Afera z jedzeniem. Czy w Polsce mamy dobrą żywność?

2012-08-24 11:00 Irmina Bauer

Po każdej aferze, której bohaterką jest żywność zadajemy sobie pytanie: jak to możliwe?! Jakim cudem do sklepów trafiają produkty spożywcze z solą drogową, w innych jest podrabiany susz jajeczny, a w mięsie - dioksyny? Czy jest ktoś, kto czuwa nad jakością tego co jemy?

Kontrola żywności w Polsce należy do kilka instytucji. A jednak trudno uniknąć afer. Jakość handlową jedzenia – to, czy informacje podane na opakowaniu. są prawdziwe, czy producent nie oszukuje i nie zaniża deklarowanej ilości masła w maśle, a parówka cielęca jest rzeczywiście z cielęciny – sprawdzają Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (IJHARS) oraz Inspekcja Handlowa podległa Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Ta druga ocenia, czy żywność nie jest zafałszowana, prowadzi kontrole w handlu detalicznym – w sklepach, hurtowniach oraz zakładach produkcyjnych bezpośrednio zaopatrujących konsumentów. Ponieważ dla większości artykułów żywnościowych nie ma określonych przepisami wymagań w zakresie cech organoleptycznych i parametrów fizykochemicznych, znaczenia nabiera kontrola prawidłowości oznakowania, czyli tego, co jest na etykiecie. – Producent jest zobowiązany do podania wszystkich składników – mówi Marcin Kraszewski z Polskiej Izby Handlu. – Często okazuje się, że np. jogurt to nie do końca jogurt, ale raczej kisiel, bo jest tam mnóstwo skrobi modyfikowanej lub żelatyny.

Broń się przed aferami - czytaj etykiety

We własnym interesie bądźmy czujni - czytajmy etykiety. Kontrole kontrolami, ale sami też możemy dbać o swoje interesy, choćby w najmniejszym zakresie. Czytanie etykiet to podstawa. Tym bardziej że w większości przypadków zawierają one rzetelne informacje. Kontrola przeprowadzona w 2011 r. wykazała, że ponad 72 proc. produktów było prawidłowo oznakowanych. To lepiej niż w 2010 r. – wtedy było to tylko 67,5 proc. Oprócz jakości handlowej jest jeszcze jakość zdrowotna. Nią zajmują się Państwowa Inspekcja Sanitarna (sanepid) nadzorująca produkcję oraz sprzedaż detaliczną żywności pochodzenia roślinnego, a także Inspekcja Weterynaryjna zajmująca się hodowlą zwierząt, ryb, drobiu i dużymi zakładami przetwarzającymi mięso, mleko i jaja. Aby sprawę kontroli jedzenia skomplikować jeszcze bardziej, pierwsza instytucja podlega Ministerstwu Zdrowia, druga – Ministerstwu Rolnictwa. Do tego dochodzi jeszcze Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa, która sprawuje nadzór nad prawidłowym stosowaniem środków ochrony roślin.

Ważne

System wczesnego ostrzegania

Bezpieczeństwa żywności w naszych sklepach strzeże także RASFF UE – System Wczesnego Ostrzegania o Niebezpiecznej Żywności i Paszach w Unii Europejskiej (Rapid Alert System for Food and Feed of the Euro-pean Union). Jeśli w którymś z krajów UE zostanie wykryty niebezpieczny produkt, informacja o tym w ciągu doby dociera do pozostałych unijnych partnerów. Pozwala to zatrzymać feralny towar i nie dopuścić go do sprzedaży. Takich produktów wykrywa się na terenie Unii ok. 500 rocznie.

