Poronienie i co dalej - jak sobie radzić po stracie ciąży

Konsultant: prof. dr hab. Ryszard Dębski, ginekolog położnik, endokrynolog
697 komentarze
Autor: Agnieszka Roszkowska

Poronienie czyli strata nienarodzonego dziecka to dla kobiety doświadczenie bolesne i niezrozumiałe. Co może być przyczyną poronienia i jak wrócić do równowagi po stracie ciąży?

Nosiłaś je kilkanaście, a może nawet tylko kilka tygodni, ale już zdążyłaś to maleństwo pokochać. Wyobrażałaś je sobie, wiązałaś z jego pojawieniem się nadzieje i plany. I nagle – jak grom z jasnego nieba – spadła na ciebie hiobowa wieść: płód nie żyje. Wraz z nim umierają twoje marzenia. Trudno sobie wyobrazić większy ból niż po stracie ciąży. I dla niedoszłych mam nie ma znaczenia fakt, że dziecko żyło tylko w jej ciele, nie zdążyła go jeszcze wziąć na ręce, spojrzeć mu w oczy, przytulić. Dla nich to było ich dziecko. Pogrążone w smutku i żalu, a nawet w rozpaczy lub depresji, zadają sobie pytanie: dlaczego mnie to spotkało?

Poronienia - skąd się biorą?

Zanim wymienimy najczęstsze przyczyny poronień, podkreślmy fakty: zjawisko to nie jest wcale takie rzadkie – poronienie to doświadczenie ok. 20 proc. par. A gdy dodać poronienia tak wczesne, że kobieta nawet nie wie, że jest w ciąży, okaże się, że odsetek poronień stanowi ponad 50 proc. wszystkich poczęć. A więc tylko z mniej niż połowy zapłodnionych komórek jajowych rodzi się dziecko. Dlaczego tak się dzieje?

  • Choroba zarodka - to najczęstsza przyczyna wczesnego poronienia (do 12. tygodnia ciąży) jest choroba zarodka, który obumiera z powodu poważnych wad chromosomalnych lub innych nieprawidłowości genetycznych, uniemożliwiających prawidłowy rozwój. Nawet gdyby jakimś cudem z tego zarodka urodziło się dziecko, miałoby bardzo ciężkie wady wrodzone. Natura naprawia więc błąd, który powstał w chwili zapłodnienia. Szacuje się, że dzieje się tak w ok. 50 proc. wczesnych poronień samoistnych; taka naturalna selekcja odbywa się już w 6.–7. tygodniu ciąży.
  • Zakażenia wirusowe - to druga co do częstości przyczyna obumierania zarodków. Niekiedy banalna infekcja wirusowa – dwudniowy katar, pobolewanie mięśni, niekiedy biegunka – po kilku czy kilkunastu dniach skutkuje plamieniem, i na USG okazuje się, że zarodek nie żyje.
  • Zaburzenia hormonalne – zarówno niedobór hormonów płciowych, które podtrzymują ciążę, jak również inne zakłócenia w gospodarce hormonalnej, związane z cukrzycą czy chorobami tarczycy; takie poronienia zwykle mają miejsce do 12. tygodnia ciąży;
  • Zmiany w obrębie narządów rodnych - wady anatomiczne macicy (z przegrodą, dwurożna), mięśniaki, uszkodzenia szyjki macicy, niewydolność szyjki macicy; uszkodzenia endometrium, czyli błony śluzowej wyściełającej macicę; w takich przypadkach do poronienia dochodzi zwykle później, w II trymestrze ciąży;
  • Niektóre choroby zakaźne - różyczka, toksoplazmoza, chlamydioza oraz inne zakażenia bakteryjne i grzybicze, zwłaszcza przebiegające z wysoką temperaturą;
  • Zaburzenia o podłożu immunologicznym - przede wszystkim zespół antyfosfolipidowy (ASP), zwany też toczniem, gdy przeciwciała z krwi matki uniemożliwiają wytworzenie prawidłowego łożyska;
  • Powikłania ciąży - ciąża pozamaciczna, zaśniad groniasty (zmiana zwyrodnieniowa tkanki tworzącej łożysko), a w II i III trymestrze: pęknięcie pęcherza płodowego, zakażenie wewnątrzmaciczne, przedwczesne odklejenie się łożyska.

Oprócz wymienionych powyżej przyczyn, istnieją czynniki zewnętrzne i środowiskowe, które znacznie podwyższają ryzyko poronienia. Należą do nich: złe odżywianie, ciężka praca fizyczna (np. dźwiganie ciężkich przedmiotów), alkohol, nikotyna, promienie RTG i promieniowanie jonizujące, niektóre leki, a także przeżycie przez ciężarną dużego wstrząsu psychicznego.

