Niedobór światła zimą powoduje sezonową DEPRESJĘ
brak światła,
depresja,
fototerapia,
psycholog,
SAD,
zima
Kto to wymyślił, by o trzeciej po południu robiło się ciemno? Bez światła słonecznego stajemy się apatyczni, osowiali, nic nam się nie chce. Jeśli mamy za mało naturalnego światła, wpadamy w depresję. A z nią nie ma żartów. Depresja nie mija sama, a nieleczona prowadzi do śmierci.
Depresja zimowa - winne hormony
Endokrynolodzy są pewni, że występowanie depresji sezonowej związane jest z funkcjonowaniem części mózgu zwanej szyszynką. Ten gruczoł dokrewny produkuje melatoninę - tzw. hormon snu. W nocy poziom melatoniny jest najwyższy, dlatego stajemy się senni, zmęczeni i organizm nastawia się na wypoczynek. Tak działa nasz dobowy rytm snu i czuwania. Ilość melatoniny zależy m.in. od tego, ile światła dociera przez oko do mózgu. Jeżeli jest go dużo (np. latem) - szyszynka wydziela mniej melatoniny, gdy jest go mało (np. zimą) - więcej. Stajemy się wówczas ociężali, apatyczni, nic nam się nie chce. Z powodu mniejszej ilości naturalnego światła zmienia się również stężenie pewnych substancji w mózgu (tzw. neuroprzekaźników), w tym serotoniny odpowiedzialnej za nasze nastroje. Kiedy jest jej za mało, potęguje się nasz smutek, rozdrażnienie, odczuwamy niechęć do wykonywania jakichkolwiek czynności - nawet przyjemnych, takich jak spotkania towarzyskie czy wyjścia do kina. Zamykamy się w sobie. Nasz organizm funkcjonuje też zgodnie z rytmem pór roku. Zimą nasza aktywność maleje (niektóre zwierzęta zapadają przecież w sen zimowy) i zwalnia się nieco tempo przemiany materii. Wiosną układ hormonalny zacznie sprawniej pracować: będzie wytwarzał trochę więcej adrenaliny, noradrenaliny i dopaminy - związków wyzwalających w nas energię. SAD bywa dla nas groźny. Jeżeli sezonowa depresja trwa długo (nawet 5 miesięcy) i jej objawy nasilają się, może doprowadzić nawet do próby samobójczej. Żeby nie dopuścić do tego, powinniśmy poddać się fototerapii, sięgnąć po specjalne preparaty, zmodyfikować dietę i więcej się ruszać. Jeżeli mimo zastosowania się do prostych, ale skutecznych rad, smutek i przygnębienie nie mijają - lepiej jak najszybciej wybrać się do psychiatry i poprosić o pomoc. Na to, że depresja minie sama, bez leczenia, nie ma co liczyć. A nieleczona niekorzystnie wpływa na nasz organizm, m.in. osłabia odporność, w efekcie jesteśmy podatniejsi na inne choroby.
Leki na depresję
Leki przeciwdepresyjne mają zwalczać objawy depresji i poprawiać nastrój. Większość z nich musi przepisać lekarz, bo sprzedawane są wyłącznie na receptę, np. bioxetin, deprexetin, fluoksetyna, seroxat. Bez recepty sprzedawane są m.in. magnezin, melisana, persen, deprim, kalms, psychotonisol, hyperherba. W większości preparaty te oparte są na wyciągu z dziurawca. Jeśli stosujemy fototerapię, skonsultujmy z lekarzem możliwość zażywania leków ziołowych - dziurawiec w połączeniu z światłem może uczulać.
Nie lekceważ objawów depresji
Jeśli niemal każdego dnia przez co najmniej 2 tygodnie zauważać będziesz u siebie poniższe objawy, możesz przypuszczać, że cierpisz na sezonową depresję. W takim przypadku skonsultuj się z lekarzem.
