Poronienie i co dalej - jak sobie radzić po stracie ciąży

Konsultant: prof. dr hab. Ryszard Dębski, ginekolog położnik, endokrynolog
699 komentarze
Autor: Agnieszka Roszkowska

Poronienie czyli strata nienarodzonego dziecka to dla kobiety doświadczenie bolesne i niezrozumiałe. Co może być przyczyną poronienia i jak wrócić do równowagi po stracie ciąży?

Nosiłaś je kilkanaście, a może nawet tylko kilka tygodni, ale już zdążyłaś to maleństwo pokochać. Wyobrażałaś je sobie, wiązałaś z jego pojawieniem się nadzieje i plany. I nagle – jak grom z jasnego nieba – spadła na ciebie hiobowa wieść: płód nie żyje. Wraz z nim umierają twoje marzenia. Trudno sobie wyobrazić większy ból niż po stracie ciąży. I dla niedoszłych mam nie ma znaczenia fakt, że dziecko żyło tylko w jej ciele, nie zdążyła go jeszcze wziąć na ręce, spojrzeć mu w oczy, przytulić. Dla nich to było ich dziecko. Pogrążone w smutku i żalu, a nawet w rozpaczy lub depresji, zadają sobie pytanie: dlaczego mnie to spotkało?

Poronienia - skąd się biorą?

Zanim wymienimy najczęstsze przyczyny poronień, podkreślmy fakty: zjawisko to nie jest wcale takie rzadkie – poronienie to doświadczenie ok. 20 proc. par. A gdy dodać poronienia tak wczesne, że kobieta nawet nie wie, że jest w ciąży, okaże się, że odsetek poronień stanowi ponad 50 proc. wszystkich poczęć. A więc tylko z mniej niż połowy zapłodnionych komórek jajowych rodzi się dziecko. Dlaczego tak się dzieje?

  • Choroba zarodka - to najczęstsza przyczyna wczesnego poronienia (do 12. tygodnia ciąży) jest choroba zarodka, który obumiera z powodu poważnych wad chromosomalnych lub innych nieprawidłowości genetycznych, uniemożliwiających prawidłowy rozwój. Nawet gdyby jakimś cudem z tego zarodka urodziło się dziecko, miałoby bardzo ciężkie wady wrodzone. Natura naprawia więc błąd, który powstał w chwili zapłodnienia. Szacuje się, że dzieje się tak w ok. 50 proc. wczesnych poronień samoistnych; taka naturalna selekcja odbywa się już w 6.–7. tygodniu ciąży.
  • Zakażenia wirusowe - to druga co do częstości przyczyna obumierania zarodków. Niekiedy banalna infekcja wirusowa – dwudniowy katar, pobolewanie mięśni, niekiedy biegunka – po kilku czy kilkunastu dniach skutkuje plamieniem, i na USG okazuje się, że zarodek nie żyje.
  • Zaburzenia hormonalne – zarówno niedobór hormonów płciowych, które podtrzymują ciążę, jak również inne zakłócenia w gospodarce hormonalnej, związane z cukrzycą czy chorobami tarczycy; takie poronienia zwykle mają miejsce do 12. tygodnia ciąży;
  • Zmiany w obrębie narządów rodnych - wady anatomiczne macicy (z przegrodą, dwurożna), mięśniaki, uszkodzenia szyjki macicy, niewydolność szyjki macicy; uszkodzenia endometrium, czyli błony śluzowej wyściełającej macicę; w takich przypadkach do poronienia dochodzi zwykle później, w II trymestrze ciąży;
  • Niektóre choroby zakaźne - różyczka, toksoplazmoza, chlamydioza oraz inne zakażenia bakteryjne i grzybicze, zwłaszcza przebiegające z wysoką temperaturą;
  • Zaburzenia o podłożu immunologicznym - przede wszystkim zespół antyfosfolipidowy (ASP), zwany też toczniem, gdy przeciwciała z krwi matki uniemożliwiają wytworzenie prawidłowego łożyska;
  • Powikłania ciąży - ciąża pozamaciczna, zaśniad groniasty (zmiana zwyrodnieniowa tkanki tworzącej łożysko), a w II i III trymestrze: pęknięcie pęcherza płodowego, zakażenie wewnątrzmaciczne, przedwczesne odklejenie się łożyska.