Zdaniem eksperta
maska prof. dr hab. Romuald Dębski ginekolog położnik
prof. dr hab. Romuald Dębski ginekolog położnik, Klinika Położnictwa i Ginekologii Szpitala im. prof. W. Orłowskiego i Szpitala Bielańskiego w Warszawie

Ratunek przed kalectwem

Poronienie jest ogromnie przykrym przeżyciem. W większości przypadków to efekt naprawiania błędów, popełnianych przez naturę w momencie tworzenia nowego życia. Jest to z jednej strony niepowetowana strata, ale często jedyny ratunek przed ciężkim kalectwem. Jedną z częstych chromosomalnych przyczyn poronień jest trisomia 16 pary chromosomów albo potrójny zestaw wszystkich chromosomów – to wady, jakich nigdy nie spotkano u narodzonych dzieci. Na szczęście, te nieprawidłowości rozwojowe nie mają tendencji do powtarzania się. Ronionych jest 15–20 proc ciąż. A zatem ok. 1 proc. zupełnie zdrowych kobiet może poronić trzy razy! W związku z tym, choć może to wyglądać na bezduszność, dopiero wtedy powinno się poszukiwać nieprawidłowości, które mogą być przyczyną powtarzających się strat ciąż. Wiele kobiet chciałoby prowadzenia takiej diagnostyki po dwóch, czy nawet po jednym poronieniu. To bezzasadne, bo wykonując setki niepotrzebnych badań, leżąc 24 godziny na dobę i przyjmując furę leków, po ponownym zajściu w ciążę mają dokładnie takie samo ryzyko poronienia: 15–20 proc. Jakże lepiej jest pomyśleć, że szansa na urodzenie zdrowego dziecka jest bardzo duża, bo wynosi 80–85 proc.

Gdy dochodzi do poronienia

Gdy poronienie następuje wcześnie, ok. 6.–7. tygodnia ciąży, prawie zawsze jest to tzw. poronienie całkowite, czyli z organizmu kobiety samoistnie zostaje wydalony zarodek wraz z całą tkanką płodową. Macica oczyszcza się sama. Jeśli zaś ciąża była bardziej zaawansowana, z macicy wydalony zostaje zarodek i tylko część łożyska oraz błon płodowych. Niezbędny jest wtedy zabieg wyłyżeczkowania macicy, czyli mechanicznego usunięcia z niej resztek tkanki płodowej. Wykonuje się go najczęściej w znieczuleniu ogólnym. Materiał zebrany w wyniku łyżeczkowania poddawany jest badaniu histopatologicznemu, jednak jego wynik często nie podaje przyczyny poronienia. Zdarza się też, że ciąża obumiera, ale nie występują skurcze macicy, jej szyjka pozostaje zamknięta i do wydalenia płodu nie dochodzi. Taki stan mógłby trwać nawet 3–4 tygodnie. Noszenie martwego dziecka i czekanie na wywołanie porodu jest dla kobiety sytuacją trudną do zniesienia. Dlatego, według psychologów, wywołanie poronienia powinno nastąpić najpóźniej w ciągu trzech dni, aby koszty psychiczne poniesione przez kobietę były jak najmniejsze.

Jak przeżyć stratę ciąży?

  • Pozwól sobie na żałobę. Nie powstrzymuj się więc przed płaczem – masz prawo do smutku, a nawet rozpaczy. Opłakiwanie straty to ważny etap w dochodzeniu do siebie. Dla niektórych kobiet pomocny może być grób – symboliczny lub prawdziwy – dziecka. Obecne przepisy pozwalają urządzić pochówek nawet kilkutygodniowego płodu.
  • Rozmawiaj z bliskimi o tym, co czujesz, jak bardzo to przeżywasz. Ogromnie ważne jest w takiej chwili wsparcie męża czy partnera, ale na pewno są też inne osoby, które ci pomogą, słuchając tego, co chcesz im opowiedzieć: przyjaciółka, mama, lekarz, może ksiądz.
  • Poszukaj kontaktu z innymi kobietami, które przez to przeszły – takie grupy wsparcia są przy niektórych szpitalach i poradniach psychologicznych, a najłatwiej znaleźć je przez internet.
  • Jeśli możesz, wyjedź z mężem chociaż na kilka dni. Nie będą to beztroskie wakacje, ale czas spędzony w jakimś pięknym, cichym miejscu, na rozmowach i spacerach, pozwoli oderwać się od miejsc, gdzie wszystko przypomina o tragedii, i umocni wasze poczucie bliskości.
  • Spróbuj znaleźć dla siebie konkretne zajęcie, np. uporządkuj ogród lub balkon albo zrób remont. Nie będzie to możliwe zaraz po tragedii, ale gdy znajdziesz jakieś zajęcie dla swoich rąk (i głowy), szybciej upłynie ci ten najtrudniejszy czas, niezbędny do pogodzenia z tym, co się stało. Bo czas ma zasadnicze znaczenie – to truizm, ale tak po prostu jest. Z perspektywy kilku miesięcy czy lat wymiar każdej tragedii maleje – inaczej nie moglibyśmy żyć dalej.