- Smutek ze skłonnością do płaczu
- Nagły niepokój, lęk
- Kłopoty z koncentracją
- Drażliwość
- Stronienie od ludzi
- Poczucie bezradności, osamotnienia
- Niechęć do jakiegokolwiek działania
- Utrata zainteresowań, obojętność
- Duży apetyt, zwłaszcza na słodycze
- Osłabienie pociągu seksualnego
- Nadmierna senność
- U kobiet - nasilenie napięcia przedmiesiączkowego (PMS)
Dr Michał Skalski, psychiatra
Gdy ktoś bliski ma objawy, które wyglądają nam na depresję, nie powinniśmy kazać mu "wziąć się w garść" To nie pomoże. Ale nie wolno nam udawać, że nie ma problemu, że to tylko sezonowa melancholia, która sama minie. Nie minie. Co w takim razie zrobić? Mówić, że wiemy, iż cierpi, wspierać go, interesować się jego problemami, nie bagatelizować narzekań. Nie rozweselać na siłę, nie namawiać na oglądanie komedii. Na to przyjdzie czas. Spróbujmy namówić taką osobę do wizyty u psychiatry - nie trzeba mieć skierowania. Nie trzeba też koniecznie iść do poradni, bo lekarz może przyjechać do domu. Do konsultacji psychiatrycznej musimy jednak namawiać z taktem. Warto mówić, że niepokoimy się, martwimy, że przyjaciel ma „dołek", ale z pomocą lekarza szybciej z niego wyjdzie itp. Najważniejsze, byśmy nie zostawili przyjaciela w potrzebie.
Jestem osobą energiczną - mówi czterdziestoletnia Ewa. - Dużo pracuję, ponad osiem godzin dziennie, a poza tym mam męża, dziecko, psa. Muszę zrobić zakupy, ugotować obiad, sprawdzić prace domowe synka, posprzątać. Każdy dzień mam wypełniony po brzegi. Ale nie narzekam. Lubię pracę, lubię, gdy jestem potrzebna. Bez problemu codziennie wyskakuję z łóżka o szóstej i robię dziesięć rzeczy naraz. Tak było jeszcze do jesieni ubiegłego roku. I nagle któregoś listopadowego dnia nie chciało mi się wstać.
Leżałam w łóżku i myślałam, że to wszystko nie ma sensu. Po co ja tak gonię? Komu to potrzebne? Z trudem powlokłam się do łazienki. Spojrzałam w lustro i rozpłakałam się. Trochę mi ulżyło. Niestety, poranny „dołek" zaczęłam mieć codziennie. Było coraz gorzej. Stroniłam od ludzi, zamykałam się w sobie, o wielu sprawach zapominałam. Dostawałam histerii, gdy mąż pytał, co mi jest. Na szczęście, on nie dał za wygraną. Zawiózł mnie do psychologa. Wystarczyła półgodzinna rozmowa i już było wiadomo: mam depresję.
Zimowa depresja - za mało słońca
W pochmurne, zimowe dni natężenie światła jest 2-3 razy mniejsze niż w słoneczny wiosenny dzień i aż 100 razy niż latem, na plaży. Dlatego od późnej jesieni do wczesnej wiosny co dziesiąty człowiek cierpi na zimową depresję, przez fachowców zwaną SAD - seasonal affective disorder (sezonowa choroba afektywna). Cztery razy częściej zapadają na nią kobiety niż mężczyźni. Chociaż specjaliści nie dopatrują się jej podłoża genetycznego, w niektórych rodzinach dolegliwość ta występuje częściej niż w innych. - Nie sądziłam, że może to zdarzyć się komuś tak aktywnemu i pełnemu energii, jak ja. - opowiada Ewa. - A jednak. Psychiatra, do którego chodzę, mówi, że mój wrodzony optymizm pozwoli mi szybciej pokonać chorobę. Poza tym dni są coraz dłuższe, więcej jest słońca i świat zaczyna mieć kolory.
Podoba ci się artykuł? Poleć innym
autor: Beata Prasałek
zdjęcia: PhotoSpin
aktualizacja: 19.01.2012