Oprócz wymienionych powyżej przyczyn, istnieją czynniki zewnętrzne i środowiskowe, które znacznie podwyższają ryzyko poronienia. Należą do nich: złe odżywianie, ciężka praca fizyczna (np. dźwiganie ciężkich przedmiotów), alkohol, nikotyna, promienie RTG i promieniowanie jonizujące, niektóre leki, a także przeżycie przez ciężarną dużego wstrząsu psychicznego.

Zdaniem eksperta
maska prof. dr hab. Romuald Dębski ginekolog położnik
prof. dr hab. Romuald Dębski ginekolog położnik, Klinika Położnictwa i Ginekologii Szpitala im. prof. W. Orłowskiego i Szpitala Bielańskiego w Warszawie

Ratunek przed kalectwem

Poronienie jest ogromnie przykrym przeżyciem. W większości przypadków to efekt naprawiania błędów, popełnianych przez naturę w momencie tworzenia nowego życia. Jest to z jednej strony niepowetowana strata, ale często jedyny ratunek przed ciężkim kalectwem. Jedną z częstych chromosomalnych przyczyn poronień jest trisomia 16 pary chromosomów albo potrójny zestaw wszystkich chromosomów – to wady, jakich nigdy nie spotkano u narodzonych dzieci. Na szczęście, te nieprawidłowości rozwojowe nie mają tendencji do powtarzania się. Ronionych jest 15–20 proc ciąż. A zatem ok. 1 proc. zupełnie zdrowych kobiet może poronić trzy razy! W związku z tym, choć może to wyglądać na bezduszność, dopiero wtedy powinno się poszukiwać nieprawidłowości, które mogą być przyczyną powtarzających się strat ciąż. Wiele kobiet chciałoby prowadzenia takiej diagnostyki po dwóch, czy nawet po jednym poronieniu. To bezzasadne, bo wykonując setki niepotrzebnych badań, leżąc 24 godziny na dobę i przyjmując furę leków, po ponownym zajściu w ciążę mają dokładnie takie samo ryzyko poronienia: 15–20 proc. Jakże lepiej jest pomyśleć, że szansa na urodzenie zdrowego dziecka jest bardzo duża, bo wynosi 80–85 proc.

Gdy dochodzi do poronienia

Gdy poronienie następuje wcześnie, ok. 6.–7. tygodnia ciąży, prawie zawsze jest to tzw. poronienie całkowite, czyli z organizmu kobiety samoistnie zostaje wydalony zarodek wraz z całą tkanką płodową. Macica oczyszcza się sama. Jeśli zaś ciąża była bardziej zaawansowana, z macicy wydalony zostaje zarodek i tylko część łożyska oraz błon płodowych. Niezbędny jest wtedy zabieg wyłyżeczkowania macicy, czyli mechanicznego usunięcia z niej resztek tkanki płodowej. Wykonuje się go najczęściej w znieczuleniu ogólnym. Materiał zebrany w wyniku łyżeczkowania poddawany jest badaniu histopatologicznemu, jednak jego wynik często nie podaje przyczyny poronienia. Zdarza się też, że ciąża obumiera, ale nie występują skurcze macicy, jej szyjka pozostaje zamknięta i do wydalenia płodu nie dochodzi. Taki stan mógłby trwać nawet 3–4 tygodnie. Noszenie martwego dziecka i czekanie na wywołanie porodu jest dla kobiety sytuacją trudną do zniesienia. Dlatego, według psychologów, wywołanie poronienia powinno nastąpić najpóźniej w ciągu trzech dni, aby koszty psychiczne poniesione przez kobietę były jak najmniejsze.

Jak przeżyć stratę ciąży?