Przetrwać najcięższe chwile po poronieniu

Może to być o tyle trudne, że zapewne spotkasz się z niefortunnym „pocieszaniem” w rodzaju: „Przecież nie zdążyłaś tego dziecka poznać, przyzwyczaić się do niego”, „możesz mieć jeszcze wiele dzieci”. Ludzie, którzy to mówią, nie mają złej woli, brakuje im tylko delikatności i zrozumienia, bo rzeczywiście nikt, kto sam tego nie przeżył, nie jest w stanie pojąć, co czuje kobieta po poronieniu. A najgorszy do zniesienia jest widok kobiet w ciąży i małych dzieci. To boli. Ale staraj się nie okazywać złości i żalu, bo nikt nie jest winien temu, co się stało, zwłaszcza osoby postronne. Pamiętaj też, że masz kogo kochać – nie zaniedbuj męża czy dzieci. Oni cię potrzebują.

Kiedy znów próbować zajść w ciążę?

Większość lekarzy jest zdania, że po pierwszym poronieniu nie trzeba nawet robić specjalnych badań – wystarczy tylko dać organizmowi trochę czasu, by się zregenerował, a przede wszystkim, by kobieta odzyskała równowagę psychiczną. Życie pokazuje, że często mają oni rację. Uwierz w to, że ogromna większość kobiet, które miały poronienie, zachodzi później w prawidłową ciążę i rodzi zdrowe dziecko. Tylko jak tę równowagę odzyskać? To jest trudne, ale przecież niezbędne. Dla wielu kobiet najlepszą metodą leczenia z depresji jest zajście w następną ciążę. Mimo że współżycie można zacząć już po 4–6 tygodniach od poronienia, część lekarzy zaleca przynajmniej 3-miesięczną przerwę przed kolejną ciążą, która pozwoli zregenerować się organizmowi. Dowiedz się podczas wizyty kontrolnej, jakie jest stanowisko twojego lekarza.

Ostatnio dodane na forum
zobacz wszystkie »
 
 
Anna Wolska, 05.02.2015 10:49
Część dziewczyny, czytam Wasze wypowiedzi i mimo, że nie wiem jak to jest stracić dziecko, u mnie w rodzinie często kobiety nie mogły donosić ciąży. Teraz przyszedł czas na mnie i zamiast cieszyć się z tego cudownego okresu, boją się każdego dnia, że i mnie to spotka. To dopiero początek, zależy mi na regularnym robieniu badań prenatalnych, ale w sprawdzonym miejscu, gdzie lekarze wiedzą co robią. Jeśli mogłybyście mi polecić takie miejsce w Warszawie, to będę niezmiernie wdzięczna. Póki co od dobrej koleżanki mam kontakt do kliniki Bocian (link tutaj) może któraś z Was korzystała i ma jakieś swoje przemyślenia? Czekam na Wasze opinie...
Nie zarejestrowany, 03.01.2015 21:22
Moja mama poroniła sześć razy i za każdym razem cierpiała. Zaczęła starać się o dziecko w wieku dwudziestu kilku lat z moim tatą za każdym razem porobiła, razem starała się o dziecko dwadzieścia kilka lat czytałam wpisy zamieszczone wyrzej i tam piszą osoby które straciły dziecko raz, rada dla tych osób nie jest tak źle moja mama przerzyła więcej złych chwil. Teraz mam 15 lat wiem, że moje rodzeństwo jest w niebie modłę się do nich i wierzę, że mnie widzą. DLA wszystkich którzy stracili kiedyś dziecko NIE PODDAWAJCIE SIĘ.
 

Pomocne badania po poronieniu

Podczas tej wizyty (ok. 3 tygodnie po poronieniu) lekarz może ci zlecić zrobienie podstawowych badań, takich jak USG i badanie stężenia hormonów we krwi. Wielu lekarzy na tym poprzestaje, uzupełniając opis przypadku o dokładny wywiad i zalecając przed następnym poczęciem przyjmowanie kwasu foliowego. Bardziej dokładne badania, w celu wykrycia przyczyny poronienia, zlecają dopiero wtedy, gdy kobieta poroni trzykrotnie. Wiele z tych badań możesz wcześniej zrobić na własną rękę, ale wtedy trzeba za nie zapłacić. Warto wykonać np. badania stężenia progesteronu i prolaktyny, badanie czynności tarczycy (TSH), badania w kierunku zakażeń różyczką, toksoplazmozą, bakterią chlamydia, ewentualnie badania immunologiczne na obecność przeciwciał antyfosfolipidowych. Wykrycie ewentualnych wad anatomicznych macicy jest możliwe podczas USG lub badania o nazwie histerosalpingografia (HSG). Jest to prześwietlenie promieniami RTG po uprzednim podaniu domacicznie kontrastu. Jeśli wyniki badań okażą się złe – można zacząć leczenie, a gdy są dobre – dają kobiecie poczucie, że zrobiła wszystko, co należy, by następna ciąża rozwijała się prawidłowo. Jeżeli we krwi kobiety nie ma przeciwciał przeciwróżyczkowych, koniecznie powinna się zaszczepić. Po szczepieniu na różyczkę nie powinno się zachodzić w ciążę przez trzy miesiące. Oprócz tego warto również zaszczepić się przeciwko grypie. Przede wszystkim jednak trzeba pogodzić się ze stratą ciąży i znów zacząć żyć, myśląc pozytywnie i wierząc, że jeszcze zostaniesz mamą. Odpocznij, zwolnij tempo, dbaj o siebie i dobre relacje z mężem, a jest bardzo duża szansa, że tak się właśnie stanie i twoje marzenia o dziecku wkrótce się spełnią.