Zdrowotne normy żywności

Kontrola jakości zdrowotnej polega na odpowiedzi na pozornie proste, ale jakże ważne pytanie: czy po spożyciu dana żywność może nam zaszkodzić, czy nie.  – Jakość zdrowotna jest bardzo ściśle uregulowana przepisami, można powiedzieć, że jest zero-jedynkowa. Albo coś mieści się w normie, albo nie – tłumaczy Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego. – Są specjalne rozporządzenia, które precyzyjnie mówią, jakie dodatki można stosować, w jakiej ilości i kiedy. Normy dotyczą też jakości mikrobiologicznej, czyli tego, jakie bakterie w ogóle nie mogą pojawić się w żywności, a jakie mogą i w jakich ilościach.
Prawo żywnościowe jest jednakowe na terenie całej unii europejskiej. Jakiekolwiek odstępstwa i zmiany wymagają zgody wszystkich pozostałych krajów. Ale Unia precyzuje tylko przepisy, nie mówi, jak ma wyglądać system kontroli żywności, jakie instytucje mają się tym zajmować. O tym decydują poszczególne kraje. Jedno nie podlega dyskusji: w myśl zasady „od pola do stołu” żywność musi być poddawana urzędowej kontroli na każdym etapie produkcji i dystrybucji. Jednaki w Polsce, i w pozostałych krajach Unii jest ona wyrywkowa. Nie sposób bowiem sprawdzić wszystkiego. – Kontrolowani przedsiębiorcy typowani są losowo lub na podstawie skarg konsumentów albo nieprawidłowości wykrytych podczas wcześniejszych inspekcji. Informacje o zafałszowanych produktach są przekazywane do IJHARS w celu podjęcia kontroli w miejscach produkcji – tłumaczy Agnieszka Majchrzak z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Z przeprowadzonych przez Inspekcję Handlową badań wynika, że jednym z najbardziej karygodnych zachowań jest notoryczne fałszowanie masła przez kilku producentów, którzy do produktu dodawali nawet ponad 60 proc. tłuszczu obcego. – Na drugim miejscu było mięso rozdrobnione, zwłaszcza mielone, które fałszowano mięsem tańszym, pochodzącym od innych gatunków zwierząt, niż wynikało z deklaracji – mówi Agnieszka Majchrzak.

Kontrole mówią, że z żywnością nie jest źle

Z naszą żywnością jest całkiem dobrze, jak przekonuje IJHARS. – Na podstawie wyników ubiegłorocznych kontroli można stwierdzić, że 99 proc. partii sprawdzonych produktów miało smak, wygląd, barwę i zapach (czyli wszystko to, co określamy mianem cech organoleptycznych) zgodne z deklarowanymi przez producenta – mówi Izabela Zdrojewska, rzeczniczka Głównej Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. – Z kolei wyniki badań laboratoryjnych, podczas których sprawdzana była zawartość m.in. wody, białka i tłuszczu, pokazały, że w 85 proc. skontrolowanych partii parametry były zgodne z przepisami i deklaracją producenta. Najlepiej wypadły soki, mięso drobiowe i wyroby czekoladowe. Porównując wyniki kontroli z ostatnich 5 lat, można zauważyć poprawę jakości wielu grup artykułów rolno-spożywczych. – Dotyczy to np. przetworów rybnych. W 2006 r. zakwestionowano 35 proc. partii tych produktów, a w 2011 – tylko 12 proc. – mówi Izabela Zdrojewska. Mimo optymizmu odpowiedzialnych instytucji konsumenci nie czują się bezpiecznie. Bo jak „na oko” sprawdzić, ile mięsa jest w kupowanej przez nas kiełbasie? Jak wybrać najlepszą z kilku wyglądających podobnie? Tu wyznacznikiem ciągle jest cena. – Jeżeli kupujemy parówki za 4 zł za kilogram, nie oczekujmy składników dobrej jakości. Zastanówmy się, jaka jest cena mięsa. Gotowa wędlina nie będzie od niego tańsza, bo do wartości mięsa dochodzi koszt obróbki, przypraw itp. To musi kosztować – mówi Marcin Kraszewski z Polskiej Izby Handlu. Oczywiście to klient podejmuje decyzję, co włoży do koszyka. Wybierając kiełbasę czy chleb, musi wiedzieć, że jakość tego produktu jest adekwatna do ceny. I jednocześnie musi mieć pewność, że jakaś instytucja państwowa to kontroluje.
Czy jest to sanepid? Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego, wyjaśnia, że przekonanie, że sanepid sprawdza całą żywność, jest mocno ugruntowane w polskim społeczeństwie, ale mylne. Od przynajmniej 20 lat nie sanepid nie kontroluje produkcji mleka, mięsa, jaj czy ryb. Ostatnie wydarzenia pokazują jasno, że system kontroli żywności w Polsce nie działa, jak trzeba. Kompetencje odpowiedzialnych za to instytucji w niektórych polach się  nakładają, w innych zaś zupełnie rozjeżdżają. Ułatwia to zadanie nieuczciwym producentom. Polska Izba Handlu wskazuje na sprawę podrobionego suszu i aferę solną. – Samo wykrycie tych nieprawidłowości mogłoby świadczyć o skuteczności instytucji kontrolnych, gdyby nie fakt, że obie te afery trwały przynajmniej po kilka lat – mówi Marcin Kraszewski z Polskiej Izby Handlu. – Gdyby pojawiły się pół roku temu i zostały szybko wykryte, może by tak nie niepokoiły. Ale jeśli taki proceder trwa kilka, kilkanaście lat, to jest wskaźnikiem wady systemu.