  • Pozwól sobie na żałobę. Nie powstrzymuj się więc przed płaczem – masz prawo do smutku, a nawet rozpaczy. Opłakiwanie straty to ważny etap w dochodzeniu do siebie. Dla niektórych kobiet pomocny może być grób – symboliczny lub prawdziwy – dziecka. Obecne przepisy pozwalają urządzić pochówek nawet kilkutygodniowego płodu.
  • Rozmawiaj z bliskimi o tym, co czujesz, jak bardzo to przeżywasz. Ogromnie ważne jest w takiej chwili wsparcie męża czy partnera, ale na pewno są też inne osoby, które ci pomogą, słuchając tego, co chcesz im opowiedzieć: przyjaciółka, mama, lekarz, może ksiądz.
  • Poszukaj kontaktu z innymi kobietami, które przez to przeszły – takie grupy wsparcia są przy niektórych szpitalach i poradniach psychologicznych, a najłatwiej znaleźć je przez internet.
  • Jeśli możesz, wyjedź z mężem chociaż na kilka dni. Nie będą to beztroskie wakacje, ale czas spędzony w jakimś pięknym, cichym miejscu, na rozmowach i spacerach, pozwoli oderwać się od miejsc, gdzie wszystko przypomina o tragedii, i umocni wasze poczucie bliskości.
  • Spróbuj znaleźć dla siebie konkretne zajęcie, np. uporządkuj ogród lub balkon albo zrób remont. Nie będzie to możliwe zaraz po tragedii, ale gdy znajdziesz jakieś zajęcie dla swoich rąk (i głowy), szybciej upłynie ci ten najtrudniejszy czas, niezbędny do pogodzenia z tym, co się stało. Bo czas ma zasadnicze znaczenie – to truizm, ale tak po prostu jest. Z perspektywy kilku miesięcy czy lat wymiar każdej tragedii maleje – inaczej nie moglibyśmy żyć dalej.

Przetrwać najcięższe chwile po poronieniu

Może to być o tyle trudne, że zapewne spotkasz się z niefortunnym „pocieszaniem” w rodzaju: „Przecież nie zdążyłaś tego dziecka poznać, przyzwyczaić się do niego”, „możesz mieć jeszcze wiele dzieci”. Ludzie, którzy to mówią, nie mają złej woli, brakuje im tylko delikatności i zrozumienia, bo rzeczywiście nikt, kto sam tego nie przeżył, nie jest w stanie pojąć, co czuje kobieta po poronieniu. A najgorszy do zniesienia jest widok kobiet w ciąży i małych dzieci. To boli. Ale staraj się nie okazywać złości i żalu, bo nikt nie jest winien temu, co się stało, zwłaszcza osoby postronne. Pamiętaj też, że masz kogo kochać – nie zaniedbuj męża czy dzieci. Oni cię potrzebują.

Kiedy znów próbować zajść w ciążę?

Większość lekarzy jest zdania, że po pierwszym poronieniu nie trzeba nawet robić specjalnych badań – wystarczy tylko dać organizmowi trochę czasu, by się zregenerował, a przede wszystkim, by kobieta odzyskała równowagę psychiczną. Życie pokazuje, że często mają oni rację. Uwierz w to, że ogromna większość kobiet, które miały poronienie, zachodzi później w prawidłową ciążę i rodzi zdrowe dziecko. Tylko jak tę równowagę odzyskać? To jest trudne, ale przecież niezbędne. Dla wielu kobiet najlepszą metodą leczenia z depresji jest zajście w następną ciążę. Mimo że współżycie można zacząć już po 4–6 tygodniach od poronienia, część lekarzy zaleca przynajmniej 3-miesięczną przerwę przed kolejną ciążą, która pozwoli zregenerować się organizmowi. Dowiedz się podczas wizyty kontrolnej, jakie jest stanowisko twojego lekarza.

