniu równowagi życiowej oraz efektywnym radzeniu sobie z wyzwaniami dnia codziennego. Od 2007 roku związana z warszawskimi organizacjami pozarządowymi, współprowadzi Centrum Rozwoju Osobistego i Usług Psychologicznych Busola

Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 11/2019 "Zdrowia": padaczka odczarowana, dla kogo przeszczep nerki, e-papieros - nowa plaga, cera wolna od przebarwień, porażka źródłem sukcesu, lunchbox wegetarianina. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 11/2019
KOMENTARZE
Shitsu
|

Nie slyszalam nigdy tej nazwy, nas uczono po prostu o rozporoszeniu albo rozmyciu spolecznej odpowiedzialnosci podczas jakiegos wypadku.