fb udostępnij tweet udostępnij g+ udostępnij print wydrukuj
Zobacz także
Zdjęcia: East News

Aktualizacja: 27.02.2015

Komentarze (1 - 10 z 697)
Moniqa, 18.05.2015 20.37
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Drogie Kobietki... udało nam się zajść w ciąże podczas pierwszych już takich "poważnych" starań... oczywiście początkowo była ogromna radość i euforia. Muszę dodać (jakkolwiek by to nie brzmiało), że od początku czułam, że jestem w ciąży... i to uczucie nie wynikało jedynie z pragnienia bycia w ciąży, ja po prostu to czułam...to niesamowite uczucie, że "coś się dzieje".. Zrobiłam dwa testy ciążowe jeszcze zanim przyszedł dzień spodziewanej miesiączki, wtedy wyszły negatywne, lecz okres się nie pojawił i po kilku dniach test wyszedł pozytywny.. Lekarz zlecił mi podstawowe badania. Niestety podczas USG usłyszałam, że pęcherzyk nie jest takiej wielkości jakiej powinien, zlecono mi dodatkowe badania...ale tego samego dnia pojawiło się krwawienie... poroniłam w 5 t.c. Dziewczyny to co ja przeżyłam to tylko Wy wiecie... straszny ból fizyczny ale w niczym nieprzypominający tego w środku, psychicznego... Ja przez te 5 tygodni byłam taka szczęśliwa, zmieniłam dla Maleństwa zupełnie mój tryb życia bez żadnego żalu... jak już napisałam, czułam mojego Pęcherzyka (tak go z mężem nazywaliśmy) od początku... Później myślałam, że się nie otrząsnę, płacz, rozpacz, poczucie winy... Mąż bardzo mnie wspierał i przeżywał na swój sposób. Ale Dziewczyny to co pragnę Wam przekazać, a co mnie pomogło, to Pan Bóg i wiara... Poronienie spowodowało, że inaczej spojrzałam na moje życie, postępowanie i na moją relację z Panem Bogiem. Zaczęłam częściej chodzić do Kościoła, w końcu przestrzegałam postu w piątku.. a teraz z czasem coraz bardziej widzę jak Pan Bóg mnie kocha... jak bardzo kocha ludzi...Dziewczyny ja wierzę, że z Panem Bogiem uda mi się zajść w kolejną ciążę (pragnę tego najbardziej na świecie tak jak zapewne większość z Was!!!). Teraz wierzę, że wszystko się ułoży... Możecie się śmiać albo mnie skrytykować ale czułam ogromną potrzebę aby się z Wami tym podzielić, może choć jedna z Was czuje tak jak ja... podaję mojego maila, którego stworzyłam sobie na potrzeby tej sprawy: moniqaaa1986@wp.pl - jeśli potrzebujesz to pisz... wesprzemy się nawzajem... Dziewczyny ja nigdy nie zapomnę mojego Pęcherzyka...dalej płaczę, uważam, że jest to strata która na zawsze pozostanie w sercu... ale pamiętajmy o tych słowach: "nie doczekasz świtu, nie odbywszy drogi przez noc". Trzymam za WAS kciuki całym sercem!
 