Ostatnio dodane na forum
zobacz wszystkie »
 
 
Nie zarejestrowany, 16.07.2015 7:13
Dziś mija tydzień... w tym czasie posypało się całe moje życie. Mój facet odmawia mi prawa do płaczu, żalu. Mam być silna.. bo nie ja pierwsza i nie ostatnia. Nie wiem jak można coś takiego powiedzieć. Zostałam z tym sama. Nasz związek przestaje istnieć. To dziwne i przerażające jak wszystko szybko się zmienia, jeszcze tydzień temu należałam do grona szczęśliwych kobiet noszących nowe życie a dziś opłakuje mój Skarb. Nie potrafie myśleć o przyszłości,boje się kolejnej próby tylko że facet tego nie rozumie a może nie chce zrozumieć...wg niego powinniśmy spróbować, tylko że ja tego nie chce, nie chce znowu cierpieć.
Anna Wolska, 05.02.2015 10:49
Część dziewczyny, czytam Wasze wypowiedzi i mimo, że nie wiem jak to jest stracić dziecko, u mnie w rodzinie często kobiety nie mogły donosić ciąży. Teraz przyszedł czas na mnie i zamiast cieszyć się z tego cudownego okresu, boją się każdego dnia, że i mnie to spotka. To dopiero początek, zależy mi na regularnym robieniu badań prenatalnych, ale w sprawdzonym miejscu, gdzie lekarze wiedzą co robią. Jeśli mogłybyście mi polecić takie miejsce w Warszawie, to będę niezmiernie wdzięczna. Póki co od dobrej koleżanki mam kontakt do kliniki Bocian może któraś z Was korzystała i ma jakieś swoje przemyślenia? Czekam na Wasze opinie...
 

Pomocne badania po poronieniu

Podczas tej wizyty (ok. 3 tygodnie po poronieniu) lekarz może ci zlecić zrobienie podstawowych badań, takich jak USG i badanie stężenia hormonów we krwi. Wielu lekarzy na tym poprzestaje, uzupełniając opis przypadku o dokładny wywiad i zalecając przed następnym poczęciem przyjmowanie kwasu foliowego. Bardziej dokładne badania, w celu wykrycia przyczyny poronienia, zlecają dopiero wtedy, gdy kobieta poroni trzykrotnie. Wiele z tych badań możesz wcześniej zrobić na własną rękę, ale wtedy trzeba za nie zapłacić. Warto wykonać np. badania stężenia progesteronu i prolaktyny, badanie czynności tarczycy (TSH), badania w kierunku zakażeń różyczką, toksoplazmozą, bakterią chlamydia, ewentualnie badania immunologiczne na obecność przeciwciał antyfosfolipidowych. Wykrycie ewentualnych wad anatomicznych macicy jest możliwe podczas USG lub badania o nazwie histerosalpingografia (HSG). Jest to prześwietlenie promieniami RTG po uprzednim podaniu domacicznie kontrastu. Jeśli wyniki badań okażą się złe – można zacząć leczenie, a gdy są dobre – dają kobiecie poczucie, że zrobiła wszystko, co należy, by następna ciąża rozwijała się prawidłowo. Jeżeli we krwi kobiety nie ma przeciwciał przeciwróżyczkowych, koniecznie powinna się zaszczepić. Po szczepieniu na różyczkę nie powinno się zachodzić w ciążę przez trzy miesiące. Oprócz tego warto również zaszczepić się przeciwko grypie. Przede wszystkim jednak trzeba pogodzić się ze stratą ciąży i znów zacząć żyć, myśląc pozytywnie i wierząc, że jeszcze zostaniesz mamą. Odpocznij, zwolnij tempo, dbaj o siebie i dobre relacje z mężem, a jest bardzo duża szansa, że tak się właśnie stanie i twoje marzenia o dziecku wkrótce się spełnią.

fb udostępnij tweet udostępnij g+ udostępnij print wydrukuj
Zobacz także
Zdjęcia: East News