Ważne

Ile mięsa w kiełbasie

Producent może sprzedawać coś, co nazywa kiełbasą, choć nie ma w tym mięsa. I to jest zgodne z prawem, ponieważ w 2004 r. wraz ze wstąpieniem do Unii w Polsce zostały zdjęte normy na zawartość pulpy mięsnej – mówi Marcin Kraszewski z Polskiej Izby Handlu. Wędliny o tej samej nazwie, ale pochodzące od różnych producentów, mogą znacznie się różnić składem. I nie jest to niezgodne z prawem. – Stąd też pod nazwą „polędwica sopocka” mogą być oferowane całkiem różne jakościowo produkty – dodaje Agnieszka Majchrzak z biura prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Niektóre artykuły spożywcze muszą spełniać minimalne standardy jakości. Należą do tej grupy m.in.: mleko, masło, tłuszcze do smarowania, oliwa, miód czy wyroby czekoladowe. W przypadku żywności, dla której prawo nie określa minimalnych standardów, parametry jakościowe wyznacza sam producent, deklarując je przede wszystkim na opakowaniu czy etykiecie. Dotyczy to np. przetworów mięsnych, warzywnych, napojów bezalkoholowych oraz pieczywa. – Tajemnicą poliszynela jest, że produktami obarczonymi największym ryzykiem są parówki – mówi Agnieszka Majchrzak. – Ze względu na ich homogeniczną, różową strukturę może być w nich wszystko. Co? W branży funkcjonuje przeraźliwy żart, że „nie wiadomo, czy to coś wcześniej nie miauczało”.