monia -a, 09.05.2015 19.35
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Ta rozmowa dużo nam dała mi świadomość,że mój mąż też cierpi tylko nie okazuje tego bo chce abym jak najszybciej jak to możliwe doszła do siebie. Mam teraz świadomość że mój mąż przeżył naszą stratę równie mocno jak ja, a to że próbuje mnie rozweselić mimo własnego cierpienia wiele mówi o sile jego miłości do mnie. Bo co nam teraz pozostało: 1. wiara,że nasze maleństwo jest w niebie wśród innych Aniołków i będzie na nas z patrzeć i czekać na nas. Jesteśmy szczęśliwi, że dane nam było te 9 tygodni i 3 dni bycia razem; 2. wiara, że razem z mężem jesteśmy w stanie wspólnie przejść przez różne nie tylko radosne i szczęśliwe chwile, ale też tragiczne i smutne dla mas jak strata długo wyczekiwanego Aniołka Choć od utraty naszego maleństwo minęło zaledwie 6 dni i cały czas przechodzę etap żałoby po nim, to czuję już wewnętrzny spokój, powoli akceptuję to co się stało, ale wiem że nigdy o naszym maleństwie nie zapomnę. Mam również świadomość, że musiało być bardzo bardzo chore że Bóg zabrał je do siebie.To co mogę doradzić z własnego doświadczenia to aby nie odsuwać od siebie męża/partnera i rodziny na która zawsze można liczyć, warto też porozmawiać z zaufanymi przyjaciółmi , którzy przeżyli podobną stratę. Wiem co piszę dostałam dużo pozytywnego wsparcia od osób którym zawierzyłam i powiedziałam, nie mówiły one że tak miało być i nie pytały jak się czuję, pytały jak mogą mi pomóc a ja im odpowiadałam rozmowa i wysłuchanie o tym przez co przeszłam, nie okazywały litości tylko wspierały. Ps, jak kto chce pogadać to podaje mój e-mail monia.patty@interia.pl w tytuł wpiszcie poronienie TRZYMAJMY ZA SIEBIE KCIUKI I UDA NAM SIĘ URODZIĆ PIĘKNE ZDROWE DZIECI!!!
 
monia -a, 09.05.2015 19.32
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Współczuję każdej z Was,wiem co przeżywanie, bo sama przeszłam przez co samo. Ta ciąża to był dla nas cud. Po prawie 8 i pół latach starań i leczenia udało się (dodam, że mam niedoczynność tarczycy, insulinoodporność i hiperprolaktynemię).Jakież było nasze zaskoczenie gdy w planowanym terminie nie przyszła miesiączka,(myślałam, że skoro owulacji nie było, a boli mnie podbrzusze to przesunął mi się okres i czekałam na niego) a po 4 dniach test wykazał 2 kreski (1 ciemna, 2 jasna). Byliśmy w szoku. Długo nie zastanawiając się poszłam do mojego gina, gdy powiedziałam mu o pozytywnym teście i bólach podbrzusza skierował mnie do szpitala z podejrzeniem poronienia zagrażającego, było to 30 marca.W szpitalu zrobili mi wszystkie badania, betaHCG rosła co potwierdzało ciążę, więc 3 kwietnia Wielki Piątek wyszłam do domu. To były nasze najweselsze święta. Zmieniłąm dietę na przeciwcukrzycową i już w szpitalu odstawiłam leki, których nie mogłam brać w ciąży. Nasza radość nie trwała długo 27 kwietnia poszłam na badanie kontrolne i od razu skierowanie do szpitala - poronienie zagrażające (biło serduszko, ale lekarzowi nie podobał się kształt pęcherzyka ciążowego - był spłaszczony). W ten sam dzień trafiłam do szpitala. Do czwartku betaHCG rosło. W sobotę znowu betaHCG i tu szok zmalało, a na usg maleństwo nie rosło. Dobrze, że dyżur miał mój lekarz i starał mnie przygotować na najgorsze, ale nie starał pocieszać, że mu przykro, tylko starał pokazać dobre strony całej tej sytuacji (że udało nam się bez inseminacji, że moje hormony są dobrze uregulowane i że w razie straty tej ciąży jest szansa, że kolejna też będzie naturalna). Na końcu dodał że dla pewności w poniedziałek sprawdzą betaHCG i zrobią usg. Niestety w niedziele dostałam plamienia i skurczy, dostałam zastrzyki rozkurczowe, bo mój lekarz wierzył do końca, że wszystko będzie ok, ale nie było.W Poniedziałek 4 maja beta spadła, na usg moje maleństwo umarło - przegrało walkę o życie i zaczęło odklejać się łożysko. Szczątki naszego maleństwa oddałam do badań histopatologicznego. Z mężem nie chcieliśmy chować na cmentarzu naszego maleństwa, chcemy aby było ona w naszych sercach i pamięci.Jednak od bólu fizycznego o wiele gorszy jest ból psychiczny, poczucie straty, żalu i bezradność, że nie można było nic zrobić aby temu zapobiec. Pociesza mnie tylko to że zrobiłam wszystko co mogłam aby mogło się prawidłowo rozwijać, że to nie moja wina że maleństwo umarło. W całej tej naszej tragedii mąż cały czas jest przy mnie i mnie wspiera, dzisiaj pierwszy raz rozmawialiśmy o naszych uczuciach,emocjach, przeżyciach i poczuciu straty jaka nas dosięgła.
 
kejti, 01.05.2015 17.00
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Współczuję wszystkim, wiem co czujecie, bo sama przez to przeszłam. We wtorek podano mi tabletki, czekałam na ich działanie 5 godzin, w bólach, ze skurczami i strasznym krwotokiem zostałam pozostawiona sama w szpitalu, bo lekarka odbierała porody, a do mnie przecież nie miała po co się spieszyć. Widziałam zbyt dużo i jestem zdania, ze powinni mi byli zaoszczędzić widoku wydalanego płodu. Zbyt późno zabrali mnie na zabieg łyżeczkowania. Cierpię psychicznie, nie potrafię sobie poukładać tego w głowie jeszcze. Ciąża zatrzymała się na etapie 8 tygodnia, faktycznie byłam w 12 tc. Rozpadłam się na kawałki, ale wiem, że musi być dobrze.
 