Aktualizacja: 27.02.2015

Komentarze (1 - 10 z 699)
Aga, 16.07.2015 20.04
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Witam was wszystkie dzisiaj minęło 6 dni odkąd odszedł mój synek, dzisiaj odbył się jego pogrzeb.Długo nie mogłam zajśc w ciążę aż wkoncu się udało bylam zaskoczona i zarazem przerażona ale najszczęśliwsza na świecie że wkoncu będe mamą, moja radośc nie trawała długo na badaniach prenatalnych wyszła podwyższona przezierność karkowa lekarz skierował mnie na bardziej szczegółowsze badania i znów cios dzidzia już była chora tylko wtedy nikt nie wiedział jak bardzo. Z kazda wizyta było coraz gorzej 15 tc amniopunkcja 4 tyg czekania nic nie wychodowali dalej nie wiedzą co jet mojej dzidzi szybka decyzja wysyłają na drogie badania do warszawy po tygodniu nerwów przyszły badania bardzo rzadka wada genetyczna długiego ramienia chromosomu 1 które nastąpiło już po zapłodnieniu jak to usłyszałam myślałam ze to sen ale niestety moje dzeciątko było śmiertelnie chore żyło we mnie bez wód z przepukliną uciskiem na serce i niewydolonością krążeniową, myślałam że umrę ze nic sie nie da zrobić dla synka , tak to był chłopczyk którego mój partner tak bardzo chciał i się udało ale niestety nie dane mu było tego doświadczyć. W 22 tygodniu po całym dniu męczarni urodziłam swoją kruszynkę która była już martwa nawet się nie ruszała chciałam wtedy umrzeć pielęgniarka mówiła żebym nie patrzyła ale ja nie mogłam musiałam zobaczyć pełno krwi i leżał mój malutki synek w worku owodniowym, odrazu przyszli i go zabrali dzisiaj ostatn raz się mogałm z nim porzegnać jak spószczali jego trumienkę do grobu a ja stałam i płakałam nikomu nie życzę takiego koszmaru jaki przeszłam . Nie mogę się pozbierać po tym wszytsko mi stoi w oczach jak je zamknę nie wiem co będzie dalej boje się myśleć czy nie zwariuję chcem mieć kolejne dziecko ale bardzo się boje ze znów bede cierpiała a niczego nie pragne na swiecie bardziej niż zostać mamą jak widze wszytskie kobiety w ciązy i z wózkami serce mi się kraja i pytam się dlaczego mnie to spotyka czym sobie na to zasłużyłam... nie wiem... nigdy sie tego nie dowiem. Życzę każdej was dziewczyny aby wasze marzenie o posiadaniu małego skarba się spełniło abyście się cieszyły ciążą a potem dzidzią tego z całego serca wam życzę i przepraszam za błędy i niepoprawną składnie piszę przez łzy. Nie możemy się poddać musimy walczyć ! A nasze aniołki mają nas w opiece swoich kochanych rodziców.
 
Olga64, 15.07.2015 13.02
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Witajcie. Straciłam moje maleństwo 3 tygodnie temu. Od tamtej pory cciebieerpię na depresje biorę silne leki które pozwalają mi przetrwać lepiej lub gorzej. Uczucie potworne. Obwiniam siebie oto co się stało. Nie widzę przyszłości ani chęci do życia. Oby u Was było lepiej
 
Bocianek, 23.06.2015 14.58
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Po poronieniu długo nie mogłam się pozbierać... nie wolno się poddawać..nigdy..Smutek nam nie pomoże wręcz odwrotnie.Poszłam na terapię ..bez tego było by ciężko.. znów chcemy spróbować .. ale tym razem spróbujemy z dr bocianem.W sumie to koleżanka która ma problemy z zajściem wciąż pokazała mi te witaminy...jestem zmęczona.. jak się nie uda to adopcja..
 
,aja, 22.06.2015 21.22
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
a czemu nie?
 
m.wee, 09.06.2015 21.02
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Chcialam zapytac sie czy mozna w ciagu 10 tygodni mec 5-6 razy usg? czy to jest normalne?
 