Pozycja europejskiego lidera zobowiązuje

Handel odpowiada za terminy przydatności, sposób przechowywania, rzetelność obsługi konsumentów. W tym zakresie, jak twierdzi Polska Izba Handlu, wszystko jest w porządku. Ale to nie uspokaja. – My, handlowcy, nie mamy instrumentów, które pozwalają nam kontrolować skład tego, co dostajemy – wyjaśnia Marcin Kraszewski. – Jeśli produkt przechodzi kontrole, jest certyfikowany, chcielibyśmy wierzyć, że rzeczywiście jest sprawdzony. Chcemy mieć na półkach produkty bezpieczne dla konsumentów, chcemy wiedzieć, że to, co sprzedajemy, możemy polecić naszym bliskim. Dlatego Polska Izba Handlu wysuwa postulat utworzenia jednej instytucji zajmującej się kontrolą żywności. Teraz jest tak, że do jednego producenta przychodzą trzy instytucje, trzech różnych kontrolerów, które pobierają te same próbki i sprawdzają to samo. To jest strata czasu i pieniędzy. Podobne zdanie ma prof. Krzysztof Krygier z Wydziału Nauk o Żywności SGGW: – W Polsce powinna być jedna silna inspekcja kontrolna zapewniająca bezpieczeństwo żywności, niezależna i ulokowana możliwie wysoko. Dodatkowo warto byłoby się zastanowić nad wprowadzeniem centralnej Policji ds. Bezpieczeństwa Żywności, która o każdej porze miałaby wstęp na teren zakładów spożywczych. Dziś kontrole często odbywają się w lokalnym „sosie”. Wszyscy się znają i kontrole często przestają być niezależne, czyli przestają być kontrolami.
Ale czy rzeczywiście jest się czym martwić? Żywimy pół europy, nasza żywność podlega więc także kontroli we wszystkich krajach unijnych i poważnych zastrzeżeń do nas nie ma. – Jeżeli porównamy kontrolę produktów spożywczych w Polsce i w krajach Unii czy w Stanach Zjednoczonych, to stoi ona na wysokim poziomie, ale jednak nie dość wystarczającym. Wysuwamy się na pozycję lidera, jeśli chodzi o eksport żywności w Europie. Nasze produkty są bardzo cenione i jako lider powinniśmy być jeszcze bardziej odpowiedzialni za ich jakość – tłumaczy Marcin Kraszewski z Polskiej Izby Handlu.

Szukajmy zaufanych producentów

W próbkach kiełbasy z solą przemysłową nie znaleziono nic groźnego dla zdrowia. Owszem, były w nich metale ciężkie: ołów, kadm i arsen, ale ich limity związane z bezpieczeństwem żywności nie zostały przekroczone. Czy to jednak oznacza, że możemy jeść sól drogową? Nie. – Nie podlega ona takim kontrolom jak spożywcza, a to oznacza, że jeśli jednak coś szkodliwego znalazłoby się w pewnej partii towaru, to nie dowiedzielibyśmy się o tym, zanim sól zaczęłaby szkodzić – mówi Marcin Kraszewski. Natomiast podrabiany susz jajeczny był skażony bakteriami, nie spełniał norm w sensie mikrobiologicznym. – W takich sprawach przydałyby się ostre wyroki. Jeśli rozum nie wystarcza, trzeba wprowadzić strach przed robieniem śmiertelnie niebezpiecznych głupot – mówi prof. Krzysztof Krygier.Jako konsumenci nie czujemy się bezpieczni. Sami niewiele możemy przecież zrobić. Możemy sprawdzić termin ważności produktu, skład. Ale ogólnie musimy wierzyć producentowi i instytucjom, które kontrolują jakość żywności. – W 2010 r. sprawdziliśmy towary pod kątem zafałszowań – mówi Agnieszka Majchrzak z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. – Wyniki wyraźnie wskazują, że proceder fałszowania żywności, choć nie został ujawniony na alarmującym poziomie (5 proc. ze sprawdzonych w laboratoriach 1,2 tys. partii), w niektórych branżach nadal jest mocno odczuwalny i pomimo kontroli i nakładania kar – opłacalny. Popularne metody fałszowania polegające na podmianie surowców droższych tańszymi, ukrywaniu ich pochodzenia czy wad, dodawaniu substancji zwiększających wydajność produkcji mogą stać się bardziej finezyjne, a ich wykrycie będzie wymagało coraz to nowocześniejszych technik badawczych. Problem bezpieczeństwa żywności wymaga więc pilnego rozwiązania. Także w interesie wizerunku Polski jako eksportera produktów rolnych.

miesięcznik "Zdrowie"
Czy artykuł był przydatny?
Przykro nam, że artykuł nie spełnił twoich oczekiwań.

NOWY NUMER

W numerze 11/2019 "Zdrowia": padaczka odczarowana, dla kogo przeszczep nerki, e-papieros - nowa plaga, cera wolna od przebarwień, porażka źródłem sukcesu, lunchbox wegetarianina. Miesięcznik "Zdrowie" to pakiet rzetelnej wiedzy i sprawdzonych porad!

Dowiedz się więcej
Miesięcznik Zdrowie 11/2019
KOMENTARZE