ala, 07.04.2015 19.52
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Dorota kochana nie zadręczaj się nie zbeszcześciłąś żadnego płodu .to początek ciąży tam niewiele się jeszcze rozwinęło.ja miałąm łyżeczkowanie a to co ze mnie wyjęli zostawiłąm w szpitalu .tak jest lepiej.nie ma co rozpamiętywać nawet gdybyś to wyłapałą to co byś zrobiła?tego widoku nie zapomniałaśby do końca życia .może będziesz zła jak to przeczytasz ale wiem co piszę mam to dzięki bogu za sobą.morze łez wylanych żal do wszystkich za to że chodzą w ciąży a ja nie.żal do siebie że nie ochroniłąm swojego dziecka żal do męża bo nie płacze razem ze mną .rozumiem Cię z całego serca i nawet teraz płaczę jak to piszę chociaż minęło prawie 2 lata a ja niedługo zostanę mamą .daj sobie czasu ale daj też sobie pomóc nie zamykaj się w sobie,ludzie którzy tego nie przeszli nigdy Cię nie zrozumieją i nawet nie żądaj tego od nich.to rozumiemy tylko my i to nasza tragedia musisz ją po prostu przeżyć.skup się teraz na odpoczynku i równowadze psychicznej.idź do lekarza porób badania u mnie przyczyna była prozaiczna-niedoczynność tarczycy.trzymaj się i chcesz pogadać to my tu jesteśmy
 
Dorota, 07.04.2015 18.30
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
PRZEOGROMNIE współczuję każdej z osobna i wszystkim razem!!! Ja mam 31 lat, od 8 lat mężatka, postanowiliśmy mieć dziecko, udało się za 1 razem (naturalnie) odrazu zaszłam w ciążę, .... w lutym tego roku spóźniła się miesiączka, zrobiłam test - ciąża :) wpierw się przeraziłam, płakałam i ze strachu i z radośći. Oglądałam już łóżeczka, wózeczki razem z mężem. Wizyta u lekarza, 5 tydzień, wszystko ok.... aż 23 marca po pracy przyszłam do domu, zrobiłam obiad.... wieczorem zaczęło się od plamienia, potem ból brzucha i krew....... szpital i słowa lekarza "przykro mi serduszko nie bije, ciąża się nie rozwineła"...był to pierwszy dzień 9 tygodnia a ciąża zatrzymała się w 6 tygodniu. ... Szok jaki przeżyłam wiecie tylko Wy, nawet mąż ani matka nie zrozumie mnie nigdy!!!! W takim szoku byłam,że nie rozumiałam co się dzieje i podpisałam coś że nie chcę zostać w szpitalu, chciałam jechać do domu i przyjechałam.....poszłam do toalety (czego cholernie żałuję i mam wyrzuty sumienia), patrzyłam sprawdzałam ręką....to był odruch....niestety same skrzepy... ból się nasilał, ja wyłam, nie mogłam mówić, mąż nie wiedział co robić.... pojechaliśmy do szpitala w Warszawie... bo tam pracował mój lekarz prowadzący. Myślałam że umrę po drodze z bólu. W szpitalu odrazu się mną zajęli...ale tym razem USG wykazało że już mam pustą macicę.... zatem poroniłam w mieszkaniu........ Dla mnie to okropne i męczy mnie to strasznie, bo czuję że zbeszcześciłam zwłoki mojego małego Aniołka... ale szukałam ich ....niestety.... W szpitalu byłam 3 dni, była i pani psycholog i ksiądz i mnóstwo pielęgniarek się przewinęło, wszyscy troskliwi ale mało co pamiętam co mi mówili.... Miałam poronienie samoistne i kompletne, jakieś tabletki dwa razy tylko dostałam żeby wszystko wyszło. Wróciłam do domu, mąż i siostra i rodzice mnie wspierali.... ale mnie to cholernie męczyło. Nie dali mi spokoju,, nie dali posiedzieć samej, przy nich wstydziłam sie płakać a tylko tego potrzebowałam. Od tygodnia siedzę sama i ryczę codziennie! Każdy płacz dziecka doprowadza mnie do wycia !!! Czuję hmmm pustkę, żal, złość, niedowierzanie, szok, niedopełnienie... nawet nie mam gdzie zapalić znicza!!!! Jestem osobą wierzącą ...wierzę, że moje maleństwo kiedyś spotka się ze mną. Boję się...bo chcę urodzić zywe dziecko i zdrowe ale boję się zajścia w ciążę ponownego. Boję się powrotu do pracy... szpitalne L4 mam na 3 tygodnie, boję się że każdy będzie pytał co się stało ... Mam w nocy koszmary, śni mi sie mój płód, śnią mi się dzieci. Często wogóle nie mogę zasnąć. Straszny jest ból psychiczny po tym przeżyciu. Fizycznie bolało tez okropnie... Każda z nas która przeżyła poronienie zrozumie o czym piszę. Może piszę bez ładu i składu....ale musiałam się wygadać bo wiem,że wy mnie rozumiecie. Strasznie jest mi przykro że nas to spotkało, teraz jeszcze były święta, całe przeryczałam.... siedziałam i myślami byłam w szpitalu z kobietami które tam leżały i przeżywały to co ja 2 tyg temu. Dziewczyny WSPÓŁCZUJE
 