Moniqa, 18.05.2015 20.37
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Drogie Kobietki... udało nam się zajść w ciąże podczas pierwszych już takich "poważnych" starań... oczywiście początkowo była ogromna radość i euforia. Muszę dodać (jakkolwiek by to nie brzmiało), że od początku czułam, że jestem w ciąży... i to uczucie nie wynikało jedynie z pragnienia bycia w ciąży, ja po prostu to czułam...to niesamowite uczucie, że "coś się dzieje".. Zrobiłam dwa testy ciążowe jeszcze zanim przyszedł dzień spodziewanej miesiączki, wtedy wyszły negatywne, lecz okres się nie pojawił i po kilku dniach test wyszedł pozytywny.. Lekarz zlecił mi podstawowe badania. Niestety podczas USG usłyszałam, że pęcherzyk nie jest takiej wielkości jakiej powinien, zlecono mi dodatkowe badania...ale tego samego dnia pojawiło się krwawienie... poroniłam w 5 t.c. Dziewczyny to co ja przeżyłam to tylko Wy wiecie... straszny ból fizyczny ale w niczym nieprzypominający tego w środku, psychicznego... Ja przez te 5 tygodni byłam taka szczęśliwa, zmieniłam dla Maleństwa zupełnie mój tryb życia bez żadnego żalu... jak już napisałam, czułam mojego Pęcherzyka (tak go z mężem nazywaliśmy) od początku... Później myślałam, że się nie otrząsnę, płacz, rozpacz, poczucie winy... Mąż bardzo mnie wspierał i przeżywał na swój sposób. Ale Dziewczyny to co pragnę Wam przekazać, a co mnie pomogło, to Pan Bóg i wiara... Poronienie spowodowało, że inaczej spojrzałam na moje życie, postępowanie i na moją relację z Panem Bogiem. Zaczęłam częściej chodzić do Kościoła, w końcu przestrzegałam postu w piątku.. a teraz z czasem coraz bardziej widzę jak Pan Bóg mnie kocha... jak bardzo kocha ludzi...Dziewczyny ja wierzę, że z Panem Bogiem uda mi się zajść w kolejną ciążę (pragnę tego najbardziej na świecie tak jak zapewne większość z Was!!!). Teraz wierzę, że wszystko się ułoży... Możecie się śmiać albo mnie skrytykować ale czułam ogromną potrzebę aby się z Wami tym podzielić, może choć jedna z Was czuje tak jak ja... podaję mojego maila, którego stworzyłam sobie na potrzeby tej sprawy: moniqaaa1986@wp.pl - jeśli potrzebujesz to pisz... wesprzemy się nawzajem... Dziewczyny ja nigdy nie zapomnę mojego Pęcherzyka...dalej płaczę, uważam, że jest to strata która na zawsze pozostanie w sercu... ale pamiętajmy o tych słowach: "nie doczekasz świtu, nie odbywszy drogi przez noc". Trzymam za WAS kciuki całym sercem!
 
monia -a, 09.05.2015 19.35
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Ta rozmowa dużo nam dała mi świadomość,że mój mąż też cierpi tylko nie okazuje tego bo chce abym jak najszybciej jak to możliwe doszła do siebie. Mam teraz świadomość że mój mąż przeżył naszą stratę równie mocno jak ja, a to że próbuje mnie rozweselić mimo własnego cierpienia wiele mówi o sile jego miłości do mnie. Bo co nam teraz pozostało: 1. wiara,że nasze maleństwo jest w niebie wśród innych Aniołków i będzie na nas z patrzeć i czekać na nas. Jesteśmy szczęśliwi, że dane nam było te 9 tygodni i 3 dni bycia razem; 2. wiara, że razem z mężem jesteśmy w stanie wspólnie przejść przez różne nie tylko radosne i szczęśliwe chwile, ale też tragiczne i smutne dla mas jak strata długo wyczekiwanego Aniołka Choć od utraty naszego maleństwo minęło zaledwie 6 dni i cały czas przechodzę etap żałoby po nim, to czuję już wewnętrzny spokój, powoli akceptuję to co się stało, ale wiem że nigdy o naszym maleństwie nie zapomnę. Mam również świadomość, że musiało być bardzo bardzo chore że Bóg zabrał je do siebie.To co mogę doradzić z własnego doświadczenia to aby nie odsuwać od siebie męża/partnera i rodziny na która zawsze można liczyć, warto też porozmawiać z zaufanymi przyjaciółmi , którzy przeżyli podobną stratę. Wiem co piszę dostałam dużo pozytywnego wsparcia od osób którym zawierzyłam i powiedziałam, nie mówiły one że tak miało być i nie pytały jak się czuję, pytały jak mogą mi pomóc a ja im odpowiadałam rozmowa i wysłuchanie o tym przez co przeszłam, nie okazywały litości tylko wspierały. Ps, jak kto chce pogadać to podaje mój e-mail monia.patty@interia.pl w tytuł wpiszcie poronienie TRZYMAJMY ZA SIEBIE KCIUKI I UDA NAM SIĘ URODZIĆ PIĘKNE ZDROWE DZIECI!!!
 
