- Dermatolog (6386 odpowiedzi)
- Stomatolog (2894 odpowiedzi)
- Okulista (1427 odpowiedzi)
- Logopeda - pedagog (174 odpowiedzi)
- Fizjolog żywienia (1716 odpowiedzi)
- Stylistka paznokci (160 odpowiedzi)
- Leczenie łysienia (12 odpowiedzi)
- Psycholog (2624 odpowiedzi)
- Ginekolog (3748 odpowiedzi)
- Dietetyk (2255 odpowiedzi)
- Chirurg plastyczny (338 odpowiedzi)
- Kardiolog (68 odpowiedzi)
- Anestezjolog (26 odpowiedzi)
- Pedagog (455 odpowiedzi)
poradnikzdrowie.pl
›Zdrowie
›PRZESZCZEP NERKI - opowieść Grzegorza - dawca, dializy, nerki, przeszczep nerki, transplantacja
PRZESZCZEP NERKI - opowieść Grzegorza
Nerki Grzegorza nagle przestały pracować. Jedynym ratunkiem był przeszczep nerki. Ciocia i wujek podjęli decyzję – będą dawcami. Lecz mimo doskonałej zgodności tkankowej nie było pewne, czy dojdzie do transplantacji. Na przeszkodzie stanęły przepisy prawa.
Był 13 czerwca 2006 roku. Grzegorz Siekierzyński-Dudek trafił do warszawskiego szpitala przy ulicy Banacha z rozpoznaniem skrajnej niewydolności nerek. Aby ratować mu życie, lekarze poddali go 2,5-godzinnej dializie. Kilka tygodni wcześniej zgłosił się do lekarza, bo miał wrażenie, że jego serce zbyt szybko bije. Dostał skierowanie na podstawowe badania. Lekarka obejrzała wyniki i stwierdziła w organizmie jakiś stan zapalny, ale skupiła się na pracy serca. Zaproponowała, aby Grzegorz zgłosił się do poradni przyszpitalnej, która dysponuje aparatami do całodobowego mierzenia ciśnienia krwi, a przy okazji skonsultował również wyniki krwi i moczu.
– Holtera mi nie założyli, bo nie mieli, ale wyniki obejrzeli – wspomina Grzegorz. – Lekarz zlecił dodatkowe badania krwi i prześwietlenie klatki piersiowej. Czekałem na korytarzu i miałem do siebie pretensje, że chyba jestem przewrażliwiony na punkcie zdrowia, że tracę czas, że zawracam innym głowę. W końcu ustalono, że sprawcą zaburzeń rytmu serca jest bardzo wysoki poziom potasu we krwi. Ale nie to martwiło lekarza. Okazało się, że moje nerki nie pracują.
Od tego dnia życie Grzegorza zostało podporządkowane dializom. Robiono je 3 razy w tygodniu.
To był straszny czas. Irytowało mnie czekanie na karetkę, na wolną maszynę do dializy, późne powroty do domu – wspomina. – Ale prawdę mówiąc, nie wierzyłem, że jestem poważnie chory. Lekarze wspominali o przeszczepie nerki, lecz przed sobą udawałem, że to dotyczy kogoś innego.
Chociaż pobranie nerki wiąże się z ryzykiem zgonu dawcy (zdarza się to raz na 1600 pobrań), badania prowadzone w świecie potwierdzają, że po nefrektomii, czyli pobraniu nerki, życie dawców nie zmienia się nawet po kilkudziesięciu latach. Być może wynika to z faktu, że dawcy są poddawani regularnym kontrolom lekarskim.
Przeszczep nerki - wujek decyduje o oddaniu nerki
Choroba Grzegorza wstrząsnęła rodziną. Nie było dyskusji i rozważań, jak zdobyć nerkę. Niezależnie od siebie dawcami zdecydowali się być ciocia, Katarzyna Cichońska, i wujek Grzegorza, Wojciech Cichoński.
– W tym samym dniu, gdy Grzegorz trafił do szpitala, urodził mi się wnuczek – mówi Wojciech Cichoński. – To był szczególny dla mnie dzień. Radość przeplatała się z rozpaczą, bo nie było wiadomo, co jest Grzesiowi. Samo korzystanie z dializ niczego nie wyjaśniało, ale ze szpitala docierały niepokojące wiadomości. Grzegorz od dziecka miał problemy z układem moczowym, jednak nigdy nie były tak poważne. Być może niewydolność nerek rozwijała się w utajeniu? Nie potrafię powiedzieć, kiedy zdecydowałem, że chcę oddać siostrzeńcowi nerkę. Razem z siostrą zgłosiliśmy się do szpitala przy Banacha. Długo rozmawialiśmy z lekarką, ale żadne z nas nie wycofywało się z podjętej decyzji. Pierwsza na badania trafiła siostra. Po kilku dniach przyszła moja kolej. Pobyt na oddziale pozwolił mi bliżej przyjrzeć się losom ludzi, którzy żyją dzięki dializom. Ich bezradność, powikłania, z którymi się zmagali, utwierdziły mnie w przekonaniu, że przeszczep to dla Grzesia najlepsze rozwiązanie. Nie myślałem, że ratuję mu życie. Chciałem tylko, żeby nie cierpiał, żeby mógł decydować o swoim losie.
Przypadek sprawił, że pani Katarzyna musiała wycofać się z dalszych badań. Wujek Grzegorza został sam na placu boju. Rozpoczęto specjalistyczne badania. Okazało się, że jest dawcą idealnym.
– Badania wykazały, że między Grzesiem a mną zgodność tkankowa jest większa, niż wynikałoby ze stopnia pokrewieństwa – wspomina pan Wojciech.
O przeszczepie nerki przypomina tylko blizna
Pojawiły się jednak wątpliwości prawne. Lekarze zastanawiali się, czy nie należy wdrożyć procedur, w których to sąd zdecyduje o wykonaniu przeszczepu.
– Poproszono mnie do szpitala – opowiada pan Wojciech. – Lekarz wyjaśnił mi sytuację. Komplikacją był fakt, że pokrewieństwo nie jest w linii prostej. Długo pytano mnie o motywy, czy wiem, co robię, czy nie mam obaw. W końcu zdecydowano, że przeszczep się odbędzie. A czy się bałem? Nie zastanawiałem się nad tym. O wielu rzeczach przecież nie wiedziałem. Nasz przeszczep odbył się przed głośną w mediach transplantacją, gdzie dawcą był pan Przemysław Saleta. A dopiero wtedy zaczęto więcej mówić o przeszczepach. Oczywiście, że miałem różne obawy, sam sobie zadawałem wiele pytań, ale sam albo z pomocą lekarzy znajdowałem na nie odpowiedzi. Dziś odpowiedzialnie mogę powiedzieć, że nie ma się czego bać. Jeżeli można w ten sposób uratować kogoś bliskiego, nie ma się nad czym zastanawiać.
witam...w odchudzaniu wazne jest wsparcie zapraszam: schudnijmyrazem.bnx.pl zapraszam
Witam czy ktoś z was ma jeszcze tą metodę APE?? oraz czy mógłbym prosić o podesłanie na maila paulus128@o2.pl z góry wielkie dzięki. pozdro
Gier jest cala masa, ja osobiscie lubie gry z Adamigo
akurat mielismy okazje nosic w tym nosidle i szczerze polecam, bardzo dobrze wykonane





więcej