ala, 04.04.2015 13.42
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Jak sobie radzilam?w ogóle sobie nie radzilam.jedyne co mogę ci doradzić to pozwól sobie na chwile słabości a z czasem bol psychiczny będzie słabszy.pamietaj ze nie jesteś sama msz partnera i to wasza wdpolna tragedia i musicie ja przeżyć razem.Nie oczekuj od osób z zewnątrz ze cie zrozumieją bo ten kto tego nie przeszedł nie zrozumie.Ja od własnej siostry usłyszałam czego ryczę przeciez tam jeszcze nic nie bylo.takze zamknęłam sie sama w swoim świecie i zylam dalej.Ja mam już córeczkę wiec jest mi o tyle łatwiej ale uwierz ze wam tez sie uda.nie poddawaj się i staraj sie pomalutku odciąć od tego i próbuj dalej aż twoje szczęście się pojawi
 
Anielka, 27.03.2015 14.21
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Witam, 4 dni temu okazało się na badaniu USG w 9 tyg ciąży, że serce mojego maluszka przestało bić, na wcześniejszych wizytach jego intensywność była duża. Zaleceniem lekarza była wizyta szpitalna zmierzająca do wywołania poronienia. Tak też się stało. Trzy dni później pojawiłam się w szpitalu i dostałam dwie serie z 6 godzinnym odstępem po 4 tabletki, które w zupełności wystarczyły do całkowitego poronienia. Czułam się bardzo dobrze, skurcze i bóle brzucha były takie jak przy okresie ale przez jakieś 4 godz łącznie w 2 seriach. Kolejnego dnia zostałam wypisana ze szpitala po badaniu USG. Teraz mam lekkie krwawienie i bóle brzucha, gdyż macica wraca do swojej wcześniejszej postaci i się musi skurczyć. Nie ma sie czego bać Kobiety!!!!Trzeba oczyścić psychikę i iść dalej- najlepszy sposób na szczęśliwą przyszłość. Ja doszłam do siebie bardzo szybko, a może nawet za bardzo szybko. Trzymajcie się.
 
monia-p, 27.03.2015 10.19
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Cześć Dnia 20.03 - piatek - 11 tydydzień ciąży - STRASZNY DZIEŃ miałam wizytę u ginia i okazało się że moja ciąża jest obumarła. Mój ANIOŁEK żył do 7 -go tygodnia :(. W poniedziałek miałam zabieg łyżeczkowania. We wtorek wróciłam do domu i psycha mi siada. Nie umiem sobie poradzić ze stratą. Nie mogę spać, mam złe sny. Dodam że długo się staralismy o dzidzię ok roku. Od lipca 2014 r regularnie biegałam do swojego gienia - leki, monitoringi cyklu i organizm nie reagował . Nagle pod koniec listopada 2014r usłyszałam ze ten lekarz sobie nie poradzi, zaproponował przekazanie mnie do swojego kolegi który jest specjalistą w dziedzinie niepłodności i on ma do niego zaufanie - to specjalista i pracuje tez w klinice Novum w wawie. Kazał mi do końca roku odpocząc od leków. 15.01.2015r wizyta u nowego dr. Usg pokazało moje naturalne piękne pęcherzyki. Pomyślałam cud. Tego samego dnia dostałam zastrzyk - pregnyl i mieliśmy działac i tak też było. raz zrobiłam test nic, kolejny raz 9.02 zobaczyłam upragnione dwie kreski , myślałam ż e oszaleje z radości. Jak wariaci od razu pojechaliśmy do nowego dr po radę , kazał bete zrobić co potwierdziło ciążę. Wzięłam L4, oszczędzałam się, dbałam o odżywianie, rzuciłam fajki, odstwiłam kawęi, brałam witaminy jakie dr kazał. Wszystko było tak jak powinno. Nawet dr powiedział że wszystko szło w kierunku ciąży bliźniaczej, tylko że jeden pęcherzyk był pusty( głupia stwierdziłam wtedy że nie chciałabym bliźniaków . A tu nagle felerna wizyta i wiadomość że radość się skończyła. Tak bardzo pragnęliśmy tego dzieciaczka że szok i tym trudniej mi pogodzić ze stratą Aniołka. Jak Wy sobie poradziłyście? podpowiedzcie coś. Pozdrawiam
 