monia -a, 09.05.2015 19.32
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Współczuję każdej z Was,wiem co przeżywanie, bo sama przeszłam przez co samo. Ta ciąża to był dla nas cud. Po prawie 8 i pół latach starań i leczenia udało się (dodam, że mam niedoczynność tarczycy, insulinoodporność i hiperprolaktynemię).Jakież było nasze zaskoczenie gdy w planowanym terminie nie przyszła miesiączka,(myślałam, że skoro owulacji nie było, a boli mnie podbrzusze to przesunął mi się okres i czekałam na niego) a po 4 dniach test wykazał 2 kreski (1 ciemna, 2 jasna). Byliśmy w szoku. Długo nie zastanawiając się poszłam do mojego gina, gdy powiedziałam mu o pozytywnym teście i bólach podbrzusza skierował mnie do szpitala z podejrzeniem poronienia zagrażającego, było to 30 marca.W szpitalu zrobili mi wszystkie badania, betaHCG rosła co potwierdzało ciążę, więc 3 kwietnia Wielki Piątek wyszłam do domu. To były nasze najweselsze święta. Zmieniłąm dietę na przeciwcukrzycową i już w szpitalu odstawiłam leki, których nie mogłam brać w ciąży. Nasza radość nie trwała długo 27 kwietnia poszłam na badanie kontrolne i od razu skierowanie do szpitala - poronienie zagrażające (biło serduszko, ale lekarzowi nie podobał się kształt pęcherzyka ciążowego - był spłaszczony). W ten sam dzień trafiłam do szpitala. Do czwartku betaHCG rosło. W sobotę znowu betaHCG i tu szok zmalało, a na usg maleństwo nie rosło. Dobrze, że dyżur miał mój lekarz i starał mnie przygotować na najgorsze, ale nie starał pocieszać, że mu przykro, tylko starał pokazać dobre strony całej tej sytuacji (że udało nam się bez inseminacji, że moje hormony są dobrze uregulowane i że w razie straty tej ciąży jest szansa, że kolejna też będzie naturalna). Na końcu dodał że dla pewności w poniedziałek sprawdzą betaHCG i zrobią usg. Niestety w niedziele dostałam plamienia i skurczy, dostałam zastrzyki rozkurczowe, bo mój lekarz wierzył do końca, że wszystko będzie ok, ale nie było.W Poniedziałek 4 maja beta spadła, na usg moje maleństwo umarło - przegrało walkę o życie i zaczęło odklejać się łożysko. Szczątki naszego maleństwa oddałam do badań histopatologicznego. Z mężem nie chcieliśmy chować na cmentarzu naszego maleństwa, chcemy aby było ona w naszych sercach i pamięci.Jednak od bólu fizycznego o wiele gorszy jest ból psychiczny, poczucie straty, żalu i bezradność, że nie można było nic zrobić aby temu zapobiec. Pociesza mnie tylko to że zrobiłam wszystko co mogłam aby mogło się prawidłowo rozwijać, że to nie moja wina że maleństwo umarło. W całej tej naszej tragedii mąż cały czas jest przy mnie i mnie wspiera, dzisiaj pierwszy raz rozmawialiśmy o naszych uczuciach,emocjach, przeżyciach i poczuciu straty jaka nas dosięgła.
 
kejti, 01.05.2015 17.00
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Współczuję wszystkim, wiem co czujecie, bo sama przez to przeszłam. We wtorek podano mi tabletki, czekałam na ich działanie 5 godzin, w bólach, ze skurczami i strasznym krwotokiem zostałam pozostawiona sama w szpitalu, bo lekarka odbierała porody, a do mnie przecież nie miała po co się spieszyć. Widziałam zbyt dużo i jestem zdania, ze powinni mi byli zaoszczędzić widoku wydalanego płodu. Zbyt późno zabrali mnie na zabieg łyżeczkowania. Cierpię psychicznie, nie potrafię sobie poukładać tego w głowie jeszcze. Ciąża zatrzymała się na etapie 8 tygodnia, faktycznie byłam w 12 tc. Rozpadłam się na kawałki, ale wiem, że musi być dobrze.
 
ala, 07.04.2015 19.52
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Dorota kochana nie zadręczaj się nie zbeszcześciłąś żadnego płodu .to początek ciąży tam niewiele się jeszcze rozwinęło.ja miałąm łyżeczkowanie a to co ze mnie wyjęli zostawiłąm w szpitalu .tak jest lepiej.nie ma co rozpamiętywać nawet gdybyś to wyłapałą to co byś zrobiła?tego widoku nie zapomniałaśby do końca życia .może będziesz zła jak to przeczytasz ale wiem co piszę mam to dzięki bogu za sobą.morze łez wylanych żal do wszystkich za to że chodzą w ciąży a ja nie.żal do siebie że nie ochroniłąm swojego dziecka żal do męża bo nie płacze razem ze mną .rozumiem Cię z całego serca i nawet teraz płaczę jak to piszę chociaż minęło prawie 2 lata a ja niedługo zostanę mamą .daj sobie czasu ale daj też sobie pomóc nie zamykaj się w sobie,ludzie którzy tego nie przeszli nigdy Cię nie zrozumieją i nawet nie żądaj tego od nich.to rozumiemy tylko my i to nasza tragedia musisz ją po prostu przeżyć.skup się teraz na odpoczynku i równowadze psychicznej.idź do lekarza porób badania u mnie przyczyna była prozaiczna-niedoczynność tarczycy.trzymaj się i chcesz pogadać to my tu jesteśmy
 
następne »
strona 1 z 70
reklama
reklama
DlaPacjentow24.pl
Najpopularniejsze artykuły
Niezbędne FORMALNOŚCI po urodzeniu dziecka Niezbędne FORMALNOŚCI po urodzeniu dziecka

Po urodzeniu dziecka trzeba odwiedzić kilka urzędów, by załatwić formalności. Są one niezbędne, by...

więcej

28706

Paciorkowiec w ciąży groźny dla dziecka Paciorkowiec w ciąży groźny dla dziecka

W ostatnim trymestrze ciąży warto zrobić test na obecność paciorkowców. Sprawdzi on, czy w pochwie...

więcej

18078

Dolegliwości w CIĄŻY - typowe czy niepokojące Dolegliwości w CIĄŻY - typowe czy niepokojące

Na różnych etapach ciąży możesz odczuwać wiele dolegliwości. Niektóre z nich, jak zgaga, nudności,...

więcej

15252

Ciąża pozamaciczna: objawy. Jakie objawy mogą wskazywać na ciążę ektopową? Ciąża pozamaciczna: objawy. Jakie objawy mogą wskazywać na ciążę ektopową?

Objawy ciąży pozamacicznej (ektopowej) początkowo niczym się nie różnią od ciąży prawidłowej....

więcej

18312

Znajdź badanie

Wybierz badanie

albo

albo

Alfabetyczny indeks badań

a b c d e f g h i k
l m n o p r s t u v
w z ż
Eksperci

Mniejsze ma znaczenie średnica pęcherzyka, większe to, czy rośnie prawidłowo. Pregnyl podaje się przed owulacją przy średnicy pęcherzyka wynoszącej 16-18 mm. Pęcherzyk owulacyjny może mieć średnicę...

reklama
Zdrowa społeczność

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.