Viol, 18.03.2015 11.33
» zgłoś nadużycie » ODPOWIEDZ
Jak ja dobrze Cie rozumię:(( Wczoraj wróciłam ze szpitala po wyłyżeczkowaniu. Trzeci raz... Już nie mam ani siły ani odwagi myśleć o tym że kiedyś się uda. Niestety po zabiegu musiałam zostać na oddziale gdzie jedyne co widziałam to kobiety w ciąży, pielęgniarki wożące noworodki i szczęśliwych tatusiów dumnie odwiedzających swoje żony i dzieci. Jest mi bardzo ciężko z tym wszystkim, ale mam przede wszystkim pretensje do siebie że mój mąż wie tylko jak to jest czekać pod drzwiami i modlić się o to żeby przynajmniej ze mną było dobrze... Boże jak można sobie z tym poradzić??? Czy to wogóle możliwe??
 
następne »
strona 1 z 70
reklama
reklama
DlaPacjentow24.pl
Najpopularniejsze artykuły
Rozwój płodu: jak rozwija się płód tydzień po tygodniu Rozwój płodu: jak rozwija się płód tydzień po tygodniu

Jakie jest teraz moje dziecko? Jak wygląda, jakie ma narządy, czy coś czuje lub słyszy? – te...

więcej

27737

Zatrucie ciążowe (gestoza): przyczyny, objawy i leczenie Zatrucie ciążowe (gestoza): przyczyny, objawy i leczenie

Zatrucie ciążowe, inaczej gestoza, to niebezpieczny stan, który może zagrażać życiu matki i...

więcej

17530

Cud poczęcia, czyli wszystko o zapłodnieniu Cud poczęcia, czyli wszystko o zapłodnieniu

Mężczyzna jest płodny przez cały rok, kobieta przez kilka dni w miesiącu. Jeśli chcą mieć dziecko,...

więcej

25436

Grzybica pochwy w ciąży: upławy i swędzenie to pierwsze jej objawy Grzybica pochwy w ciąży: upławy i swędzenie to pierwsze jej objawy

Grzybica pochwy w ciąży zdarza się dość często, bowiem hormony zmieniają pH pochwy z kwaśnego na...

więcej

21086

Zamów bezpłatny newsletter

zapisz się
Znajdź badanie

Wybierz badanie

albo

albo

Alfabetyczny indeks badań

a b c d e f g h i k
l m n o p r s t u v
w z ż
Eksperci

To nie mnie, a lekarzowi wykonującemu badanie, należy zadać to pytanie. Mogę tylko napisać, że oznaczanie płci w 13. tygodniu nie jest standardem.

Nie badano wpływu Akneroxidu na rozwój ciąży i tylko z tego powodu nie zaleca się stosowania go w okresie ciąży. O potrzebie stosowania decyduje dermatolog. Acne-Derm jest lekiem o podobnym...

Jeśli mięśniak uwypukla się do jamy macicy i są możliwości techniczne, lepiej jest go usunąć. Jeśli natomiast jama macicy jest prawidłowego kształtu, nie wymaga leczenia.

Grupy wsparcia
data

Maj 25, 2015

Wątroba obciążona, żołądek zmęczony, waga taka, na jaką zapracujesz. Zanim kupicie kolejny szkodliwy suplement, zobaczcie, co ma w składzie, bo każdego roku setki osób trafiają do szpitali z układem pokarmowym okrutnie doświadczonym właśnie przez takie "cudowne" specyfiki. Zdrowiej byłoby...

data

Maj 25, 2015

jeśli nie zmniejszy się porcji posiłków oraz nie wprowadzi odpowiedniej dawki ruchu w ciągu dnia, to żadna herbata cudów nie zdziała, nawet gdyby ją litrami pić :) choć oczywiście czerwona czy zielona herbata jakiś pozytywny wpływ na układ pokarmowy zapewne posiada.

data

Maj 23, 2015

Od 3 dni zażywam Green Barley Slim, póki co nie widzę żeby coś kilogramy leciały, no ale to dopiero 3 dzień ;) Dam znać po 2 tygodniach, bo jakoś nie jestem do końca przekonana.

data

Maj 25, 2015

ja schudłam 5 kg po 1,5 miesiaca Ja schudłam 3 kilo i mało tego chciałam zwrotu a tu się okazuje że nie ma gdzie tego wysłać bo adresat nie znany

reklama
Zdrowa społeczność

Żaden utwór zamieszczony w serwisie nie może być powielany i rozpowszechniany lub dalej rozpowszechniany w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny) na jakimkolwiek polu eksploatacji w jakiejkolwiek formie, włącznie z umieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody ZPR Media S.A.. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części z naruszeniem prawa tzn. bez zgody ZPR Media S.A. jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.